Wielkimi krokami zbliża się Boże Narodzenie. Jeszcze niedawno jadłam barszcz z uszkami, a za niespełna miesiąc… zjem go ponownie! Święta już dawno straciły ten specyficzny urok, który je spowijał, kiedy miałam kilka, może kilkanaście lat. Teraz z utęsknieniem czekam na te trzy dni w roku, bo wtedy bezkarnie mogę się wyspać, trochę odpocząć i zjeść różne pyszności, po których przez kolejne kilka miesięcy, dręczą mnie wyrzuty sumienia.
Żeby nie było: lubię rodzinną atmosferę i klimat, który tworzy choinka i zapalone światełka, ale szał świątecznych zakupów, bitwa o karpia i inne takie, jakoś do mnie nie przemawiają. I chyba nie tylko, bo coraz częściej docierają do mnie informacje o tym, że niektórzy korzystają z ofert last minute, aby spędzić ten szczególny czas w ciepłych krajach i zamiast bombek na choinkach, podziwiać palmy kokosowe i popijać kolorowe drinki na plaży. Przyznam, że gdyby się tak zastanowić, to jest to dosyć kusząca opcja, jednak do mnie zdecydowanie bardziej przemawia owinięcie się ciepłym kocykiem, zaopatrzenie w sporych rozmiarów kubek kawy (od biedy kakao, gorącej czekolady) i książkę o świętach. Bo chociaż w swoim otoczeniu tej magii doszukać się nie mogę (bo śnieg nawet nie pada!), to jest moją małą tradycją, że nadrabiam w tekstach. W zeszłym roku towarzyszył mi Richard Paul Evans i „Hotel pod jemiołą” , w tym roku autor pozostał niezmienny, jednak tym razem wczuć pomagała mi się „Tajemnica pod jemiołą”. O niej dziś trochę więcej.

Alex niedawno rozstał się z żoną. Z powodu jego częstych wyjazdów służbowych, kobieta zaczęła szukać szczęścia w ramionach innego mężczyzny i tam już została. Główny bohater długo nie może pogodzić się z nową sytuacją życiową. Święto Dziękczynienia spędza z kolegą i jego żoną, ale chociaż nie jest tego wieczoru sam, to jednak czuje się samotny, ponieważ wie, że jedynie litość sprawiła, że postanowili dzielić z nim ten wieczór. Za namową przyjaciół postanawia założyć konto na portalu randkowym. Wypełnia bardzo szczegółowy kwestionariusz i już wkrótce otrzymuje kilka dopasowań. Jednym z nich jest jego była żona. Jego zapał słabnie i z nudów zaczyna przeglądać inne strony internetowe. Przez przypadek trafia na blog pewnej kobiety…

Blogerka przynajmniej raz dziennie zamieszcza wpis, który jest „listem do wszechświata”. W każdym z nich opisuje swoje uczucia i emocje, analizuje swoją samotność. Przytacza wyniki badań naukowych związanych z samotnością i jej skutkami. Każda notatka wydaje się Alexowi tak przejmująca i prawdziwa, że bardzo szybko dochodzi do wniosku, że chciałby poznać tę kobietę. I tutaj pojawiają się schody. Na stronie nie ma formularza kontaktowego, nie ma również zdjęcia. Wpisy są podpisane jako „LBH”. Główny bohater dochodzi do wniosku, że nie ma nic do stracenia i kiedy dociera do informacji na temat imprezy, która odbywa się tuż pod oknami domu blogerki oraz pogody, która przeważa w jej stronach, zawęża zakres poszukiwań do jednej małej miejscowości, rezerwuje tam pokój, kupuje bilet na samolot i postanawia tam właśnie spędzić przedświąteczny czas.

Jak pewnie się domyślasz, poszukiwania będą obfitowały w różne, mniej lub bardziej zabawne, przygody. Alex pozna sporo życzliwych ludzi – w tym kobiet, których inicjały będą takie jak podpis na blogu. Ale czy na pewno o inicjały chodzi? Kim okaże się tajemnicza „LBH”? I czy uda im się uratować ich własne święta? Tego dowiesz się jeżeli przeczytasz.

A co ode mnie?

„Tajemnica pod jemiołą” to piękna opowieść o tym, że nasze życie nie może być pełne, kiedy nie dzielimy go z drugą osobą. To historia o potrzebie kochania i bycia kochanym, zwłaszcza w tak wyjątkowym czasie, jakim jest Boże Narodzenie i tygodnie bezpośrednio je poprzedzające. To powieść o tym, że warto czekać i mieć nadzieję, bo po wielu latach cierpień, może się zdarzyć coś, co przejdzie nasze najśmielsze oczekiwania.

Richard Paul Evans po raz kolejny serwuje swoim czytelnikom piękną, naładowaną emocjami powieść, która nie tylko pozwala przeżyć kilka wspaniałych godzin, ale również daje nadzieję na to, że cuda mogą się zdarzyć nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że gorzej być nie może. I chyba właśnie o to chodzi w Bożym Narodzeniu?

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Kasza, Anglia i ogarnianie życia, czyli podsumowanie września
Przeczytaj...
„Love, Rosie” po polsku? Anna Płowiec, „W cieniu magnolii”
Przeczytaj...
Kapelusze, stary młyn i tragedia sprzed lat. D. Gąsiorowska „Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami”
Przeczytaj...
Emancypacja w czasie II wojny? J. Egan „Manhattan Beach”
Przeczytaj...
Zostań diwą PCOS, Amy Medling „Wylecz PCOS”
Przeczytaj...