Nawet nie zorientowałam się, kiedy upłynął mi lipiec. Wszystko skupiło się wokół mojej przeprowadzki na wieś, wyjazdu nad morze i mierzenia sukien ślubnych. Było milion spraw do załatwienia i chociaż mam wolne, to dni wydawały się być zbyt krótkie. Nie chcę nawet sobie wyobrażać, jak wyglądałoby to, gdybym pracowała w innym zawodzie. Zgroza! Ale no nic, zawsze śmieję się, że skoro przez pięć lat studiów nie zasłużyłam sobie na godziwe wynagrodzenie, to chociaż na dłuższy urlop 🙂

Czytelniczo siódmy miesiąc roku był dosyć satysfakcjonujący, ale bez fajerwerków. Mam nadzieję, że w sierpniu uda mi się lepiej wykorzystać wolny czas, a jeżeli nie, to… od września dojazdy do pracy będą rewelacyjną okazją do pogrążania się w lekturze.

Ale do rzeczy. Jak dokładnie wyglądał lipiec?

W poprzednim miesiącu…

Remigiusz Mróz, „Zaginięcie”. Jakiś czas temu w moje ręce wpadła „Kasacja”, która była świetna. Charyzmatyczna bohaterka, ciekawa fabuła, czego chcieć więcej? Z zapałem sięgnęłam po kontynuację serii o Joannie Chyłce, jednak moim zdaniem druga część była trochę gorsza od poprzedniej. Oczywiście sięgnę po trzecią, jednak trochę… ostygłam.

George R. R. Martin, „Uczta dla wron. Sieć spisków” i „Taniec ze smokami, cz. 1”. Jak wspominałam w poprzednim podsumowaniu – ostro wzięłam się za nadrabianie „Gry o tron”. Zbliża się ostatni sezon serialu i zamierzam do tej pory być na bieżąco z książką. Uprzedzając komentarze: tak, wiem, że serial już dawno wyprzedza wydarzenia opisane przez Martina.

Lindsey Fitzharris, „Rzeźnicy i lekarze. Makabryczny świat medycycy i rewolucja Josepha Listera”. Tytuł, o którym pisałam tutaj. Wstrząsające, uświadamiające, zwyczajnie ciekawe.

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Ja, diablica”. Książka, którą dostałam kilka lat temu na urodziny, ale jak pewnie wiesz, łatwiej mi sięgnąć po książkę z biblioteki, niż po coś, co stoi na mojej półce. W przypadku moich własnych książek zazwyczaj nie gonią mnie terminy, a decyzja o przeczytaniu we mnie dojrzewa. Czasami zbyt długo. Niemniej jednak przeczytałam i muszę przyznać, że nie wiem, czym jeszcze ta autorka mnie zaskoczy, ale zaskakuje mnie niezmiennie. Najpierw alternatywna historia opisaną w serii „Kwiat paproci”, teraz diabelscy urzędnicy i wszystko to, co ze śmiercią związane. Z humorem, nieco infantylnie, ale na pewno pomysłowo!

Maryla Szymiczkowa, „Seans w domu egipskim”. Kolejny tytuł, który recenzowałam (tu). I zgodnie z obietnicą – zamówiłam już w bibliotece poprzednie części. Już się cieszę!

Agnieszka Lingas-Łoniewska, „W szponach szaleństwa”. Książka, czy raczej – autorka, którą poleciła mi bibliotekarka. Wciągnęłam się, chociaż fabuła nie była wybitna. Smaczkiem było to, że akcja rozgrywa się we Wrocławiu i była tam mowa o Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego 🙂

Remigiusz Mróz, „Wotum nieufności”. Uwielbiam „House of cards”. Chociaż na co dzień zupełnie nie interesuję się polityką i moja wiedza ogranicza się do najważniejszych wydarzeń bieżących, to jednak to, co dzieje się za kulisami, jest niezwykle fascynujące. Tak jak sam motyw władzy. Książka Mroza jest o tyle ciekawsza, że dzieje się na naszym rodzimym podwórku. Prezydent ustępuje ze stanowiska z powodu ciężkiej choroby. Zgodnie z Konstytucją obowiązki przejmuje Marszałek Sejmu (po katastrofie smoleńskiej coś takiego miało miejsce), ale w określonym czasie musi zapowiedzieć nowe wybory. I tutaj zaczyna się bezwzględna walka o władzę. Polecam!

