Święta, święta i po świętach… 2017, 2017 i po 2017… Tak chciałoby się powiedzieć. Ten rok zleciał mi tak szybko jak nigdy. Był trudny, wymagający i obciążający psychicznie. Co prawda, końcówka była już bardziej łaskawa, jednak środek był piekielny. I chyba właśnie ze względu na to, tak bardzo się cieszę, że to już koniec. Bo chociaż nie jestem przesądna i niespecjalnie wierzę w to, że zmiana daty ma jakieś magiczne znaczenie i zbawienny wpływ na nasze życie, to jednak chciałabym, żeby to była prawda. A co tam, raz mogę się pomylić!

Grudzień czytelniczo nie był specjalnie obfity. W pracy spore zamieszanie związane z końcówką semestru, poza tym święta, więc zakupy, gotowanie, odwiedziny i cała reszta z nimi związana. Moja aktywność na blogu również nie była powalająca, ale się starałam! 😉

Ile w miesiącu?

Dwanaście. Po raz kolejny w tym roku 🙂 Nie jest to mój rekord, ale wciąż liczba, która przekracza moje najśmielsze oczekiwania. Serio!

Marcin Mortka, „Projekt Mefisto”. Miesiąc zaczął się dosyć kiepsko. Właściwie nie wiem, co przyciągnęło mnie do tej książki. Nawet okładkę miała nieciekawą. Chyba myślałam, że będzie poważnie diabelska. No nie była. Trochę zabawna, ale ani porywająca, ani wciągająca, ani nic. Szkoda.

Ewald Arenz, „Zapach czekolady”. Uwielbiam słodycze. Kto mnie zna, ten wie, że chociaż bronię się jak mogę, to są one moją słabością. Zwłaszcza czekolada. I lody. Przejdę obojętnie wobec landrynek, galaretek, żelków i batoników, ale dobra czekolada albo cukierki czekoladowe, to już zupełnie inne bajka! Oglądałam film o sugestywnym tytule „Czekolada”, teraz przyszła kolej na książkę. I wiecie co? Jestem nią zachwycona! Przeczytałam w jakieś 2 godziny, tak mnie pochłonęła! Historia miłosna o mężczyźnie, który swoją karierę zawodową zaczął w wojsku, a skończył jako czekoladowy mistrz. Polecam!

Tessa Gratton, „Magia krwi”. Kolejny tytuł z gatunku fantasy dla młodzieży. Dziewczyna, która znajduje swoich rodziców leżących w kałuży krwi. Oboje nie żyją. Z czasem dowiaduje się, że ojciec zabił matkę, a potem sam popełnił samobójstwo. Głęboko to przeżywa, ale pewnego dnia trafia do niej książka / dziennik, z której wynika, że jej ojciec był czarownikiem i zajmował się magią krwi. Czy w pozytywnym, czy negatywnym aspekcie – to można doczytać. Chociaż jak tego nie zrobisz, to też nic się nie stanie.

Tomasz Wojewódzki, „Rada Ognia”. Książka, o której wspominałam już (tutaj), dlatego zwyczajowo – nie będę się powtarzać. A w skrócie? Tytuł, który sprawił, że zatęskniłam za poważniejszą fantastyką!

Jarosław Molenda, „Podboje Boya. Tadeusz Żeleński kobieciarz czy feminista?”. Sięgnęłam po tę książkę z racji tego, że na studiach o samym Boyu nasłuchałam się całkiem sporo i wydał mi się fascynującą postacią. Czy to z braku czasu, czy większych chęci, nie podjęłam tematu i nie szperałam głębiej w jego życiorysie, ale kiedy zobaczyłam „Podboje Boya” na półce w bibliotece, to wzięłam. I w sumie nie żałuję. Jest to zbiór historii o różnych kobietach, które pojawiły się w jego życiu, sowicie okraszony anegdotami i zdjęciami.

Laura Ruby, „Zapadła dziura Bone Gap”. Jedna z lepszych powieści, które przeczytałam w tym miesiącu. Chłopiec, który ma pewien problem, wydaje się, że notorycznie buja w obłokach. Jest przystojny i lubiany, jednak nikt nie bierze go na poważnie. Pewnego razu znajduje kobietę, która przed kimś ucieka, wraz z bratem proponują jej nocleg i tak młoda Polka zaczyna z nimi mieszkać: gotuje, sprząta, pracuje w ogrodzie. Obaj mężczyźni darzą ją uczuciem, jednak to ze starszym bratem jest bliżej. Któregoś razu jednak dziewczyna znika. A porywacz, według głównego bohatera, ma twarz jak… zboże. Świetna!

