Od najmłodszych lat lubiłam przyglądać się relacjom międzyludzkim, zarówno tym pozytywnym, jak i tym negatywnym. Tym, co mnie uderza niemal za każdym razem, kiedy zaczynam się nad tą kwestią głębiej zastanawiać, jest ich kruchość. Najmniejsza wręcz pierdoła jest w stanie obrócić w proch pozornie trwałą i silną więź. Niestety, w drugą stronę to nie działa. Więzi buduje się latami, dekadami.

Mówi się też, że często kluczową rolę odgrywa pierwsze wrażenie, że często przez pryzmat pierwszego spotkania, pierwszej rozmowy czy przysłowiowego „pierwszego wejrzenia”, jesteśmy w stanie wyrobić sobie opinię na temat drugiej osoby. Czy będzie ona pełna i choć trochę prawdziwa, to już (zdaje się) kwestia, dla wielu osób, drugorzędna.

Na co zwracamy uwagę, kiedy poznajemy nową osobę? Pierwsza kwestia oczywiście jest prozaiczna – wygląd. Jeżeli osoba jest zadbana, ładnie się prezentuje (i przyjemnie pachnie), to istnieje duże prawdopodobieństwo, że nasza opinia na jej temat będzie pozytywna. Kolejnym aspektem jest najpewniej zachowanie – jeżeli ktoś uśmiecha się promiennie i swoją postawą pokazuje pewną otwartość, to znów, zechcemy tę osobę bliżej poznać.

Im dłużej się znamy, im więcej o sobie wiemy, tym dokładniej jesteśmy w stanie określić czy nasze pierwsze wrażenie było dobre. Najczęściej nie jest.

W bardzo zbliżony sposób tworzą się plotki. Jeden coś usłyszy, drugi coś dopowie, trzeci źle zrozumie, czwarty przekształci i wyjdzie mały potworek. Niby mały, a może komuś zniszczyć życie. Zwłaszcza, kiedy miejscowość jest niewielka, a okoliczności… sprzyjające. W takiej sytuacji znalazł się Daniel Podgórski, czyli bohater serii „Lipowo” Katarzyny Puzyńskiej. Dziś na tapecie „Łaskun”, zapraszam!

Jak to w kryminałach bywa, mamy trupa. I to nie byle jakiego! Tym razem zamordowany zostaje emerytowany sędzia – Jaworski. Jakby tego było mało, okoliczności jego śmierci są (co najmniej) zadziwiające Policjanci zastają w domu zwłoki ubrane w przepiękną, białą… suknię ślubną. Po dokładniejszych oględzinach okazuje się, że właściwie ciała są dwa (chociaż niepełne, czegoś brakuje): należą do mężczyzny (znaczy Jaworskiego) i do kobiety. Początkowo trudno ją rozpoznać ze względu na iście filmową inscenizację, ale szybko sytuacja się wyjaśnia. I, paradoksalnie, wszystko komplikuje się jeszcze bardziej.

Okazuje się, że drugą ofiarą jest Swietłana, pracownica pobliskiego klubu nocnego (albo – nazywając rzeczy po imieniu – burdelu / agencji towarzyskiej). Co łączyło ją z sędzią Jaworskim? Otóż oboje znali Daniela Podgórskiego.

Policjant, którego szczęście osobiste ostatnio omija dosyć szerokim łukiem (konkretów nie przytoczę, żeby nie psuć zabawy tym, którzy do tego tomu jeszcze nie dotarli) stał się jednym ze stałych bywalców sklepów monopolowych i wspomnianego domu cielesnych uciech. Żeby było ciekawiej, dowiadujemy się też, że Podgórski ma bardzo ściśle określone preferencje co do kobiet, które go „obsługują”. Najbardziej lubi rude (mówi Ci to coś?).

Dziwnym trafem okazuje się, że w telefonie zamordowanej Swietłany znaleziono selfie denatki z policjantem, robione prawdopodobnie w dniu jej śmierci, a na miejscu zbrodni wspomnianą suknię ślubną (znów – kojarzysz aluzję?) i książkę do psychologii (hm?). Przypadek?

Jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, na policję zgłasza się kobieta, która mówi, że jej córka (była narkomanka) zaginęła i od kilku dni nie ma z nią żadnego kontaktu.

Ze względu na te (dosyć, trzeba przyznać, obciążające) okoliczności, Daniel zostaje odsunięty od sprawy. W miarę zdobywania kolejnych informacji zostaje on uznany za pierwszego podejrzanego i zaczyna się obława. Tylko, że ktoś go ostrzega. A Podgórski ucieka.

Czy naprawdę jest winny popełnionej zbrodni, a może padł ofiarą zręcznej manipulacji? Tego, oczywiście, dowiesz się jak przeczytasz.

Katarzyna Puzyńska po raz kolejny daje nam bardzo dobrą powieść, którą czyta się niemal jednym tchem, chociaż ma niemal 800 stron. Historia jest ciekawa, momentami nieco zagmatwana, skłania czytelnika do przemyśleń, drażni wyobraźnię, zmusza do analizowania i ciągłej zmiany podejrzeń. Na końcu, tradycyjnie, okazuje się, że morderca był tym niepozornym, tym, na którego właściwie nie padł nawet najmniejszy cień podejrzeń, bo przecież było tak wiele innych osób, które miały „swoje za pazurami”. A tu niespodzianka!

Poza tym, znów dostajemy solidną porcję najświeższych informacji o życiu mieszkańców Lipowa i okolic, poznajemy kolejne osoby, ich tajemnice z przeszłości i drobne (albo i nie?) intrygi z ich udziałem.

Tym, czego trochę mi brakowało w tej części jest ograniczenie występowania Klementyny Kopp – to chyba najlepsza bohaterka tej serii, słowo daję!

Kiedy tuż po premierze „Łaskuna” czytałam recenzje na innych stronach i blogach, to dosyć często przewijała się opinia, że Puzyńska kurczowo trzyma się „wskazówek” zaczerpniętych z książek Agaty Christie, a cykl „Lipowo” cechuje schematyczność i pewnego rodzaju przewidywalność.

Pytanie tylko czy te zarzuty powinno się zaliczyć do wad. Moim zdaniem one wychodzą całkiem na plus. Powiem więcej, to jedne z czynników, za które lubię książki Puzyńskiej. I z niecierpliwością czekam na premierę kolejnej części – „Dom czwarty”, która już tuż-tuż! 🙂

Może cię zainteresować

Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
Nadzieja ukryta pod jemiołą, R. P. Evans, „Hotel pod jemiołą”
Przeczytaj...
PRZEDPREMIEROWO o łowcy przestępców, J. Douglas, M. Olshaker, „Mindhunter”
Przeczytaj...