Lubię literaturę wojenną. Zarówno tę, która powstawała w czasach drugiej wojny światowej, jak i tę, która o wojnie traktuje. Wzruszają mnie życiorysy osób, które przeżyły tak traumatyczne wydarzenia, współczuję im z całego serca, a z drugiej strony, jak to pisał Wierzyński w „Dialogu przy fajce” boję się i jednocześnie mam świadomość tego, że:

Nikt ich nie zliczy
I nie bardzo o czym tu gwarzyć,
Więc jak dorośli, spokojni panowie
Raz na zawsze powinniśmy wiedzieć,
Że to wszystko może się znowu
Kiedyś wydarzyć.

Już w gimnazjum czułam niechęć do „Zemsty”, „Faraona” i „Antygony”, zachwycałam się za to (jak pewnie większość dzieciaków) „Kamieniami na szaniec”. Czytałam tę książkę raz za razem, płakałam, przeżywałam i wracałam za jakiś czas, by przeżyć ją na nowo.

W liceum przyszedł czas na trochę poważniejsze teksty, ale znowu to Grudziński, Borowski, Krall byli tymi, którzy chwycili mnie za serce i nie puścili ani przez czasy studenckie, ani nawet teraz. Do dzisiaj z niemałym wzruszeniem rozmawiam z uczniami o tej epoce, czasami głos mi się załamuje, kiedy czytamy fragmenty „Medalionów” lub artykuły o Irenie Sendlerowej i jej dokonaniach. Na filmach na przemian płaczę i zaciskam pięści, kiedy widzę, do czego jest zdolny drugi człowiek. Wściekam się, kiedy ktoś jest na to obojętny, krew się we mnie gotuje, kiedy uczniowie oglądając „Katyń” śmieją się w głos, komentują albo zamiast w ekran telewizora, skupiają się na telefonie. Wtedy przychodzi mi na myśl cytat:

Ci, którzy nie znają historii, skazani są na jej powtarzanie

I chciałabym powiedzieć, że koszulka czy bluza z symbolem Polski Walczącej do czegoś zobowiązuje, ale w większości przypadków skłamałabym.

Mimo wszystko, cieszę się, że chociaż druga wojna światowa jest tematem (dzięki Bogu!) coraz bardziej odległym, to jednak wciąż ukazują się teksty, które do niej nawiązują, które nie pozwalają nam zapomnieć i sprawiają, że pielęgnujemy pamięć o tych, którzy oddali życie za naszą wolność.

Niedawno w moje ręce trafiła właśnie taka książka. Powieść, jak mówi wydawca: szczególnie polecana fanom serialu telewizyjnego „Czas honoru”. Druga część cyklu „Czas tęsknoty”, zatytułowana „Czas burzy”, autorstwa Adriana Grzegorzewskiego.

Przyznam, że pierwszej części nie czytałam i obawiałam się, że nie będę zorientowana w wydarzeniach, które miały miejsce, że czegoś mi zabraknie i coś mi umknie, ale nawet jeżeli tak właśnie się stało, to tego nie odczułam.

Książka jest napisana z perspektywy kilku osób, jednak za głównych bohaterów bez wątpienia uznać można Polaka – Piotra i Ukrainkę – Swietę. Są parą, jednak ich związek nie został zaakceptowany przez społeczeństwo (patrz: wydarzenia na Wołyniu), dlatego ich ścieżki się rozeszły, każde poszło w swoją stronę, jednak poza miłością łączy ich (nadal) jeszcze jedno: oboje działają w konspiracji i bez szemrania wykonują powierzone im rozkazy.

Przy okazji organizacji zamachu na Franza Kutsherę ich drogi znowu się zejdą, a kiedy mężczyzna zostanie ranny, Ukrainka pogrąży się w rozpaczy i przedwczesnej (jak się później okaże) żałobie.

Kiedy mężczyzna nabierze sił, ich relacja z kolei nabierze tempa, ale tylko po to, żeby za chwilę wszystko się skomplikowało za sprawą pewnej pięknej Niemki, która ma potrzebne konspiracji informacje i chętnie się nimi podzieli, o ile Piotr będzie dotrzymywał jej towarzystwa…

Inną bohaterką, której losy są w książce opisane, jest Marta – kobieta, która straciła właściwie wszystko: męża, dziecko. Powraca w rodzinne strony – na Wołyń, gdzie nic już nie jest takie, jak było przed jej wyjazdem: nie zastaje tam rodziny, w jej dawnym domu została zorganizowana szkoła.

