Odkąd sięgam pamięcią, zastanawiało mnie, czym ludzie się kierują, kiedy łączą się w pary czy poważniej: kiedy wybierają swojego życiowego partnera. Jestem osobą (do bólu) rozsądną, więc biorę pod uwagę kwestie praktyczne. Cenię sobie ludzi zorganizowanych, z dystansem do siebie i poczuciem humoru, ale też rozsądnych i takich, na których można polegać. Nie wyobrażam sobie, że można niczym się nie interesować, bo to właśnie to, co nas ciekawi, co nas zajmuje i powoduje, że zamiast pójść spać, wolimy rozważać kolejne kwestie, w jakiś sposób kształtuje to, jakimi jesteśmy ludźmi. (Ciekawe, jakim jestem człowiekiem, skoro interesuje się wampirami?) Nie zainteresuje mnie mężczyzna, który pracą się nie splamił, a jego życiowe ambicje sięgają co najwyżej puszki z piwem, która chłodzi się w lodówce. Nie zwrócę uwagi na mężczyznę, który w swoim słowniku ma mocno ograniczoną liczbę słów, a kiedy się wypowiada, to wulgaryzmów używa jak przecinków. A tym, co każdorazowo mnie rozbraja i mam ochotę wyć z rozpaczy nad głupotą młodszych, jest stwierdzenie, że: ŁOBUZ KOCHA NAJBARDZIEJ. Naprawdę? Zlitujże się, dziewczyno!

Ja wiem, że zakazany owoc smakuje najlepiej i tak dalej, i tak dalej, ale jak słyszę to zdanie, to naprawdę zaczynam rozumieć, skąd taki nagły skok nastoletnich (samotnych) matek. Oczywiście, one zmądrzeją, szkoda tylko, że dopiero, kiedy zmarnują sobie życie. I teraz pytanie: czy warto było? Pewnie nie.

No dobrze, koniec tego (i tak przykrótkiego tym razem) wywodu. Dziś przychodzę do Ciebie z książką, o której nasłuchałam się wielokrotnie i (o dziwo) opinie były zgodne: książka miała być świetna. Otóż nie była. Od samego początku budziła we mnie wyłącznie negatywne emocje i do ostatniej strony nic się nie zmieniło. Filmu, co za tym idzie, nie mam zamiaru oglądać, bo wystarczy tej tortury na dłuższy czas. O czym mowa? Federico Moccia i jego „Trzy metry nad niebem”. Mówi Ci to coś? Tak? Sama nie wiem czy to dobrze. Nie? Szczęśliwym musisz być człowiekiem…

Tak czy inaczej – zapraszam!

Autor opowiada nam historię nastoletniej Babi – dziewczyny z dobrego domu, która świetnie się uczy, jest przykładną córką i ma przed sobą świetlaną przyszłość. Dodatkowo jest oczywiście najpiękniejszą dziewczyną w szkole i ma zadziorny charakterek. Pewnego dnia poznaje Stepa, młodego mężczyznę, którego hobby ogranicza się do szeroko pojętego popełniania różnych przestępstw. Zaczyna od dotkliwych pobić, przez uliczne wyścigi, po kradzieże i wiele innych. Na swoją obronę ma traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa i wygląd na „dziesiątkę z plusem”.

Jak to bywa w takich historiach, przewrotny los stawia ich na swojej drodze i choć dziewczyna początkowo ma wszelkie powody, żeby znienawidzić młodego buntownika (bo zaciąga ją do łazienki i oblewa wodą, żeby „wzięła prysznic”, a poza tym jest chamski i arogancki – delikatnie mówiąc), po pewnym czasie to uczucie zastępuje zainteresowanie, a na koniec oczywiście miłość. Czy szczęśliwa, czy nie, nie będę opowiadać, bo może jednak zdecydujesz się z tą książką zapoznać, ale to już na własną odpowiedzialność. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Tak sobie myślę, że nawet chciałabym rozwinąć ten opis, pogłębić zarys historii, przekazać Ci więcej informacji, ale nie mogę, bo jeżeli to zrobię, to nie będzie najmniejszego sensu, żeby ktokolwiek chciał to czytać. Przejdźmy więc do meritum.

