Przyznam, że kiedy uświadomię sobie, że już mamy sierpień, to chce mi się płakać. Dopiero zaczęły się wakacje, a już niebawem wystarczy mi palców (u rąk i stóp), żeby pokazać, ile dni dzieli mnie od powrotu do pracy. Wcale nie to, że jej nie lubię. Po prostu mam poczucie, że w ogóle nie odpoczęłam przez ten czas. Przerażające. I tak, wiem, że zaraz znajdzie się nadgorliwy, który powie, że i tak mam dobrze, bo przeciętny człowiek ma 20-26 dni urlopu. Ale zaufaj mi, szkoda strzępić języka na licytowanie się, kto ma gorzej.

Jeżeli chodzi o czytanie, to lipiec był całkiem niezły. Nie pobiłam żadnych rekordów, ale udało mi się wpaść na kilka naprawdę świetnych tytułów, które wspominałam jeszcze długo po tym jak skończyłam. Dodatkowo obejrzałam dosyć sporo filmów i nadrobiłam kulturalne zaległości. Udało mi się też dodać 4 wpisy: trzy recenzje i podsumowanie miesiąca. Mam nadzieję, że teraz będzie już tak regularnie.

No dobrze, ale przejdźmy do konkretów, standardowo.

Ile w miesiącu?

Czternaście. Ta liczba chyba na dłużej zagości w moim repertuarze czytelniczym, bo powtarza się już trzeci raz. To dobrze, bo jestem z niej całkiem zadowolona.

A co wpadło w moje ręce w lipcu?

Jonas Jonasson, „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”. Książka, którą najpierw próbowałam przesłuchać w formie audiobooka, kiedy wylewałam siódme poty na siłowni, ale trzynaście godzin słuchania doprowadzało mnie do szału. Zabrałam się za nią w tradycyjny sposób i na pewno zapoznałam się z treścią w mniej niż pół doby. Tak czy inaczej, pozycja mnie nie zachwyciła. Historia Alana jest, owszem, dosyć barwna, jednak mnie takie tytuły nie porywają.

Andreas Pflüger, „Raz na zawsze”. Pozycja, która na mojej półce gości od dłuższego czasu, mamy tutaj zbrodnię i agentkę, która jest ślepa. Znów, zapowiadało się fascynująco, porywająco, ekscytująco, a wyszło… nużąco. Szkoda.

Joanna M. Chmielewska, „Sukienka z mgieł”. Z twórczością tej autorki miałam styczność już jakiś czas temu przy okazji książki „Mąż zastępczy” (recenzja tutaj) i dosyć konkretnie się wtedy ubawiłam. Kiedy zobaczyłam „Sukienkę z mgieł” w promocji za jakieś 7 złotych, to aż szkoda było nie kupić, zwłaszcza, że nazwisko kojarzyło się dosyć przyjemnie. Niestety, tym razem było nudno. To taka pozycja dla starszej pani, ewentualnie kobiety, w której życiu dzieje się wiele i która potrzebuje chwili wytchnienia przy zupełnie niewymagającej lekturze.

Veronica Roth, „Niezgodna”. Podobały mi się „Igrzyska śmierci”, kiedy pewnego razu uczennice powiedziały mi, że „Niezgodna” jest właśnie w tych klimatach, to już wiedziałam, że prędzej czy później zapoznam się z tym tytułem. Zapoznałam się i powiem, że szału nie było, ale sam świat, który wykreowała autorka, zasługuje na uwagę. Zapewne kiedyś sięgnę po kolejne części, może nawet obejrzę film, ale nie jest to dla mnie priorytet 🙂

Kinga Dębska, „Moje córki krowy”. Głośny tytuł. Już od jakiegoś czasu miałam zamiar obejrzeć film, ale powstrzymałam się i najpierw wypożyczyłam z biblioteki książkę. Historia dwóch sióstr, które różnią się od siebie jak ogień i woda. Tak samo różne jest podejście rodziców do nich. Każda z nich ma coś, czego nie ma druga i żadna nie jest szczęśliwa. Obie za to mają ten sam problem – rodziców, chorych rodziców. Książka, którą powinien przeczytać każdy. Pouczająca, interesująca, wciągająca.

Dominique Browning, „Slow love”. Historia kobiety, która jednego dnia wiodła życie na wysokich obrotach, a drugiego została zwolniona z pracy i musiała coś zmienić, żeby nie zwariować. Nagle okazuje się, że najważniejszymi wydarzeniami dnia są… posiłki. Interesująca, w sam raz na leniwe wakacje nad morzem.

