Chociaż jestem zdania, że Halloween to wydarzenie, które nie wpisuje się w kulturę polską, to jednak postanowiłam przyjść dzisiaj do Ciebie z dosyć niecodziennym wpisem, który odniesie się odrobinę do tego święta i (bardzo) do moich zupełnie prywatnych upodobań.

Jeżeli znamy się trochę lepiej, to zapewne wiesz, że do moich ulubionych gatunków literackich należą powieści grozy i powieści fantastyczne oraz że od wielu lat interesuje mnie szczególnie jeden motyw, a jest nim wampir, czy szerzej – wampiryzm.

Jeżeli się nie znamy, pewnie w tym momencie stukasz się w czoło i myślisz, że jestem kolejną nawiedzoną, a na dodatek podstarzałą, fanką „Zmierzchu”, otóż nic bardziej mylnego, chociaż sagę (oczywiście) znam.

Zatem od czego się zaczęło? Otóż sprawa jest całkiem prosta. Któregoś razu w liceum nauczyciel od angielskiego uległ naszym błaganiom i obiecał, że włączy nam jakiś film, oczywiście po angielsku, ewentualnie z napisami (angielskimi, bezwzględnie). Z wyłącznie jemu znanych przyczyn wybór padł na film „Dracula” w reżyserii Francisa Forda Coppoli z 1992 roku. Właściwie od pierwszych minut wpatrywałam się w ekran jak oczarowana i (chyba pierwszy raz w życiu) nie chciałam, żeby zadzwonił dzwonek, tak bardzo się wciągnęłam. Niedługo potem zaserwował nam jeszcze jeden film, gatunkowo zupełnie odmienny, ale odnoszący się do tego samego motywu, czyli: „Nieustraszonych pogromców wampirów” w reżyserii Romana Polańskiego z 1967 roku. Znów – genialny, choć nieco bardziej skomplikowany i wymagający od widza dużej dozy zrozumienia pojęcia groteska i chociaż podstawowej znajomości motywu krwiopijcy. Później było halloween, w ramach którego wspomniany nauczyciel zorganizował pokój grozy, a sam chodził po szkole w długiej czarnej pelerynie z czerwonym podszyciem. Wtedy właśnie pomyślałam, że to jest coś dla mnie, że właśnie takie historie chciałabym poznawać, a w przyszłości (być może) takie inicjatywy wykorzystywać w swojej szkole.

Dziś pokój grozy mam dopiero w planach, ale wampiry przyczyniły się do tego, że posiadłam wykształcenie najpierw średnie, a potem wyższe. Tak, jestem magistrem od krwiopijców i… jestem z tego dumna!

W związku ze „świętem”, które dzisiaj obchodzimy, postanowiłam podzielić się z Tobą moimi doświadczeniami związanymi z tekstami kultury, które poruszają temat wampirów i wyróżnię 10, które każdy powinien przeczytać lub obejrzeć, żeby jego rozeznanie w temacie było chociaż… podstawowe. Zapraszam!

U źródeł, czyli „stare, ale jare”

Jest kilka starych tekstów, które swego czasu zapoczątkowały kontynuowaną do dziś fascynację wampiryzmem. Najpopularniejszy z nich to oczywiście „Dracula” Brama Stokera i bez znajomości tej książki nie można mówić o najmniejszej nawet wiedzy o motywie.

Mamy tutaj wszystko to, czego oczekuje się od powieści grozy: jest mrok, tajemnica, jest strach, niepewność, potwór, jest klimat, samotność, są góry i stare zamczysko.

Nic więc dziwnego, że tak wielu twórców zdecydowało się na próbę (bo tym najczęściej to było – tylko próbą) adaptacji filmowej tego dzieła. Chociaż zdecydowana większość filmów, które powstały w ten sposób jest po prostu marna, to ja mam dwóch swoich faworytów.

Pierwszym z nich jest „Nosferatu – symfonia grozy” w reżyserii F. W. Murnaua z 1922 roku, którego fabuła do złudzenia przypomina książkę Stokera, jednak ze względu na brak zgody ze strony żony zmarłego już pisarza, która posiadała prawa autorskie do jego dzieł, należało zmienić pewne elementy (m. in. nazwiska bohaterów i zakończenie), chociaż obeznany odbiorca doskonale wyłapie pozostałe analogie.

W związku z tym, że film powstał w latach 20. XX wieku, jest on niemy, a na dodatek czarno-biały, więc zapewne zainteresują się nim tylko wyjątkowo uparci, wymagający albo po prostu – lubiący ambitniejsze kino, odbiorcy.

Drugą adaptacją, do której bezwzględnie należy sięgnąć, jest wspomniany już „Dracula” Coppoli. Mamy tutaj styczność z wampiryzmem w czystej postaci. Jest miłość, jest wieczność, jest brutalność, groza i mrożące krew w żyłach (ale jakże aktualne zdanie):

Blood is the life.

Co prawda, film fabularnie trochę „rozjeżdża” się z książką, ale jeżeli potraktujesz je rozdzielnie, to myślę, że na pewno nie pożałujesz. Ja nie żałuję.