Nie jestem wybrednym czytelnikiem. Naprawdę nie. Czasami sobie myślę, że z racji wykształcenia powinnam lepiej dobierać książki, po które sięgam, ale zazwyczaj tego nie robię. Jeżeli nie zamówię czegoś wcześniej, to krążę między półkami i wybieram coś, o czym ktoś mi kiedyś mówił, a co może mnie zaciekawić. Zazwyczaj nie żałuję. Ale tym razem tak. Lektura „Trzech metrów nad niebem” niemal fizycznie mnie bolała.

Jak już kiedyś wspominałam, tym, na co zwracam szczególną uwagę, jest historia. Kiedy czytam książki – zbieram historie, które autor chce mi opowiedzieć. Ta nie była w żaden sposób fascynująca, nie porwała mnie, nie wciągnęła, nie byłam ciekawa, co będzie dalej, ale nie lubię odkładać tego, co już zaczęłam, więc doczytałam do końca. Bohaterowie byli zbyt prości, nawet jak na przeciętnych nastolatków. Wydarzenia były zbyt przewidywalne, nawet kiedy ktoś się nad tym specjalnie nie zastanawiał. Poza tym kiepski język i powszechnie panujący chaos. Niby był podział na rozdziały, ale w środku jednego, bez żadnego oznaczenia, narracja skakała od perspektywy jednego bohatera do drugiego. I po co?

Nie wiem, naprawdę nie wiem, co takiego przyciągnęło takie rzesze czytelników do tej pozycji. Żeby nie było, że się nie przygotowałam: zrobiłam mały research w internecie i muszę powiedzieć, że znakomita większość recenzji „Trzech metrów nad niebem” to wpisy nastolatek, które marzą o tym, żeby przytrafiła im się taka historia i tym, co się powtarza z pewną regularnością jest stwierdzenie, że:

Moccia przedstawia historię, która jest tak prosta i zwykła, że może się wydarzyć naprawdę.

To ja zapytam czy ktoś naprawdę jest na tyle naiwny, żeby wierzyć, że facet, który dotkliwie pobił starszego mężczyznę, który kradnie, bierze udział w wyścigach ulicznych i ucieka przed policją na motorze (z młodą dziewczyną za plecami) naprawdę może być bezkarny i nieuchwytny? I czy naprawdę jego największym życiowym problemem będzie miłość do dziewczyny? Coś mi się nie wydaje. Kajdanki? Tak. Sprawa w sądzie? Owszem. Więzienie? Najpewniej! I może, przy okazji, problemy osobiste.

No nic, jeżeli nie doszukujesz się w powieściach obyczajowych pewnej dozy realności, to może ta historia nie będzie Cię tak razić. Może nawet Ci się spodoba. Może zechcesz obejrzeć film i będziesz z niecierpliwością wyczekiwać momentu aż znajdziesz się ze swoim partnerem (partnerką) tytułowe „Trzy metry nad niebem”.

A ja na koniec stawiam tezę: gdyby tak przerobić tę książkę, dodać więcej wątków fantastycznych, wpleść krasnoludki albo inne smoki, to byłaby z niej niezła baśń. A póki co, jest najwyżej mierną powieścią dla nastolatków.

Może cię zainteresować

Nadzieja ukryta pod jemiołą, R. P. Evans, „Hotel pod jemiołą”
Przeczytaj...
Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
Siedem minut po północy i siedemnaście w miesiącu, podsumowanie listopada
Przeczytaj...
Pizza, wino i święty spokój, czyli „Wielki Ogarniacz Życia…” Pani Bukowej
Przeczytaj...
Wino, skrzypce i rodzinna tajemnica… „Melodia zapomnianych miłości” D. Gąsiorowska
Przeczytaj...