Z nazwiskiem Chmielewska dosyć często miałam styczność, szczególnie w ostatnim czasie. A to ktoś zachwalał książki. A to były gdzieś na promocji. A to do gazety dołączali „gratis”. A to znowu okrzyknęli Olgę Rudnicką mianem „drugiej Chmielewskiej”. Jakiś czas temu nadszedł moment, że do limitu wypożyczeń na karcie bibliotecznej zostały mi jeszcze 2 pozycje, więc skierowałam się do działu z literaturą polską, dobrnęłam do litery C, a tam moim oczom ukazało się całe mnóstwo powieści tejże autorki. Kiedy wróciłam do domu okazało się, że Joanna Chmielewska i Joanna Maria Chmielewska to dwie zupełnie inne osoby – ot, człowiek uczy się przez całe życie. W każdym razie, ja zabrałam ze sobą do domu „Męża zastępczego” i nad tym tytułem zatrzymam się dzisiaj trochę dłużej.

Poznajemy tutaj historię Piotra, którego żona (z różnych powodów) zostawiła dla kochanka, którym okazuje się być szef jeszcze-męża. Bohater niczego nie podejrzewa, kiedy zastaje (w Prima aprilis) żonę w trakcie pakowania walizek. Dopuszcza wszelkie możliwe opcje, tylko nie tę oczywistą. Kobieta jednak pozostaje nieugięta, odchodzi od Piotra, a ten rzuca pracę u niewdzięcznego szefa. Szybko znajduje kolejną, a potem jeszcze jedną, ale okazuje się, że za każdym razem jest coś nie tak. A to nie płacą w terminie, a to nie płacą w ogóle, jak nie urok, to… przemarsz wojsk. 🙂

Pewnego dnia, kiedy siedzi w domu i rozpamiętuje szczęśliwe (z jego punktu widzenia) małżeństwo, przychodzi do niego sąsiadka, żeby poprosić o pomoc w drobnej naprawie. Ten moment okazuje się być przełomowy, bowiem kobieta (zupełnie nieświadomie) podrzuca Piotrowi pomysł na założenie własnej działalności. Mężczyzna po powrocie do mieszkania przeszukuje internet w poszukiwaniu firm, które oferują usługi w zakresie napraw, remontów i innych zadań, którymi w przeciętnych domach zajmują się mężowie. Natrafia na całe mnóstwo ogłoszeń, ale żadna z firm nie funkcjonuje w jego mieście. Pisze więc ogłoszenia, projektuje ulotki i następnego dnia zaczyna promocję swojej firmy, która nazywa się nie inaczej, tylko właśnie „Mąż zastępczy”.

Pierwsze zlecenie, które otrzymuje jest dosyć nietypowe. Dzwoni do niego spanikowana kobieta, której po domu lata nietoperz, a ona boi się o swoją fryzurę, więc… siedzi zamknięta w łazience. Piotr przyjeżdża na miejsce, łapie delikwenta i wynosi do pobliskiego parku. Kobieta okazuje się być kosmetyczką i oprócz zapłaty za zlecenie obiecuje także, że zareklamuje firmę wszystkim swoim klientkom. Słowa dotrzymuje i interes zaczyna się kręcić. Piotr otrzymuje zlecenia remontowe, wykonuje drobne naprawy, ale zdarzają się także sprawy nietypowe, jak na przykład pomoc w pisaniu kryminału, która sprowadza się do całego mnóstwa dziwnych rzeczy: zamykania w bagażniku, próby pobicia, a nawet kneblowania. Jest także tajemnicza kobieta, która dzwoni z różnymi dziwnymi zleceniami, jeżeli mężczyzna je przyjmie (po usilnych namowach) – punkt dla niej, jeżeli nie – punkt dla niego.

Z jakimi zadaniami musiał zmierzyć się Piotr? O co chodzi z tajemniczymi telefonami? Co się stało z żoną Piotra? Na te (i wiele innych) pytań odpowiedź znajdziecie w książce.

Kiedy czytamy tę pozycję, mamy wrażenie, że poprzez słowa, poprzez opowieść autorka puszcza do nas oczko i uśmiecha się kpiarsko. Nie wiem czy znajdzie się ktoś, kto jest odporny na tego typu zabiegi – ja nie jestem.

Reasumując, „Mąż zastępczy” to książka lekka, łatwa i przyjemna. W sam raz na weekend albo jeden z tych wieczorów, kiedy trzeba odsunąć myśli od tego, co w szkole czy w pracy i wypełnić je czymś niezobowiązującym.

A Wy, czytaliście książki Chmielewskiej (jednej albo drugiej)? 🙂

Może cię zainteresować

O tym jak ojciec podpalił córkę, „Najlepszy powód, by żyć” Augusta Docher
Przeczytaj...
Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
Amy Harmon – Prawo Mojżesza
Przeczytaj...
Dorota Gąsiorowska – Obietnica Łucji
Przeczytaj...