Szkoła ponadgimnazjalna to czas w życiu człowieka, kiedy dzieje się chyba najwięcej. To wtedy kończymy upragnione osiemnaście lat i wierzymy (przez pierwsze kilka chwil), że świat stoi przed nami otworem, bo przecież teraz mamy dowód i możemy legalnie kupić i robić (prawie) wszystko. Rodzice już nie rządzą, mogą nam najwyżej naskoczyć, przecież jesteśmy dorośli. Chodzimy na imprezy pierwszy raz (legalnie) pijemy alkohol, chcemy spróbować wszystkiego. Rzucamy się w wir życia towarzyskiego i zapominamy, że wielkimi krokami zbliża się matura, a dorosłość to, oprócz wspomnianych przyjemności, również cała masa obowiązków.

Jeżeli już dotrwamy do końca szkoły, to zależnie od typu placówki, w której się kształciliśmy, mamy przynajmniej dwie opcje: uczyć się dalej (w szkole dla dorosłych, policealnej, ewentualnie na studiach) albo zacząć szukać pracy. Żadna z opcji nie wydaje się być idealna, ale pieniądze skądś trzeba wziąć, a rodzice sponsorować nie będą, jeżeli nie będziemy się uczyć. Umówmy się, większość kocha swoje dzieci, ale aż tak hojni i naiwni nie są.

Trochę odbiegłam od tematu, zwyczajowo się rozgadałam. Jaka jest puenta? Otóż taka, że szkoła ponadgimnazjalna to czas wyborów. Jasne, nie zawsze od razu będą dobre. Czasem trzeba popełnić błąd, żeby później postawić na to, co będzie dla nas idealne. Ale to jeszcze jest ten czas.

Co za tym idzie, książki, które są omawiane na tym etapie edukacji powinny wspierać młodych ludzi w działaniach, które są przed nimi. Powinny wskazywać dobrą ścieżkę, pomagać w podjęciu najlepszej decyzji z tych, które są dostępne. A co przewiduje podstawa programowa?

Gwóźdź programu

Podstawa programowa dla najwyższego etapu edukacji dzieli książki na te dla poziomu podstawowego i rozszerzonego. Ciekawsze tytuły są typowane (oczywiście) dla tego drugiego, ale ja skupię się na tym, co obowiązuje każdego, kto aspiruje do tego, aby podejść do matury podstawowej. To zaczynamy (podkreślam po raz kolejny – to nie są wszystkie obowiązujące tytuły, ale wybrane):

  • Sofokles „Antygona” lub „Król Edyp”,
  • William Szekspir „Makbet” lub „Hamlet”,
  • Adam Mickiewicz „Dziady cz. III”, „Pan Tadeusz”,
  • Bolesław Prus „Lalka”,
  • Fiodor Dostojewski „Zbrodnia i kara”,
  • Joseph Conrad „Jądro ciemności”,
  • Stanisław Wyspiański „Wesele”,
  • Władysław Stanisław Reymont „Chłopi”,
  • Stefan Żeromski „Ludzie bezdomni”, „Przedwiośnie”,
  • Tadeusz Borowski – „Opowiadania”,
  • Juliusz Słowacki „Kordian”,
  • Zofia Nałkowska „Granica”,
  • Franz Kafka „Proces”,
  • Albert Camus „Dżuma”,
  • Witold Gombrowicz „Ferdydurke”,
  • Gustaw Herling Grudziński „Inny świat”.

Temu panu dziękujemy

Chociaż uważam, że lektury szkolne na poziomie ponadgimnazjalnym w większości nie spełniają funkcji, o której wspomniałam przed chwilą, to jednak zdecydowana większość z nich mi się podobała. Wśród tych powszechnych zachwytów znalazło się też kilka (dosyć głośnych) jęków rozpaczy. Jakie tytuły powodowały, że czułam się jak na największych torturach?

Joseph Conrad – „Jądro ciemności”. Zdecydowanie najgorsza książka, którą czytałam w ogóle. Jest tak ciężka, że przez każde zdanie przedzierałam się jak przez błotniste okopy, w których pod każdym najmniejszym kamieniem czekał wróg, który gotowy był mnie zabić. Naprawdę. Chociaż zmuszona byłam czytać ją ponownie rok temu, to szczerze Ci powiem, że niewiele pamiętam. Może to mechanizm wyparcia, może prosta ludzka niechęć, trudno powiedzieć, ale gdyby wszystkie książki były takie, to chyba przerzuciłabym się na oglądanie telewizji.

Stefan Żeromski – „Ludzie bezdomni”. Żeromski to autor, który wywołuje u mnie skrajne emocje. Jak uwielbiam „Przedwiośnie”, tak „Ludzie bezdomni” wywołują na mojej twarzy pewien grymas. I nie przez historię, bo jeżeli już człowiek przebrnie przez toporny początek, to okazuje się, że jest ona całkiem ciekawa, ale właśnie przez nawrzucanie do utworu dziwnych scen i wydumanej (?) symboliki. Wytłumacz mi: po co komu scena w muzeum, która niczego właściwie do tej książki nie wnosi, a już na wstępie powoduje, że młody człowiek ma ochotę cisnąć ten tytuł w kąt i nigdy więcej do niego nie wracać?

