Seks jest nieodłącznym elementem naszego życia. Mało tego, w ostatnich latach jego rola znacznie się zwiększyła i staje się on niemal wszechobecny.

Jeżeli sięgniemy jakieś 50 lat wstecz (i obejrzymy choćby film „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”), to dowiemy się, że chociaż jest to czynność zupełnie naturalna, chociaż każdy z nas to robi, to jednak nie tak łatwo jest o tym rozmawiać, a tym bardziej wydawać na ten temat książki, a już zwłaszcza, jeżeli autorką jest kobieta, a nie mężczyzna. Po „wielkich bojach” pozycja jednak się ukazuje i robi dużo szumu. Czyta ją właściwie każdy i nadchodzi zapowiadana już wcześniej rewolucja seksualna.

Nagle okazuje się, że kobieta też może być zadowolona ze współżycia z partnerem, że seks można uprawiać dla własnej przyjemności, a nie tylko po to, by spłodzić potomka, że masturbacja nie jest szkodliwa, a wręcz wskazana, że pozycja misjonarska jest dobra, ale inne wcale nie są gorsze, a co najważniejsze, że powinno się mieć fantazje i… je realizować!

Od wydania „Sztuki kochania” minęło dokładnie 39 lat, zmieniło się wiele, przeszliśmy ze skrajności w skrajność. Od nierozmawiania głośno na temat seksu, do epatowania nim ze wszystkich stron.

Właściwie nie ma filmu (uściślijmy – dla dorosłych), w którym nie byłoby sceny miłosnej. Właściwie nie ma książki, w której o seksie nie byłoby mowy (chociaż co bardziej wnikliwi twierdzą, że Olga Rudnicka nie kładzie bohaterów do łóżka). W teatrze też nie stronią od nagości i aktów cielesnych (popatrz: „Śmierć i dziewczyna”, „Kuszenie cichej Weroniki” i tak dalej…). Nie wspomnę nawet serialach telewizyjnych i reklamach, bo tam jest po prostu plaga.

Seksu, czy cielesności w ogóle, używamy niemalże do wszystkiego: chcemy w ten sposób pokazać uczucia między bohaterami, chcemy wzbudzić emocje u odbiorcy, chcemy sprzedać produkt, wzbudzić kontrowersje, sprawić, żeby o czymś się mówiło. A zasada jest jedna i stosunkowo prosta: nie ważne, jak się mówi – byle się mówiło.

I mówi się. Powstają poradniki, powieści erotyczne, w gazetach są specjalne rubryki, w których co rusz kolejny ekspert podpowiada nam, „Jak rozpalić go do czerwoności?”. Szkoda tylko, że kolejne osoby powtarzają w kółko te same frazy, zmieniając tylko kolejność czy język, którym się posługują. Rzadko pojawia się jakaś pozycja, która faktycznie informuje nas o czymś, czego wcześniej nie wiedzieliśmy, która byłaby drugą – współczesną „Sztuką kochania”.

Ostatnio na rynku wydawniczym pojawiła się książka Carin Bondar „Dziki seks. Niesamowite, zaskakujące i absolutnie porażające fakty z życia intymnego zwierząt”. I chociaż, patrząc na tytuł, pomyśleć można, że o ludzkiej seksualności tutaj będzie niewiele, to okazuje się, że jednak mamy ze zwierzętami całkiem sporo wspólnego.

Jeżeli się znamy, to fakt, że zdecydowałam się taką książkę przeczytać, może Ci się wydawać nieco dziwny, wszak z uporem maniaka deklaruję, że za zwierzętami nie przepadam, ale z drugiej strony lubię „wiedzieć”, a ta książka mi to umożliwiła. Czuję się bogatsza o pewne informacje i z tym właśnie do Ciebie dzisiaj przychodzę.

„Dziki seks…” autorka podzieliła na trzy części (objętościowo zbliżone):

  1. poznawanie potencjalnego partnera,
  2. akt seksualny,
  3. następstwa aktu seksualnego.

Z polskiego na nasze: autorka w pierwszej części opowiada o tym, w jaki sposób zwierzęta, dla których nadrzędnym celem obcowania płciowego jest prokreacja, szukają potencjalnego partnera, z którym mogłyby płodzić potomstwo.

Tym, co najbardziej utkwiło mi w pamięci, może dlatego, że potrafiłam znaleźć bezpośrednie powiązanie z ludzkimi zachowaniami, są zwyczaje małp: otóż samica, która chce znaleźć odpowiedniego ojca dla swoich młodych, podbiera mu jedzenie (jakieś drobne pokarmy, które z łatwością jest w stanie sama zdobyć) i obserwuje jego reakcję. Jeżeli nie zwróci na to uwagi, oznacza to, że będzie dobrym ojcem, natomiast jeżeli wpadnie w szał i zacznie atakować samicę albo inne osobniki – wtedy należy trzymać się od niego z daleka.

Jaka tu analogia z ludzkim zachowaniem? A ile z nas sprawdza, kto pierwszy sięgnie po ostatni kawałek pizzy? 😉

Inna „ciekawostka” z tego rozdziału, która mnie zaintrygowała dotyczy storczyków i orchidei, które imitują zapachy, aby zwabić do siebie owady i skłonić je do odbycia stosunku płciowego. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, jakim cudem owad może uprawiać seks z kwiatkiem, ale potem przypomniała mi się przyroda z podstawówki i kwestia zapłodnienia krzyżowego, i nagle wszystko stało się trochę mniej dziwne.

