Żyjemy w czasach, kiedy mężczyźni tak naprawdę nie są męscy. Już bardziej męskie są niektóre kobiety. Śmiejemy się, że chodzą w rurkach, otwieramy szeroko oczy, kiedy widzimy na youtubie filmiki jak nakładają makijaż, bulwersujemy, kiedy nie potrafią nawet wywiercić dziury czy wymienić koła. Takie mamy realia i z tym przyszło nam żyć.

Starsi twierdzą, że to wszystko wina zniesienia obowiązkowej służby wojskowej, a ja właściwie się z tym zgadzam.

Ale co to właściwie znaczy, że mężczyzna jest męski? Jak zawsze: dla każdego coś innego. Jeden powie, że męski znaczy taki, który pracuje na budowie czy jako hydraulik, ma wielkie mięśnie i niewielki móżdżek. Inny powie, że męski to znaczy taki, który potrafi utrzymać rodzinę, wybuduje dom, spłodzi syna i posadzi drzewo. Znam także osoby, które za najbardziej męskiego uważają faceta opiekującego się dzieckiem. Znów, takie mamy czasy, że ile osób, tyle różnych opinii. I może to nawet dobrze.

Inną kwestią są jednak cechy charakteru, które świadczą o męskości, a inną są cechy fizyczne. Zdecydowana większość przedstawicielek płci kobiecej za męskiego uzna faceta, który jest wysoki, ma choć trochę rozbudowane mięśnie i delikatny zarost.

No właśnie, zarost.

W ciągu ostatnich lat w świecie mody (i nie tylko) wywołał spore zamieszanie. Nagle wszyscy mężczyźni zaczęli zapuszczać brody, a każda niemal kobieta wzdychała do tych drwaloseksualnych. Coraz głośniej zaczęło być o barber shopach, wymyślono też akcje społeczne, jak na przykład Movember, która zakłada, że mężczyźni w listopadzie zapuszczają wąsy i w ten sposób chcą zwiększyć świadomość społeczną w zakresie typowo męskich chorób (jak na przykład rak prostaty). Przyznać trzeba, cel szczytny.

Moda na brodę trwa już ładnych kilka lat, a ja dziś przychodzę do Ciebie z książką, która uświadamia, jaką rolę pełnił zarost na przestrzeni wieków! „Historia brody. Zaskakujące dzieje męskiego zarostu” Christopher Oldstone – Moore już teraz, zapraszam!

Od najdawniejszych czasów poprzez Chrystusa, księcia Alberta, Che Guevarę i Johna Lennona do Davida Beckhama – przed wami zaskakujące dzieje brody!

Tak książkę reklamuje wydawca.

A co tak naprawdę w niej znajdziemy?

Na ponad 510 stronach i w 13 rozdziałach autor przedstawia czytelnikowi, jak zmieniało się ludzkie podejście do męskiego (i nie tylko!) zarostu. Omawia, jakie funkcje pełniła broda, kto mógł brodę nosić, a komu zupełnie nie wypadało. Wszystko to sowicie okraszone ilustracjami i dopełnione przypisami do tekstów źródłowych.

Przyznam, że tym, co najbardziej mnie zaskoczyło w lekturze tej pozycji, była mnogość funkcji, jaką mogła (może) pełnić broda. Myślałam, że to tylko element męskiego wyglądu, podobnie jak kobieca fryzura czy makijaż, ale teraz już wiem, że jest to tylko kropla w morzu.

Zarost ma świadczyć o męskości. I nie są to tylko puste słowa, ponieważ gęstość zarostu jest zależna od hormonów (m. in. testosteronu) – im więcej ich jest, tym broda jest bujniejsza. Gęsty zarost może też świadczyć o bogatym życiu seksualnym danego mężczyzny, o jego sile fizycznej i ogólnej kondycji zdrowotnej. Dawniej kobiety uważały, że mężczyzna, który ma zarost jest idealnym materiałem na męża, ponieważ jako osoba zdrowa i pełna sił witalnych będzie w stanie przyczynić się do spłodzenia silnych dzieci, a później zapewnić rodzinie byt na odpowiednim poziomie.

Broda mogła też świadczyć o inteligencji, sile, przebiegłości, a także być słabym punktem – tak jak włosy w przypadku biblijnego Samsona. Zapytasz, jak? Otóż w czasie walki przeciwnik mógł złapać Cię za brodę, przyciągnąć i w taki sposób zyskiwał element zaskoczenia. Ciekawe? No jasne!

Christopher Oldstone – Moore wskazuje postacie historyczne, które jako ogromne autorytety w dziedzinie religii, wojskowości czy obyczajowości, przyczyniły się do wypromowania noszenia zarostu przez mężczyzn.

Osobistości te są w książce wymienione chronologicznie, od czasów starożytnych, do współczesnych. Dzięki temu można też zaobserwować, jak na przestrzeni wieków zmieniały się autorytety: od wybitnych władców i wojskowych, przez Syna Bożego, po piłkarza i modela.

Drugą kwestią, która przyciągnęła moją uwagę i nad którą dosyć długo się zastanawiałam, analizując wiele przypadków jest fakt, że politycy z reguły nie noszą zarostu, ponieważ to sprawia, że nie są godni zaufania. Myślałam i myślałam, i jedynymi znanymi polskimi politykami, którzy noszą wąsy są Lech Wałęsa i Janusz Korwin – Mikke. Zapewne jeżeli się uprzeć, to znajdzie się jeszcze kilka nazwisk, ale teza z grubsza jest słuszna. Wszak wyjątki potwierdzają regułę, czyż nie?

Podsumowując?

Bardzo rzetelna pod względem faktograficznym pozycja, która omawia niezwykle interesujący wątek męskiego zarostu. Nie miałam pojęcia, że z posiadaniem brody wiąże się tak bogata historia i filozofia. Do tej pory, kiedy patrzyłam na mojego chłopaka, czy jakiegokolwiek mężczyznę, to zadawałam sobie pytanie, czy lepiej wygląda z zarostem, czy bez? Teraz będę się zastanawiać, co skłoniło go do tego, aby brodę posiadać i czy ewentualna odpowiedź (jeżeli ośmielę się zapytać) pokryje się z tezami autora książki.

„Historia brody” to pozycja, którą powinien przeczytać każdy, kto chociaż trochę interesuje się modą i fryzjerstwem. Spodoba się także osobom, które po prostu lubią wiedzieć więcej na każdy temat.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

PRZEDPREMIEROWO o łowcy przestępców, J. Douglas, M. Olshaker, „Mindhunter”
Przeczytaj...
Błękitne koszmary? Katarzyna Michalak, „Błękitne sny”
Przeczytaj...
O tym jak ojciec podpalił córkę, „Najlepszy powód, by żyć” Augusta Docher
Przeczytaj...
Niewybredne zaloty do starych babć, czyli „Wymazane” M. Witkowskiego
Przeczytaj...
Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...