Jeżeli jesteś częstym gościem mojego bloga, to pewnie nie umknęło Twojej uwadze, że zdecydowaną większość moich lektur stanowią te dotyczące zbrodni – kryminały, ewentualnie książki psychologiczne, podejmujące motyw psychologii morderców, gwałcicieli i innych… dewiantów. Nigdy nie ukrywałam, że jest to dla mnie dział najbardziej fascynujący. Umysł człowieka, choć badany od wielu lat i na wiele sposobów, wciąż pozostaje dla nas (w dużej mierze) tajemnicą. Są jednak osoby, które wiedzą więcej od innych, które są autorytetami w dziedzinie komunikacji niewerbalnej, które znają mechanizmy kierujące ludźmi w sytuacjach skrajnych. Do takich należy niewątpliwie John Douglas – bohater (i autor) „Mindhuntera” (recenzja części pierwszej i części drugiej), podobnie jak Bill Bass – bohater „Trupiej farmy” (recenzja tutaj). Dziś przychodzę do Ciebie z książką pozostającą w podobnych klimatach. Paul Britton i „Mordercza układanka”.

Paul Britton jest profilerem, a w swojej najnowszej książce opowiada o pracy psychologa sądowego. Już na wstępie informuje czytelników, że informacje, które mogłyby doprowadzić do rozpoznania osób, o których pisze, zostały zmienione.

Wyobraź sobie, że jesteś psychologiem, prowadzisz własną praktykę. Któregoś dnia przychodzi do Ciebie mężczyzna, który opowiada, że miewa problemy z napadami gniewu. Bardzo chce coś z tym zrobić, ponieważ ma kochającą żonę i wspaniałe córki, i za żadne skarby nie chce ich stracić, dlatego szuka pomocy. Z czasem jednak okazuje się, że Twój pacjent ma w piwnicy własnoręcznie zbudowane krzesło elektryczne oraz że stawia przed sądem zwierzęta, którym następnie wymierza kary. Twojej wyobraźni pozostawiam doprecyzowanie, jakiego rodzaju to są wyroki.

Zaraz po nim na wizytę przychodzi człowiek, który na Twoich oczach „zamienia się w wilkołaka”. Z jego ciałem tak naprawdę nic się nie dzieje. Owszem, zmienia się jego głos i zachowanie, ale on jest przekonany o tym, że także jego wygląd zewnętrzny się zmienia. Twierdzi, że pojawia się sierść, cztery łapy, ogon i wszystko to, co charakterystyczne dla wilków. Jest również przerażony tym, że może Ci zrobić krzywdę. Zarzeka się, że jego przemiany są regularne i że do tej pory zawsze je przeczekiwał, przebywając w odosobnieniu.

Innym razem wzywają Cię do zakładu psychiatrycznego i proszą o wydanie opinii na temat pacjenta, który przebywa w zamknięciu od kilku lat i wydaje się być wyleczony, jednak potrzebują jeszcze potwierdzenia. Rozmawiasz z tym człowiekiem, a to, co słyszysz sprawia, że włosy jeżą Ci się na głowie. Bo ten, rzekomo wyleczony, mężczyzna opowiada Ci o tym, jak ubierają się pielęgniarki, z którymi ma styczność w zakładzie psychiatrycznym, a następnie ze szczegółami relacjonuje swoje fantazje seksualne, które okazują się być niepokojąco… możliwe do zrealizowania. Bicie, podduszanie, a następnie dźganie nożem to elementy, które miałyby „urozmaicić” sam akt seksualny. Dociera do Ciebie, że właściwie to nie są fantazje, to plany, które tylko czekają na odpowiedni moment, żeby móc wcielić je w życie.

A teraz zastanów się: czy podołałbyś / podołałabyś takiej pracy?

Ja z każdą przeczytaną książką utwierdzam się w przekonaniu, że nie. Dlatego podziwiam takie osoby jak Paul Britton, które w codziennym życiu stykają się z tak skrzywionymi ludźmi, nierzadko potrafią im pomóc, przewidzieć ich kolejny ruch, podjąć odpowiednie kroki, żeby zapobiec najgorszemu, a przy tym… mają rodziny i prowadzą względnie normalne życie.

„Mordercza układanka” to książka, którą warto przeczytać z wielu różnych względów. Po pierwsze dlatego, żeby zobaczyć, jak wielki wpływ na nasze życie ma to, co dzieje się w dzieciństwie. Autor przytaczając historie swoich pacjentów uświadamia nam, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że osoby i wydarzenia sprzed lat kształtują to, jak reagujemy i jakimi jesteśmy ludźmi. Po drugie dlatego, żeby mieć świadomość, że świat jest pełny ludzi niebezpiecznych i należy podchodzić do nich ze sporą dozą dystansu. Po trzecie dlatego, żeby zyskać nadzieję na to, że skuteczność wykrywania potencjalnych przestępstw jest dosyć wysoka, więc powinniśmy być świadomi niebezpieczeństw, które mogą nas spotkać, ale z drugiej strony powinniśmy również mieć pewność, że są ludzie, którzy z dewiacjami potrafią sobie poradzić. Przede wszystkim jednak dlatego, że jest to naprawdę wciągająca książka, która pokazuje jak bardzo złożona jest ludzka psychika i jak wiele czynników należy wziąć pod uwagę, żeby dobrze odebrać intencje drugiej osoby.

Jeżeli zastanawiasz się, jaką książkę zabrać ze sobą na urlop, a przy tym nie oczekujesz wyciskacza łez czy mdłego romansidła, to jest to książka idealna. Zdecydowanie jedna z lepszych, które czytałam w tym roku!

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Ognisty temperament i anielski głos. PRZEDPREMIEROWO: K. Droga „Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie”
Przeczytaj...
Dla każdego coś dobrego, czyli podsumowanie lutego
Przeczytaj...
Pizza, moda i mafia, PRZEDPREMIEROWO: A. Perry, „Dobre matki…”
Przeczytaj...
Zostań diwą PCOS, Amy Medling „Wylecz PCOS”
Przeczytaj...
PRZEDPREMIEROWO! Od rysunku do trupa w lesie, czyli „Kredziarz” C. J. Tudor
Przeczytaj...