O twórczości Katarzyny Michalak słyszałam wiele. Nie ma, chyba, na polskim rynku wydawniczym autorki, która budziłaby tak skrajne emocje. Z jednej strony ludzie piszą, że jest grafomanką, która wydaje powieść za powieścią i robi kobietom papkę z mózgu, używając wytartych frazesów, które niewiele znaczą. Zarzuca się jej, że idealizuje świat, kreuje historie z kosmosu, dopisując zakończenie jak z baśni. Z drugiej jednak strony, Michalak jest jedną z najbardziej poczytnych polskich autorek, jej książki sprzedają się w ogromnych nakładach (swego czasu wpadłam na filmik z produkcji milionowego egzemplarza książki „Zemsta”) i nie może narzekać na brak chętnych do przeczytania kolejnych powieści.

Przyznam, że chociaż na swoim koncie ma kilkadziesiąt (powyżej 30 na ten moment) powieści, to ja przeczytałam trzy. „Mistrza” i „Zemstę” – niestety, nie w tej kolejności, ale nie uważam, żebym coś z tego powodu straciła. Druga część była napisana w taki sposób, że nie czułam się zagubiona, dosyć dobrze zorientowałam się w wydarzeniach, a po część pierwszą sięgnęłam niejako dla formalności. Czy mi się podobały? Przyznam, że nieszczególnie, ale nie mam w zwyczaju szybko się zniechęcać, więc kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania najnowszej powieści Katarzyny Michalak i zarazem ostatniej części Leśnej Trylogii – „Błękitne sny”, postanowiłam dać kolejną szansę i spróbować.

Liczyłam, że wcześniej uda mi się wypożyczyć z biblioteki „Leśną polanę” i „Czerwień jarzębin”, żeby poznać losy bohaterów od samego początku, jednak nadal jestem czwarta w kolejce (co chyba jest dobrym potwierdzeniem tego, o czym pisałam wcześniej, nie sądzisz?). Pokonałam opory, przeczytałam i dzisiaj trochę Ci o tym opowiem. Zaczynamy 🙂

Głównymi bohaterami książki są trzej bracia i trzy przyjaciółki: Wiktor, Gabriela, Patryk, Julia, Marcin i Majka. Jeżeli znasz poprzednie części, to wiesz, dlaczego w takiej konfiguracji, a jeżeli nie, to zapewne się domyślasz 🙂

Każda z tych postaci mierzy się z innym problemem, chciałoby się powiedzieć, że jeden jest gorszy od drugiego. Chociaż tytuł powieści sugeruje sielankę, to mamy tutaj styczność z przekrętami, przestępstwami i niewybaczalnymi błędami, popełnionymi przez tych, którzy powinni ludzi chronić, a jednak tego nie robią. Dwie osoby w wyniku pomyłki policji albo pojawienia się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie, zostają ciężko ranne i walczą o życie. Jakby tego było mało, do kobiety ktoś przychodzi i zaczyna grozić, że jeżeli piśnie słówko na temat tego, co naprawdę zaszło, jej chłopak zostanie zamordowany. Myślę, że domyślasz się, jaką decyzję podjęła 🙂

Nie będę opisywała innych wątków, ponieważ nie chcę zdradzać zbyt wiele, jednak mamy tutaj podrzucone dziecko, osoby, które umarły, a jednak żyją, poronienia, prostytutki i tajemnice z przeszłości, które nagle ujrzą światło dzienne. Jest też miłość, ślub, rozstania i wielkie powroty.

Myślisz pewnie, że telenowela. I masz sporo racji, bo książka zdecydowanie dedykowana jest tej samej grupie odbiorców. Długo zastanawiałam się, dlaczego Katarzyna Michalak zarzuca swoich bohaterów tak wieloma skrajnie trudnymi sytuacjami, które wydają się nie mieć wyjścia, a problemy – nie mieć końca. Ostatecznie doszłam do wniosku, że może chce ona w ten sposób pokazać swoim czytelniczkom, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, że po każdej burzy wychodzi słońce i tak dalej. Psychologicznie nieźle, natomiast literacko już trochę gorzej.

Chociaż, trzeba przyznać, autorka pomysł na historię miała całkiem niezły. Nie można powiedzieć, że czytelnik się nudzi. Czyta się bardzo szybko, a jednak wybitnego talentu tutaj nie widać. Język Katarzyny Michalak jest dosyć ciężki, momentami nieporadny. Najbardziej rażące były dla mnie fragmenty, w których opisywała intymne chwile bohaterów. Sceny seksu w „Błękitnych snach” były wulgarne i infantylne (podobnie było w „Zemście”). W literaturze kobiecej (a twórczość tejże autorki niewątpliwie do tego nurtu należy) seks i intymność powinny mieć wymiar lekko magiczny, baśniowy, z pewnością romantyczny. Tutaj tego nie ma. I chociaż sama jestem w szoku, że to piszę, to jednak w tym przypadku jest to zdecydowany minus. Plus natomiast za zakończenie, bo chociaż lekko przewidywalne, to jednak wzbudza uśmiech na twarzy i przynosi wiarę w mężczyzn 🙂

A ogólnie? Książka, która z pewnością spodoba się fanom Katarzyny Michalak. Nie jest rażąco zła, ale nie powala na kolana. Można ją przeczytać bez ujmy dla psychiki, ale nie jest to powieść, którą rozpamiętuje się przez wiele dni, o której śni się po nocach i wyobraża siebie na miejscu głównej bohaterki czy głównego bohatera. Ot, na długie jesienne wieczory.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

I była miłość w czasie wojny… „Czas burzy” Adriana Grzegorzewskiego
Przeczytaj...
Dorota Gąsiorowska – Obietnica Łucji
Przeczytaj...
Alek Rogoziński – Jak Cię zabić, kochanie?
Przeczytaj...
O dziecku, Hitlerze i psychicznej psycholożce – podsumowanie września
Przeczytaj...
Katarzyna Puzyńska – Łaskun
Przeczytaj...