Zofia Nałkowska – „Granica”. Lektura, która w szerszym gronie wzbudza mieszane uczucia. Znam osoby, które są nią zachwycone, ale dla mnie była to droga przez mękę. Nie przez historię Ziembiewicza, bo (podobnie jak wyżej) ta była całkiem interesująca, ale przez sposób, w jaki książka była napisana. Akcja rozwijała się stosunkowo powoli, zanim człowiek zdążył się zainteresować, to zapał osłabł i pozostało jedynie oczekiwanie na ostatnią stronę. I po co?

Fiodor Dostojewski – „Zbrodnia i kara”. Jeżeli jeszcze mnie nie znienawidziłaś / nie znienawidziłeś za poprzednią pozycję, to jest szansa, że teraz to zrobisz. Ale nie będę kłamać, bo nie ma sensu. Nienawidzę tej książki. Szczerze i z całego serca. Rozumiem, że temat psychiki zbrodniarza może się wydawać fascynujący, ale jest tyle lepszych książek, które mogłyby go zobrazować i nie wywołać u przyszłego maturzysty odruchu obronno-wymiotnego. Nie wiem, co miała w głowie osoba, która wprowadziła ten tytuł do lektur obowiązkowych, ale niech idzie precz.

Do tekstów, które również nie wywołują u mnie cieplejszych uczuć należą wspomniane przy okazji LBA „Dziady cz. III” i „Cierpienia młodego Wertera”, ale te tytuły ratuje mniejsza objętość 🙂

Na zawsze w mojej pamięci

Jeżeli znasz mnie trochę lepiej albo jeżeli w miarę regularnie czytasz moje teksty i recenzje, to z pewnością wiesz, że mam małą słabość do książek, które poruszają tematykę II wojny światowej, obozów koncentracyjnych i obozów pracy. Co za tym idzie, w zestawieniu lektur, które zapamiętam i do których będę wracać, nie może zabraknąć pewnych pozycji. Jakich?

Gustaw Herling – Grudziński – „Inny świat”. Nie wiem czy to dlatego, że tytuł wpisuje się w „moje klimaty”, czy też jest inny powód, ale mam wrażenie, że wszystko w tej książce jest dobre. Począwszy od historii, która porusza, bulwersuje, skłania do refleksji i obrazuje życie człowieka, który musiał przejść przez piekło wojny, a skończywszy na sposobie, w jaki książka została napisana. Język jest stosunkowo prosty, przyjemny i chociaż temat do lekkich nie należy, to sunęłam przez kolejne strony niemal mimochodem. Rewelacja.

Hanna Krall – „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Co prawda w powyższym spisie nie ma tego tytułu, ale ja czytałam, więc się dzielę. Książka, która zafascynowała mnie podwójnie. Pierwszy raz tuż po przeczytaniu. Drugi raz, kiedy w moim liceum pojawił się teatr, który wystawiał tę sztukę w bardzo kameralnym gronie. Chociaż znałam historię Marka Edelmana, to siedząc w pierwszym rzędzie jako świadek rozmowy, czułam jakbym była tam naprawdę. Uczucia, emocje, które towarzyszyły aktorom i sposób, w jaki przekazali je widzom sprawił, że książkę odebrałam zupełnie inaczej. Pełniej. Przeczytałam jeszcze raz. I wrócę do niej znowu.

William Szekspir – „Makbet”. Uwielbiam Szekspira. Chociaż „Romeo i Julia”, jak już wspominałam przy okazji poprzedniego artykułu, zupełnie mnie nie zachwycił (przy pierwszym odbiorze), to później się do tego tytułu przekonałam. Potem pochłonęłam „Hamleta”, „Makbeta”, „Sen nocy letniej”, „Otella” i całą resztę. Jednak to „Makbet” skradł moje serce. Mnogość tematów, które można poruszyć po lekturze i kunszt, z jakim ten utwór został napisany sprawia, że nie mam dosyć, chociaż omawiam go z uczniami dosyć często. I będę omawiać znowu, już niebawem 🙂

Skoro już przy temacie jesteśmy, to polecam Ci gorąco film „Makbet” (reż. Justin Kurzel), ja miałam ciarki!

Znów, oprócz wymienionych pozycji podobało mi się wiele innych (na przykład „Lalka”, tak – dobrze widzisz), ale to te trzy tytuły wciągnęły mnie najbardziej i myśl o nich towarzyszy mi do dzisiaj.

A Ty, jaką lekturę zapamiętasz najdłużej?

Może cię zainteresować

O dziecku, Hitlerze i psychicznej psycholożce – podsumowanie września
Przeczytaj...
Błękitne koszmary? Katarzyna Michalak, „Błękitne sny”
Przeczytaj...
Top 5 lektur, które przydadzą się na maturze ustnej z polskiego
Przeczytaj...
Brak sumienia, socjopatia i głodny pies, czyli „Socjopaci są wśród nas” dr M. Stout
Przeczytaj...
Wielbłądy w ogrodach pełnych orków. O lekturach w szkole podstawowej
Przeczytaj...