Chociaż od dłuższego czasu w większości krajów świata funkcjonuje równouprawnienie, to jednak nadal dziwi nas to, że jakaś kobieta może chcieć wykonywać typowo męski zawód, taki jak na przykład mechanik, blacharz czy górnik. Niby większość ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę to kobiety są silniejsze (może nie fizycznie, ale psychicznie na pewno), a jednak mam wrażenie, że gdzieś w naszej świadomości zakorzenione jest przeświadczenie, że płeć piękna przeznaczona jest do wychowywania dzieci i piastowania domowego ogniska. Z czasem do tych obowiązków doszło jeszcze zarabianie pieniędzy, ale to już dodatek, a nie zamiennik.

I chociaż już to jest dużo, to całkiem spora część kobiet dźwiga ogromny bagaż problemów życiowych, jeszcze inne angażują się w życie społeczne czy polityczne.

Dziś przychodzę do Ciebie z opowieścią o takiej właśnie kobiecie. Pracowała zawodowo, w wolnym czasie opiekowała się chorą siostrą, a dodatkowo jej myśli zaprzątało zaginięcie ojca, który pewnego dnia wyszedł z domu i nie wrócił. A od tej pory minęło pięć lat. Jennifer Egan „Manhattan Beach”.

Jest rok 1943, druga wojna światowa trwa. Anna ma dziewiętnaście lat i pracuje jako nurek. Nie jest to lekki kawałek chleba. Codziennie musi ubierać sprzęt, który waży dziewięćdziesiąt kilogramów. Oprócz niej nie trudnią się tym żadne kobiety. Jest wyjątkowa. A mimo to jej przełożony nie jest z niej zadowolony. I nie chodzi tutaj o efektywność świadczonej pracy, a o płeć. Kiedy zwraca się do swoich pracowników, używa zwrotu „panowie”, dopiero później jego stosunek do głównej bohaterki ma się zmienić.

Jak wspominałam wyżej, sytuacja życiowa Anny nie jest zbyt kolorowa. Jej ojciec pewnego dnia wyszedł z domu i nie wrócił. Matka jest przekonana, że porzucił rodzinę, ponieważ Lidia (siostra Anny) była nieuleczalnie chora, poza tym tuż po jego zniknięciu okazało się, że wszelkie sprawy zawodowe były dopięte na ostatni guzik – tak, jakby zadbał o to, zanim zniknął. Niestety, kobiety nie mają czasu na to, żeby rozpamiętywać stratę, muszą zająć się dziewczyną, która z dnia na dzień jest coraz słabsza, a jej marzeniem jest wycieczka na plażę. Anna z pomocą pewnego mężczyzny decyduje się spełnić tę zachciankę i zabiera siostrę na tytułową Manhattan Beach. Chora jest zachwycona, po powrocie do domu promienieje, wydaje się, że wróciło jej nieco zdrowia. Pozory jednak mylą. Niedługo potem jej stan gwałtownie się pogarsza i Lidia umiera. Matka jest zrozpaczona, nie wie, co zrobić ze swoim życiem, ostatecznie postanawia wyjechać. Anna zostaje i podejmuje śledztwo w sprawie zniknięcia swojego ojca.

Jak pewnie się domyślasz, nie będzie to łatwe przedsięwzięcie. Los postawi na jej drodze całe mnóstwo przeszkód, a ostatecznie sprawi, że jej życie zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. Czy na lepsze? Tego dowiesz się jak przeczytasz.

A czy warto?

Moim zdaniem tak. I to nie tylko dlatego, że czytać zawsze warto. Ale dlatego, że jest to książka, która ma coś w sobie. Nie jest prosta. Nie otrzymujemy odpowiedzi na talerzu. Trzeba się skupić, wczuć w sytuację głównej bohaterki, a jest to tym trudniejsze, że czasy drugiej wojny światowej współczesnym są znane wyłącznie z opowieści. Kiedy już odpowiednio się wczujemy, towarzyszymy Annie we wszystkim, co ją spotyka i zalewa nas fala skrajnych uczuć. Od miłości do rodziny (i nie tylko), przez rozgoryczenie zachowaniem ojca, aż po wątpliwości i determinację, która jej towarzyszy, kiedy podejmuje ważne życiowe decyzje.

„Manhattan Beach” to powieść, która ma wszystko to, co jest potrzebne, żeby nazwać ją książką idealną. Jeżeli „Małe życie” było takim tytułem, to ten wykracza poza skalę 🙂 Mamy tutaj całe mnóstwo wątków: od obyczajowego, przez miłosny, aż po elementy kryminału. Jesteśmy świadkami rozwoju osobowości głównej bohaterki, która jednak od samego początku jest kimś wyjątkowym. Jest kobietą inną niż wszystkie – taką, którą powinno się naśladować. Niezależną, zdeterminowaną, nietuzinkową, a pokazuje to w paradoksalnie codziennych (no może nie dla współczesnych ludzi) sytuacjach. Dodatkowo przyjemny styl autorki i wszystko jest na swoim miejscu.

Ja polecam! Premiera już 19 września!

A za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Pizza, moda i mafia, PRZEDPREMIEROWO: A. Perry, „Dobre matki…”
Przeczytaj...
Dla każdego coś dobrego, czyli podsumowanie lutego
Przeczytaj...
Poślizg (nie)kontrolowany. Podsumowanie sierpnia… w połowie września.
Przeczytaj...
Mordercy Marines, pedofile i inni. PRZEDPREMIEROWO: „Mindhunter. Podróż w ciemność”
Przeczytaj...
Pizza, wino i święty spokój, czyli „Wielki Ogarniacz Życia…” Pani Bukowej
Przeczytaj...