Internet jest w dzisiejszych czasach nieodłącznym elementem życia. Znakomita większość z nas sprawdza maile (i facebooka) tuż przed pójściem spać i zaraz po przebudzeniu, kiedy tylko ten upiorny budzik przestanie brzęczeć, pomiędzy pierwszym a piątym ziewnięciem i przed błogosławieństwem, które zsyła pierwszy kubek kawy.

Przypomnij sobie, a jeżeli nie możesz, to wyobraź sobie, jak to wyglądało pod koniec lat 90. XX wieku i na początku XXI wieku. Dlaczego właśnie wtedy? Otóż dlatego, że w 2001 roku ukazała się książka „S@motność w sieci” Janusza Leona Wiśniewskiego, z którą dzisiaj do Ciebie przychodzę.

Bohaterką powieści jest kobieta wykształcona, zamężna, posiadająca dobrą pracę i dużą swobodę finansową. Wydaje się, że ma wszystko, czego można chcieć w życiu, jednak okazuje się, że niezupełnie. Kobieta czuje się samotna, dlatego pewnego dnia, kiedy siedzi w pracy (tylko tam ma dostęp do internetu), postanawia wysłać wiadomość. Wybór pada na Jakuba – naukowca, zamieszkałego w Niemczech. Do jego skrzynki trafia mail o treści:

Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić. Nareszcie przyda się na coś ten cały Internet. Trafiło na Ciebie. Czy mogę Ci o tym opowiedzieć?

Moment nawiązania tej znajomości okazuje się być przełomowy dla obu stron. Początkowo z pewną dozą ostrożności, później ciekawości, na koniec – śmiałości, bohaterowie prowadzą rozmowy. Poruszają wiele tematów i chociaż oprócz ekranu monitora dzieli ich jeszcze wiele kilometrów, to z czasem tworzy się między nimi silna więź. Na tyle silna, że zwierzają się sobie, opowiadają o kwestiach, które do niedawna chowali przed światem, których być może nie byli świadomi, bo przecież świadomość potrafi być niezwykle bolesna.

Relacja, która rozpoczęła się od obustronnego dystansu, zaczyna się rozwijać. Bohaterowie, którzy do tej pory wymieniali maile siedząc w pracy, zaczynają traktować rozmowy jak swoisty rytuał. Kubek z kawą zamieniają na lampkę wina, światło lampy na płomień świecy, gabinet w biurowcu na hotelowy bar, wydaje się, że i dystans jest coraz mniejszy, chociaż dzieląca ich ilość kilometrów jest niezmienna.

W którymś momencie wirtualna zażyłość przestaje bohaterom wystarczać, oboje pragną czegoś więcej i dążą do tego małymi kroczkami. Rozpoczyna się od wysyłania sobie upominków, zdjęć, kończy na umówionym spotkaniu przy okazji jednego z wyjazdów służbowych.

Czy do spotkania doszło? Jeżeli tak, to jak się potoczyło? Jeżeli nie, to dlaczego? Jaki wpływ na życie bohaterów miał internet i znajomość, którą nawiązali? Czy „S@motność w sieci” jest kolejnym romansidłem, które sprawia, że zaczynasz marzyć o romantycznej miłości? Na to odpowiesz sobie po przeczytaniu.

A co ja chcę Ci powiedzieć?

Już dawno nie czytałam tak przejmującej powieści. Chociaż fabuła nie wciąga i nie porywa w klasycznym tego słowa znaczeniu, to i tak nie możesz się od tej książki oderwać. Być może prawdziwość, nastrój i smutek, który wypełnia kartki po same brzegi, sprawia, że musisz się dowiedzieć, co będzie dalej. Bo liczysz na szczęśliwe zakończenie. Wierzysz, że cuda się zdarzają. Ale czy na pewno?

Może cię zainteresować

Książki w wersji hard, czyli co czytać w wakacje?
Przeczytaj...
Brak sumienia, socjopatia i głodny pies, czyli „Socjopaci są wśród nas” dr M. Stout
Przeczytaj...
Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...