Kawa i książka, książka i kawa. Dwie rzeczy, które w moim życiu pełnią znaczącą rolę. Zanim wypiję kubek błogosławionego, czarnego (jak noc) płynu, to humor jest kiepski, ale już po pierwszym łyku wydaje się, że świat zaczyna nabierać barw.

Podobnie jest z książkami. Tak bardzo weszło mi w krew zagłębianie się w kolejne historie, że kiedy jestem tak zmęczona, że nie mam siły czytać, bo powieki ciążą, a oczy same się zamykają, więc w końcu kładę się do łóżka, to i tak mam ogromne wyrzuty sumienia i czuję, że mi czegoś brakuje, że czegoś nie zrobiłam. Tak jakbym nie wyłączyła żelazka albo zostawiła odkręconą wodę.

W zimie albo jesienią, kiedy na dworze zimno i/lub wilgotno, to jednym z moich ulubionych sposobów na spędzanie wolnego czasu jest zawinięcie się w mięciutki i cieplutki koc, zagnieżdżenie się w fotelu czy na łóżku, z kubkiem kawy pod ręką i jakąś nową historią. Mogą minąć długie godziny, a ja będę siedziała jak oczarowana. O ile nie zdrętwieją mi nogi, nie skończy się kawa albo potrzeby natury fizjologicznej nie zmuszą mnie do udania się w ustronne miejsce.

Nic więc dziwnego, że kiedy zobaczyłam gdzieś książkę pod tytułem „Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę”, to stwierdziłam, że NATYCHMIAST muszę ją przeczytać. Niejako z góry zaczęłam utożsamiać się z potencjalną bohaterką (albo bohaterem) tej powieści. Czy słusznie?

Dziś będzie krótko, bo i stron nie było zbyt wiele, ale mam nadzieję, że moja opinia wyda Ci się pełna.

Pozycja szumnie zapowiadana jako „hit francuskiego internetu, który podbił serca widzów na całym świecie”. Czytelnicy są kuszeni wszechobecnymi informacjami, jakoby autorka najpierw wydała książkę z własnych środków w formie e-booka, który to miał osiągnąć tak wielką popularność, że w końcu postanowiono go wydać w wersji tradycyjnej.

Agnès Martin-Lugand jest z wykształcenia psychologiem (o ile dobrze pamiętam informację z okładki), co pozwala (tak sądzę) liczyć na szczegółowy opis psychiki postaci, jej przeżyć i stanów emocjonalnych, ale nie tylko, bo przecież, żeby móc wszystko dobrze zrozumieć, trzeba najpierw dobrze opisać to, co przeżyła. Jak to wygląda naprawdę?

No cóż…

Jak już wiemy z krótkiego opisu zamieszczonego z tyłu, poznajemy historię kobiety, która w wypadku straciła męża i córeczkę, i została w życiu sama. Przyznać trzeba – temat trudny, wymagający (wydawać by się mogło) dokładnej analizy, ale przy zachowaniu pewnej subtelności, delikatności. Już tutaj pani psycholog poległa – wiemy tyle, że kobieta rozpacza, nie wychodzi z domu i zamyka się w czterech ścianach, poza tym mówi nam o stanie bohaterki niewiele więcej (a może i nic?).

Idźmy dalej, jak domyślić się można, pod wpływem czynników zewnętrznych (tutaj chyba jednego), bohaterka postanawia zrobić coś ze swoim życiem i wyjeżdża, wynajmuje domek, w którym znowu – ukrywa się przed światem. W końcu poznaje mężczyznę, którego początkowo nienawidzi, ale potem jednak kocha (kto się czubi, ten się lubi?). W tak zwanym międzyczasie, ma miejsce kilka – mniej lub bardziej romantycznych epizodów, aż w końcu Diane (bo tak ma na imię) wraca do domu – sama czy nie, to już pozostawiam Twojej ewentualnej ciekawości.

Podsumowując, dosyć ciekawy temat, potraktowany bardzo po macoszemu, skrzywdzony zbyt prostym, ubogim językiem. Bohaterowie mocno schematyczni, ledwo zarysowani, psychika postaci ledwo tknięta (a szkoda!). Wszystko zapakowane w ładną okładkę i przyozdobione chwytliwym tytułem (zwłaszcza dla kogoś, kto bez książek i kawy nie wyobraża sobie dnia – jak ja). Dałam się nabrać – nie pierwszy i nie ostatni raz, zapewne. Zakończę pozytywnym akcentem, mimo wszystko, bo chociaż książka jest pod każdym względem słaba, to czyta się ją bardzo szybko (godzinka z małym haczykiem), może to przez wcześniej wspomniany język, może przez liczbę stron. W wakacje poczytać można, wszak lepiej marnować czas na czytanie niż leżenie i patrzenie w sufit, czyż nie? 😉

Może cię zainteresować

Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...
Federico Moccia – Trzy metry nad niebem
Przeczytaj...
Jojo Moyes – Zanim się pojawiłeś
Przeczytaj...
Alek Rogoziński – Jak Cię zabić, kochanie?
Przeczytaj...