Jako wyszkolony żołnierz, który umiejętnościami zapędziłby w kozi róg niejednego mężczyznę, Marta całkowicie poświęca się działaniom konspiracyjnym, próbując w ten sposób nie myśleć o tym, co stało się z jej życiem osobistym.

Niedługo potem jej losy znów skrzyżują się z Piotrem, na widok którego już wcześniej szybciej biło jej serce.

Jak potoczą się losy bohaterów? Kogo wybierze Piotr? Co stanie się z Martą i Swietą? Polecam przeczytać!

A moim zdaniem?

Książka jest napisana w bardzo przystępny sposób. Chociaż traktuje o wydarzeniach związanych z wojną, chociaż niejednokrotnie umierają w niej ludzie, chociaż pełno w niej tragedii, to jednak Grzegorzewski postanowił posłużyć się bardzo prostym, luźnym językiem, pozbawionym patosu, tak częstego w dziełach poruszających tę tematykę. Czy to dobrze? Myślę, że każdy osądzi we własnym sumieniu, mi to szczególnie nie przeszkadzało.

Autor skupił się na uczuciach i emocjach bohaterów, a wydarzenia drugiej wojny światowej stanowiły tak naprawdę tło do skomplikowanej historii miłosnej. Grzegorzewski pokazuje nam, że chociaż okoliczności wyzbyły większość ludzi z człowieczeństwa, sprawiły, że marzenia gdzieś wyparowały i nie do końca wiadomo, czy kiedykolwiek wrócą, to jednak gdzieś w ludzkiej podświadomości pozostaje chęć bliskości z drugą osobą, potrzeba kochania i bycia kochanym, tym większa, że ludzie dzisiaj są, a jutro może ich nie być, bo wybuchnie bomba, bo oddadzą życie w walce za ojczyznę, bo wpadną w ręce niemieckich czy sowieckich żołnierzy i już się nie wydostaną. Ludziom brakuje stabilizacji, a tę właśnie znajdują w miłości do drugiej osoby.

Wiele razy słyszałam, na lekcjach historii, na spotkaniach z osobami, które przeżyły wojnę czy na języku polskim, że epoka wojny i okupacji była specyficzna, bo z jednej strony ludzie ginęli, rodziło się mało dzieci i świat opanowała beznadzieja, ale jednak niektórzy szukali ratunku w miłości, zawierali szybkie małżeństwa, które faktycznie trwały, dopóki śmierć partnerów nie rozłączyła. Czasem było to kilka dni, czasem kilka miesięcy, a czasem kilkadziesiąt lat. Trzeba było podejmować trudne decyzje, a okoliczności zmieniały się błyskawicznie.

I mam poczucie, że „Czas burzy” to właśnie chce nam pokazać.

Chociaż nie jest to książka wybitna, chociaż mogłabym jej wytknąć wiele błędów i niedociągnięć, to jednak historia do mnie przemawia, a ja tego właśnie szukam w powieściach, dlatego, jeżeli lubisz historie miłosne, jeżeli historia nie jest dla Ciebie przeszkodą, to polecam, bo naprawdę warto. Spojrzysz na wojnę oczami osób, które tęsknią za miłością i które poszukują stabilizacji, punktu zaczepienia w życiu i trudnych czasach, w których przyszło im żyć; osób, które jeszcze nie rozliczają się z przeszłością, bo dla nich jest to teraźniejszość.

Warto. Nawet na majówkę.

Udanego weekendu!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:

Może cię zainteresować

Wampiry, sado-maso i piromania, czyli współczesne postrzeganie miłości
Przeczytaj...
Dorota Gąsiorowska – Obietnica Łucji
Przeczytaj...
Harem, Klatka i osiem żon, czyli „Prywatne życie sułtanów” J. Freely’ego
Przeczytaj...
Alek Rogoziński – Jak Cię zabić, kochanie?
Przeczytaj...
Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...