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Przesilenie”. Ostatnia część wspomnianego wyżej cyklu „Kwiat paproci”. Nie ukrywam, że i tym razem najbardziej podobała mi się pierwsza książka, ale całość była tak przyjemnie napisana, że czytałam z chęcią. Zakończenie trochę przewidywalne, trochę „zmierzchowe”, ale jest okej.

Mary Beth Keane, „Gorączka”. Ten tytuł kojarzy mi się z kobietą, która zaczepiła mnie w tramwaju i zapytała, co czytam i czy mogę tę książkę polecić, bo chce kupić córce coś do czytania na zbliżające się urodziny. I powiem Ci to samo, co powiedziałam jej: warto przeczytać. Wciągająca historia kobiety, która zarażała ludzi, chociaż sama nigdy nie była chora. Nie kaszlała na nich, nie pluła, nawet nie chuchała. Zaraza przenosiła się poprzez jedzenie, które przygotowywała. A była kucharką. Polecam!

Cara Delevigne, „Mirror Mirror”. Nie spotkałam się jeszcze z książką, której autorką byłaby piosenkarka / aktorka / modelka i która byłaby dobra. Cara Delevigne kojarzy mi się z krzaczastymi brwiami i jednym z filmów o superbohaterach. Kiedy w bibliotece zobaczyłam tę książkę (słyszałam o niej wcześniej, żeby nie było), postanowiłam dać szansę. I wyszło jak zwykle. Naciągana historia, wydumany opis, a całość pełna wulgaryzmów, nieciekawa, przewidywalna.

Łukasz Orbitowski, „Exodus”. Opowieść o mężczyźnie, który pewnego dnia wychodzi z domu, wybiera z konta wszystkie pieniądze, wyrzuca telefon i dokumenty, i udaje się w podróż. Zrywa kontakt z żoną, matką, z całym dotychczasowym życiem. I zaczyna nowe. Okazuje się jednak, że ta ucieczka od odpowiedzialności okazuje się być czymś więcej. Dla mnie świetna.

Heidi Perks, „Jak mogłaś”. Tytuł, o którym już niebawem opowiem Ci trochę więcej, więc zapraszam do zaglądania.

Zatem trzynaście. Jak na tak zabiegany czas to całkiem dobry wynik! 🙂

Ulubieńcy miesiąca

Sporo było książek, które mi się podobały, chociaż żadna nie wywołała zachwytu. Tytuły, które zapamiętam na dłużej to:

  1. Remigiusz Mróz, „Wotum nieufności”.
  2. Maryla Szymiczkowa, „Seans w domu egipskim”.
  3. Łukasz Orbitowski, „Exodus”.

Najgorsi w miesiącu

Jedyna książka, która nie podobała mi się od początku do końca to:

  1. Cara Delevigne, „Mirror Mirror”.

Ile w 2018?

  1. Do mojego postanowienia noworocznego brakuje już tylko 43. Dam radę!

Zaadoptowałam

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Literanova trafiły do mnie:

  • Fitzharris, „Rzeźnicy i lekarze…”,
  • Szymiczkowa, „Seans w domu egipskim”,
  • Perrota, „Pani Fletcher”,
  • Wójcik, „Treblinka ‘43”,
  • Żarska, „Łowca…”,
  • Perry, „Dobre matki…”.

Udało mi się również być w setce szczęśliwców, do których trafiła książka H. Perks „Jak mogłaś”.

Plany na sierpień

Sierpień zaczęłam z Mariuszem Trynkiewiczem oraz „Panią Fletcher” 🙂

 

Może cię zainteresować

Tematyczny misz-masz, czyli podsumowanie maja
Przeczytaj...
Babi i Step po latach, F. Moccia „Trzy razy ty”
Przeczytaj...
O niewierności we współczesności, E. Perel „Kocha, lubi, zdradza”
Przeczytaj...
Seryjny morderca, przyszła królowa i detektyw kości, czyli podsumowanie marca
Przeczytaj...
„Love, Rosie” po polsku? Anna Płowiec, „W cieniu magnolii”
Przeczytaj...