Dorota Sumińska, „Balią przez Amazonkę”. Przyznam, że nazwisko Sumińska do tej pory nie mówiło mi zupełnie nic. Może dlatego, że za zwierzętami szczególnie nie przepadam, a co za tym idzie – książek o nich nie czytam. I tym razem też nie zamierzałam, zasugerowałam się tytułem, myślałam, że będzie to coś podróżniczego, więc wzięłam. I poczytałam o podróży przez Amazonkę i zwierzętach, które można tam spotkać. Ładne zdjęcia, tyle powiem.

Lauren Groff, „Arkadia”. Poprzednią książką tej autorki byłam zachwycona. Polecałam ją nawet jako książkę, którą warto przeczytać w wakacje (tutaj). Tym razem miałam dosyć duże oczekiwania. I się zawiodłam. Zupełnie mi się nie podobało.

Alina Stasiak, „Droga do gwiazd. Jak budować wizerunek i markę osobistą?”. Kolejny raz jestem odpowiedzialna za promocję szkoły, więc doszłam do wniosku, że warto przeczytać coś, co mogłoby mi pomóc w pracy. I tak wpadłam na ten tytuł. Fajny, ale nie w kontekście szkoły, raczej osoby. Mnóstwo przykładów z życia celebrytów, piękne ilustracje.

Elena Favilli, „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”. O tej książce słyszałam sporo. Jeszcze więcej jej zdjęć przewinęło się przez mój Instagram i tablicę na Facebooku. Zamówiłam w bibliotece, przeczytałam i w sumie mam mieszane uczucia. Bo pomysł na książkę jest rewelacyjny. Wykonanie (ilustracje!) jest świetne. Tylko nie bardzo rozumiem, czym autorki kierowały się przy doborze nazwisk, które pojawiły się w książce. Niemniej, polecam.

Janusz Leon Wiśniewski, „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie”. O tej książce opowiem Ci więcej niebawem, także zapraszam za kilka dni!

Łukasz Grass, „Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą”. Jakiś czas temu miałam okazję być w kinie i obejrzeć film o życiu Jerzego Górskiego. Tak bardzo mnie poruszył, tak bardzo dotknął młodzież, że postanowiłam przeczytać książkę. Od filmu różni się kilkoma (znaczącymi) wątkami fabularnymi, które były interesujące, ale pokazuje sytuację narkomanów i podejścia władz do nich, w zupełnie innym świetle. Warto przeczytać. Dla własnej wiedzy.

Ile w 2017?

W zeszłym roku udało mi się przeczytać 121 książek. Myślałam, że pobiłam swój absolutny rekord. Nie spodziewałam się, że w tym roku przyjdzie mi go pobić. 165, dokładnie tyle mam na liczniku. Cieszę się jak dziecko <3

Zaadoptowałam

Dzięki uprzejmości autora trafiła do mnie „Rada Ognia” Tomasza Wojewódzkiego.

W ramach współpracy z wydawnictwem Znak Literanova otrzymałam „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” Janusza Leona Wiśniewskiego.

W prezencie świątecznym od ucznia znalazłam:

  • John Katzenbah „Profesor”
  • Kate Atkinson „Zagadki przeszłości”.

Na Targach Dobrych Książek zakupiłam:

  • Arne Dahl „Sen nocy letniej”, „Wody wielkie”, „Msza żałobna”, „Ciemna liczba”
  • Marina Stepnova „Kobiety Łazarza”
  • Julie Orringer „Niewidzialny most”
  • Eugen Ruge „W czasach, gdy ubywało światła”.

Na wyprzedaży w Matrasie skusiłam się na:

  • Katarzyna Berenika Miszczuk „Noc Kupały”
  • Kamil Śmiałkowski „Wampir. Leksykon”
  • Jakub Ćwiek „Chłopcy. Bangarang”, „Chłopcy. Zguba”, „Chłopcy. Największa z przygód”.

Paradoksalnie nie dostałam żadnej książki na święta! 😀

A więc 16, tyle na koniec roku przygarnęłam. A miejsca na półce nie przybywa 🙁

Plany na 2018

Jako wyzwanie na goodreads.com wpisałam 150 pozycji, ale nie zamierzam się zabijać, żeby konkretnie tyle było 🙂

Od stycznia w podsumowaniach miesiąca pojawią się nowe punkty: ulubieńcy miesiąca i najgorsi w miesiącu. Postaram się zaglądać tutaj częściej i trochę więcej marudzić o książkach.

Styczeń zaczynam z „Niksami” i „Lokatorką”.

Wspaniałego 2018 i do przeczytania! <3

Może cię zainteresować

No stress, Polones. O śpiączce, miłości i kobietach z J. L. Wiśniewskim
Przeczytaj...
Ognisty zamach na premiera? Tomasz Wojewódzki, „Rada Ognia”
Przeczytaj...
O tym jak ojciec podpalił córkę, „Najlepszy powód, by żyć” Augusta Docher
Przeczytaj...
Nadzieja ukryta pod jemiołą, R. P. Evans, „Hotel pod jemiołą”
Przeczytaj...
Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...