Życie ludzkie to temat tak szeroki, że w zasadzie cokolwiek by się o nim nie powiedziało, to będzie dobrze, bo nie ma mowy o typowym błędzie. Tyle jest ludzi na świecie, tyle różnych sytuacji, charakterów i poglądów, że w kontekście czegoś (i kogoś) to, co powiemy się sprawdzi.

Jest całe mnóstwo porad, złotych myśli, sentencji, aforyzmów i skrzydlatych słów (niech będzie – pełen pakiet!), które o życiu właśnie traktują. Trzy najpopularniejsze to chyba:

  1. Życie jest piękne.

  2. Życie to nie bajka.

  3. Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, co Ci się trafi.

Ja lubię porównywać życie ludzkie do historii, którą każdy tworzy, kształtuje, zmienia i dopisuje do niej nowych bohaterów. Wychodzi na to, że każdy z nas jest trochę pisarzem, a jak śpiewał „klasyk” 😀 „życie, życie jest nowelą”. Chociaż w większości przypadków ja celowałabym raczej w powieść.

Tak samo jak książka, tak i historia życia, czasem jest wesoła – czasem smutna, czasem jest prosta, monotonna, niezmienna – czasem szalona, skomplikowana, pełna problemów i zakrętów. I chociaż w literaturze cenimy sobie zwroty akcji i ekstremalne sytuacje, tak w życiu większość z nas stara się o stabilizację, o spokój, pewne jutro, może nawet monotonię, ale za to przyjemną, bo własną i bezpieczną.

Wiadomo, że są jednostki, którym nie przeszkadzają trudne sytuacje, które niejako specjalizują się w ich rozwiązywaniu i twierdzą, że to kształtuje charakter. I właściwie trudno się z tym nie zgodzić.

W swoich dotychczasowych doświadczeniach literackich zagłębiłam się w całe mnóstwo historii, które w mniejszym lub większym stopniu zostały oparte na faktach z życia jakiejś osoby: jeżeli nie autora, to kogoś, kogo ten znał czy o kim słyszał. Większość z nich (jeżeli nie liczyć biografii) dotyczyła określonego etapu w życiu bohatera, który zamykał się najczęściej w kilku latach. Dziś przychodzę do Ciebie z recenzją książki, która rzekomo wstrząsnęła rynkiem wydawniczym, a która w miarę dokładnie opisuje całe życie pewnego mężczyzny. Życie pełne problemów i nieżyczliwych ludzi, którzy na zawsze zmienili jego osobowość i światopogląd, a co za tym idzie – zmienili także jego stosunek do bliskich mu osób.

Mowa oczywiście o „Małym życiu” Hanyi Yanagihary.

Zasadniczo głównych bohaterów jest czterech: JB – malarz, Malcolm – uznany architekt, Willem – aktor, a także Jude, którego mocną stroną jest matematyka, który pracuje jako prawnik, ale którego przeszłość jest owiana tak gęstą mgłą tajemnicy, że przedzierać się będziemy przez nią przez ponad 800 stron książki.

Jak można się dosyć łatwo domyślić, w młodości Jude nie miał łatwego życia. Wychowywał się w klasztorze, gdzie panowały żelazne zasady i bracia wcale nie traktowali go miłosiernie, jakby można było sądzić. Owszem, zapewnili mu dach nad głową, wykształcenie i sprawili, że nabył wiele umiejętności niezbędnych do względnie samodzielnego życia, ale także wyrządzili mu chyba najgorszą z krzywd, jaka może spotkać dziecko. Chłopiec regularnie był zmuszany do odbywania aktów seksualnych z dwoma braćmi, a reszta (chociaż świadoma tych praktyk) nie zrobiła nic, żeby mu pomóc, tylko przymykała na to oczy. Jakby tego było mało, za najmniejsze przewinienie Jude był karany biciem, więc najczęściej robił wszystko, ażeby tego uniknąć – był wyjątkowo posłusznym dzieckiem.

Z czasem w jego życiu pojawiło się małe światełko na końcu tunelu, zaczął częściej przebywać w towarzystwie jednego z braci, który był dla niego dobry, dużo rozmawiali, tamten opowiadał chłopcu o swoim wcześniejszym życiu, a w końcu zaproponował, żeby razem opuścili klasztor i zaczęli lepsze życie z dala od tych murów i ludzi, którzy je zamieszkiwali. Ułożyli misterny plan, ucieczka się udała, ale to, co nastąpiło potem, wcale nie było dla chłopca lepsze. Co właściwie się stało? Polecam doczytać.