Charlotte Link, „Wielbiciel”. Mój „pierwszy raz” z tą autorką. Ciekawa pozycja, która porusza jeszcze ciekawszy temat stalkingu. Momentami zagmatwana, ale trzyma w napięciu i do ostatniego momentu można mieć wątpliwości co do tego, kto tak naprawdę zawinił i jakie będzie rozwiązanie. Na pewno jeszcze wrócę do twórczości Link. Za jakiś czas, teraz: mniej kryminałów i thrillerów! 🙂

Anna Bellon, „Nie zapomnij mnie”. Książka, którą recenzowałam (tutaj), więc tradycyjnie: nie będę się powtarzać. Kawałek typowej literatury młodzieżowej. Powieść, która dotyka dwóch największych pragnień nastolatków: wielkiej sławy i wielkiej miłości.

Renee Ahdieh, „Gniew i świt”. Kobieta, która ma jeden cel: zemstę na mężczyźnie, który zabił jej najlepszą przyjaciółkę. Wymyśla podstęp i powoli, ale konsekwentnie wprowadza swój plan w życie. Coś jednak staje na przeszkodzie, a to, czego się dowie, zmieni jej podejście raz na zawsze. Bajkowa i bajeczna, polecam!

Charlaine Harris, „Zabita na śmierć”. Ósmy tom serii o Aurorze Teagarden. Kolejne przestępstwo i kolejna zagadka, którą musi rozwiązać niepozorna bibliotekarka. Co stało się z młodą kobietą, która prowadziła dosyć… rozwiązły tryb życia? Lektura niewymagająca, przyjemna, na jeden wieczór.

Charlaine Harris, „Małe kłamczuchy”. Dziewiąty tom serii o Aurorze Teagarden. Tym razem porwany zostaje jej brat i grupka osób, z którymi się zadawał. Dodatkowo na horyzoncie pojawia się radosna nowina i… problemy rodzinne. Podobnie jak pozostałe tomy: dobra na odstresowanie, fajerwerków nie ma co oczekiwać 🙂

Robert M. Pirsig, „Zen i sztuka obsługi motocykla”. Książka, której recenzję już dla Ciebie szykuję, także spodziewaj się jej w najbliższym czasie na blogu. Już teraz zapraszam!

Emma Donoghue, „Pokój”. Tytuł, który mnie chwycił i trzyma do tej pory. Na tyle mocno, że w momencie, kiedy zamknęłam książkę, już wiedziałam, że muszę obejrzeć film. Dziewczyna, którą porwano i która przez 7 lat mieszkała w szopie na narzędzia. Tam urodziła i wychowała syna, wmówiła mu, że wszystko, co jest na zewnątrz to kosmos, a pokój, w którym mieszkali to cały świat. Poruszająca powieść o tym, że można się cieszyć z drobiazgów; o tym, że ważna jest bliskość drugiej osoby; o tym, że nawet największa krzywda jest niczym, jeżeli mamy miłość; w końcu o tym, że tak naprawdę nie wiemy, co nasz sąsiad robi za ścianą…

Jonathan Beckman, „Jak zrujnować królową. Maria Antonina, skradzione diamenty i skandal, który zachwiał tronem Francji”. Znów, książka, której recenzja pojawiła się już na blogu, więc odsyłam tutaj. Świetna historia i rewelacyjnie oddany pejzaż epoki.

Ile w 2017?

Kolejna 14 powoduje, że od stycznia na liczniku nazbierało się już 90 pozycji. Do realizacji celu, który sobie ustaliłam zostało jeszcze dziesięć. Do pobicia rekordu z zeszłego roku zostało 31, może się uda 🙂

Zaadoptowałam

W tym miesiącu przyszło do mnie sporo egzemplarzy recenzenckich od wydawnictwa Znak Literanova:

  • Anna Bellon, „Nie zapomnij mnie”
  • Robert M. Pirsig, „Zen i sztuka obsługi motocykla”
  • Dorota Gąsiorowska, „Melodia zapomnianych miłości”
  • Jonathan Beckman, „Jak zrujnować królową. Maria Antonina, skradzione diamenty i skandal, który zachwiał tronem Francji”.

W ramach kolejnego festiwalu książek w Biedronce zaopatrzyłam się w:

  • Lesley Lokko, „Białe kłamstewka”.

Plany na sierpień

Sierpień zaczęłam z Rachel Abbott, w planie mam również kilka głośnych pozycji i jedną taką… zarośniętą 😉

A Ty, co teraz czytasz?

Może cię zainteresować

O psycholu, piasku i rzece złodziei, czyli podsumowanie marca
Przeczytaj...
Sułtan, Czarnoksiężnik, Komornik i zaginione dziecko. Podsumowanie czerwca
Przeczytaj...
Filozoficzne rozważania przy naprawie motocykla, „Zen i sztuka obsługi motocykla”
Przeczytaj...
Pociągi, Harry Potter i słowiańscy bogowie, czyli podsumowanie kwietnia
Przeczytaj...
Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...