W drugiej części Bondar przechodzi do właściwej części, czyli samego obcowania płciowego. Już na samym początku zaznacza, że człowiek jest jednym z niewielu stworzeń, które odczuwają przyjemność z seksu, ponieważ dla wielu innych gatunków jest to sport niemal ekstremalny albo (przykra) konieczność.

Jak większość pewnie wie, modliszki (samice) po seksie lubią sobie partnera zjeść. Nauczone doświadczeniem ofiar modliszki (samce) wypracowały mechanizm obronny – urywają sobie penisy i oddalają się, aby uniknąć śmierci. A teraz wyobraź sobie taką sytuację w świecie ludzi… Straszne, prawda?

Kolejną „nowinką” jest kwestia masturbacji. W świecie ludzi jest to (nadal) pewne tabu, według badań, zdecydowana większość (o ile nie wszyscy) ludzi to robi, ale wstydzimy się o tym mówić, a już na pewno nie robimy tego publicznie (nie mówimy tutaj o skrajnych przypadkach dewiacji). W świecie zwierząt nie jest to tak kontrowersyjny temat, one to robią, bo to zdrowe i już.

W ogrodzie zoologicznym w Bombaju była małpa, która zabiła żabę, a następnie masturbowała się jej zwłokami. Obleśne? No jasne! Ale nie dla tej małpy…

Gwałt jest społecznie nieakceptowalny. Za gwałt idzie się do więzienia. Dziecko, które zostanie poczęte podczas gwałtu można (zgodnie z obowiązującym dzisiaj prawem) legalnie usunąć. W świecie zwierząt takie reguły nie obowiązują. Tam gwałty odbywają się na porządku dziennym. Na przykład takie uchatki, pozornie słodkie i urocze zwierzątka, ale mają pewne skłonności do pingwinów, przez co całkiem często się zdarza, że je gwałcą… analnie.

W trzeciej części „Dzikiego seksu…” autorka przytacza nam następstwa współżycia, dowiadujemy się na przykład, że wśród ptaków zdarzają się takie osobniki, które się nie rozmnażają. Kiedy zobaczą gniazdo, w którym bez opieki przebywają pisklęta, „zakradają się” do niego i dziobią je, przez co spora ilość młodych po prostu umiera (zdycha?), a pozostała część ma uraz w psychice i najpewniej w przyszłości również nie zdecyduje się na rozmnażanie, a na maltretowanie innych pisklaków. Widzisz, jednak nie tylko ludzie krzywdzą dzieci. Nie wiem czy to pocieszające…

Myślę, że już wystarczy przykładów nowinek, które zbiera nam Carin Bondar, musisz mi uwierzyć na słowo, że w książce jest ich jeszcze całe mnóstwo, więc jeżeli w jakiś sposób Cię zaintrygowałam, to polecam zagłębić się w lekturę. A co ja sądzę o tej pozycji?

Autorka w dosyć przystępny sposób opisuje nam zwyczaje zwierząt. Całość dzieli na wspomniane już trzy części, a każdą z części na rozdziały, które mają świetne tytuły! Jakie? Na przykład:

  • Puszczalskie.
  • Monogamia. Doprawdy?
  • Krokodyla daj mi, luby!
  • Mili faceci kończą ostatni.
  • Zoofilia i inne bestialstwa.
  • Dziewczyny z interesem.
  • Zmęczone starsze panie i lubieżni starcy.

Musisz przyznać, że już po przejrzeniu spisu treści potencjalny czytelnik poczuje się zaintrygowany 😉 Ale do rzeczy…

Język książki jest zrozumiały, ale z konieczności naszpikowany specjalistycznym słownictwem, które jednak na bieżąco jest wyjaśniane w nawiasach i dodatkowo, na końcu książki, znajduje się słowniczek pojęć, więc czytelnik nie musi trudzić się dodatkowymi poszukiwaniami. Gdyby komuś po lekturze nadal było mało informacji, to autorka zamieściła obszerną bibliografię, którą posługiwała się przy tworzeniu „Dzikiego seksu…”. Bez wątpienia jest to wartością „dodaną”, bo chociaż nie jest to pozycja typowo naukowa, to jednak może być cennym źródłem informacji nawet dla studentów biologii czy innych kierunków pokrewnych. A co da przeciętnemu Kowalskiemu?

Kiedy byłam w szkole podstawowej, uwielbiałam czytać gazetki szkolne i młodzieżowe, tam najczęściej szukałam kącika zoologicznego i czytałam jakieś ciekawostki ze świata zwierząt. Myślę, że zdecydowana większość dzieci miała / ma tak samo.

I pewnie Ty też miałeś / miałaś tak samo.

I teraz, chociaż masz już pewnie dużo więcej lat niż wtedy, chociaż Twoje zainteresowania zapewne uległy sporym zmianom, to uważam, że warto jednak sięgnąć po tę pozycję i odświeżyć sobie informacje z biologii, zainteresować się światem zwierząt, bo nawet jeżeli ta wiedza do niczego Ci się nie przyda, bo (tak jak ja) na przykład uczysz polskiego, to jednak zawsze warto wiedzieć więcej. Z każdej dziedziny.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:

Może cię zainteresować

Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...
Sułtan, Czarnoksiężnik, Komornik i zaginione dziecko. Podsumowanie czerwca
Przeczytaj...
Zamień cukier na tłuszcz i chudnij, „Wiecznie głodny?” Davida Ludwiga
Przeczytaj...
I była miłość w czasie wojny… „Czas burzy” Adriana Grzegorzewskiego
Przeczytaj...
Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...