Po wielu latach od wspomnianych wydarzeń Jude jest już dorosłym mężczyzną, który dźwiga brzemię wspomnień sprzed lat. Przeżycia i emocje z nimi związane są w nim tak silne, że zupełnie sobie z nimi nie radzi i tnie się żyletką, dając w ten sposób upust swoim „demonom”. Być może wszystko byłoby względnie dobrze, gdyby nie fakt, że robi to z przerażającą regularnością i nie zważa na to, że wyniszcza w ten sposób swoje ciało, sprowadza na siebie choroby, a z czasem kalectwo.

Nie pomaga mu nawet fakt, że chociaż w przeszłości spotkał wielu złych ludzi, to w dorosłym życiu otaczają go osoby, którym na nim zależy, które byłyby na każde jego zawołanie…, gdyby tylko zdecydował się zawołać. Ale się nie decyduje, wstydzi się tego, co miało miejsce dawniej, zamyka się ze swoją depresją i nie dopuszcza nikogo do siebie. Jak kończy się jego historia? Czy po pasmie nieszczęść i traum, które towarzyszą mu niemal od urodzenia, Jude znajdzie w końcu pociechę i wytchnienie? Tego się dowiesz, jeżeli zdecydujesz się przeczytać, ja więcej nie powiem.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o „Małym życiu”, wiedziałam, że na pewno przeczytam tę książkę, ale już wtedy zdecydowałam, że nie kupię własnego egzemplarza (przynajmniej do czasu), a najpierw (wy)pożyczę, żeby zobaczyć czy faktycznie warto. Zamówienie w bibliotece złożyłam dobrych kilka miesięcy temu, niedawno odebrałam i zaczęłam czytać. Proces poznawania historii Jude’a rozciągał się w czasie, bo ze względu na gabaryty tego tytułu, nie porywałam się na to, żeby dźwigać go ze sobą do pracy, a jedynie poświęcałam na niego kilka(dziesiąt) minut przed pójściem spać. Dziś lekturę mam już za sobą i chociaż nie żałuję, to też nie uważam, żeby było się czym zachwycać. A dlaczego?

Być może zawiniły oczekiwania, które urosły do całkiem sporych rozmiarów po tym jak na większości blogów i portali książkowych czytałam peany na cześć tej książki. Wydaje mi się jednak, że na ogólną opinię zapracował całokształt. Choć treść jest całkiem ciekawa, to niestety, ale może zacząć się podobać dopiero po przeczytaniu całości, a do ostatniej kartki można nie dobrnąć – gdyby nie to, że mam w zwyczaju kończyć to, co zaczęłam, to po maksimum 200 stronach trzasnęłabym z hukiem okładką i powiedziała „wystarczy!”.

Język, którym jest napisana książka zupełnie nie zachwyca, momentami jest prosty, prostacki wręcz. Kiedy zobaczyłam w pewnym momencie porównanie ciszy, która chłonie samotność „jak tampon krew”, to miałam ochotę napisać do autorki maila z zapytaniem, co też miała w głowie, kiedy pisała tak durne zdanie. Resztkami sił się powstrzymałam, wierz mi. Dalej nie było już takich kwiatków, było słabo, ale przynajmniej stabilnie.

Narracja jest zagmatwana, autorka skacze, przemieszcza się między wydarzeniami, między bohaterami, czasami trudno się zorientować, że przestała opowiadać historię JB, a zaczęła Jude’a i odwrotnie, dopiero pod koniec wydaje się, że postanawia wyprowadzić wydarzenia na prostą, ale ostatni rozdział w pewien sposób burzy, i tak już chwiejną, harmonię.

Bohaterowie, poza Judem, wydają się być zbyt schematycznie przedstawieni. Na odwrocie okładki, w krótkiej „zapowiedzi” obiecuje się nam historię czterech mężczyzn, kiedy patrzymy na gabaryty powieści, to faktycznie, wszystko przemawia za tym, że ją poznamy, a ostatecznie jest to historia jednego mężczyzny, dla którego tamci są dosyć ważni, ale znowu, nie na tyle, żeby uszanować ich zdanie w kluczowych momentach życia.

Nie mogę powiedzieć, że „Małe życie” zupełnie mi się nie podobało, że od początku do końca było złe i niewarte uwagi. Tematy, które porusza autorka są kontrowersyjne, już dawno nie spotkałam się z takim zagęszczeniem aktualnych problemów, o których się dyskutuje na świecie w jednej książce, nawet tak pokaźnych rozmiarów jak ta.

Język jest tutaj zły, narracja jest kiepska, bohaterowie schematyczni, ale historia jednak skłania do pewnych przemyśleń.

Nie wiem czy dziś sięgnęłabym po ten tytuł jeszcze raz, raczej nie, ale Tobie go nie odradzę. Spróbuj, może się spodoba, może odkryjesz w tej książce to, czego ja nie znalazłam.

Może cię zainteresować

Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...
George Szlachetko, Danuta Szlachetko – Wira z Powstania. Wspomnienia
Przeczytaj...
Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...