Do starych tekstów o tematyce wampirycznej, z którymi należy się zapoznać (bez szemrania!) należy także „Carmilla”, powieść gotycka z 1872 roku, autorstwa J. S. Le Fanu. Jest to pierwszy tekst, który opowiada o wampirze płci żeńskiej, który pod postacią młodej, pozornie niewinnej, kobiety rozsiewa śmierć i grzech. Chociaż niepozornie, to jednak naprawdę warto.

Nowe, ale nie do końca

Kolejną grupą tekstów, które postanowiłam wyróżnić będą te, które podchodzą do motywu wampira w stary, tradycyjny sposób, a które powstały stosunkowo niedawno.

Zaliczyć do niej należy przede wszystkim serię „Kroniki wampirów” autorstwa Anne Rice. Już na początku muszę wspomnieć, że nie są to książki proste, łatwe i przyjemne, nie czyta się ich jednym tchem, nie „do podusi”, nie może być bezrefleksyjnie, ale jedno mogę Ci obiecać: jest mrocznie, fascynująco, groźnie i krwawo. Dodatkowo na podstawie pierwszej części serii nakręcono film „Wywiad z wampirem”, który również zasługuje na uwagę (i to nie tylko ze względu na Brada Pitta, który gra tam główną rolę 😉 ).

Kolejnym tytułem, który (wstyd się przyznać) poznałam dopiero podczas pisania pracy magisterskiej jest powieść „Miasteczko Salem” Stephena Kinga. Akcja dzieje się w czasach nieco bliższych współczesności, tylko wampiry i towarzyszące im zło, zagłada, śmierć oraz krew wydają się takie… pradawne 😉 Dla mnie rewelacja!

Awangarda, innowacja… taka sytuacja

Ostatnia grupa, którą wydzieliłam będzie zawierała teksty, które w „inny” sposób podeszły do tematu wampiryzmu.

Na pierwszy ogień pójdzie seria, którą możesz zarówno przeczytać (trylogia), jak i obejrzeć w formie serialu, który obecnie ma całe 3 sezony (każdy po 10 odcinków). Mówię oczywiście o „The Strain” (w spolszczonej wersji „Wirus”), autorami książek są równocześnie reżyserowie serialu, czyli Chuck Hogan i Guillermo del Toro. Cóż jest takiego nowatorskiego w tych pozycjach? Otóż panowie postanowili podejść do wampirów od zupełnie innej strony, przede wszystkim pozbawili ich jednego z głównych atrybutów – kłów. Tutaj krwiopijcy posługują się ogromnym, zakończonym przyssawką językiem, który (niczym żaba, która łapie muchy) wystrzeliwują ze swoich gardeł. Brzmi to może obrzydliwie, ale po bliższym zapoznaniu z fabułą i bohaterami jest naprawdę dobrze.

Na drugim miejscu będzie coś dla wytrwałych, dla zawziętych, może trochę nawiedzonych. Propozycja nie do odrzucenia dla każdego, kto interesuje się wampiryzmem trochę bardziej „na poważnie”, a nie tylko po to, ażeby łowić kolejne historie, najczęściej dla nastolatków. Mam tutaj na myśli sporych rozmiarów monografię Marii Janion „Wampir. Biografia symboliczna”, która zawiera nie tylko naukowe rozważania na temat wampiryzmu, jego źródeł, ewolucji i szeroko pojętej obecności w kulturze, ale także TEKSTY – opowiadania, nowele, fragmenty poematów, do których często dotrzeć w normalnych bibliotekach i księgarniach, a które (przy ogromnej dozie szczęścia) można dorwać w antykwariatach. Tutaj są podane na tacy. Więc choć książka całkiem gruba i znów – nie „do podusi”, to jednak warto.

Skoro już o tekstach naukowych wspomniałam, to przy temacie na chwilę zostanę z racji jednego z moich nowszych nabytków, czyli „W górach przeklętych. Wampiry Alp, Rudaw, Sudetów, Karpat i Bałkanów” Bartłomieja Grzegorza Sali. Książka, która (przyznam się szczerze) wywołała u mnie sporo zwątpienia, bo kiedy przygotowywałam się do pisania pracy magisterskiej doszłam do wniosku, że naprawdę niewiele nowego można do tematu dodać, więc chyba najwyższa pora zostawić go na jakiś czas, pozwolić ewoluować i dopiero podjąć się dalszych badań. Nic bardziej mylnego. Jest sporo nowości, jest akcent rodzimy i ABSOLUTNIE CUDOWNE ilustracje.

Na koniec, żeby nie było tak całkiem naukowo, klasycznie, może zbyt ambitnie, powiem Ci o serii, która jest prosta, momentami nawet prostacka, ale która wciągnęła mnie na tyle, że przeczytałam kilkanaście tomów i obejrzałam serial (który z książkami właściwie niewiele ma wspólnego). Saga o Sookie Stackhouse autorstwa Charlaine Harris, bo o tym właśnie cyklu mówię, jest kontrowersyjna, bez dwóch zdań. Mamy tutaj pełną paletę fantastycznych stworzeń, mamy kobietę, która jest kelnerką, telepatką i w jakiejś części wróżką, a tym, co interesuje mnie najbardziej są wampiry, które funkcjonowałyby właściwie klasycznie (w dzień śpią, w nocy funkcjonują i takie tam), ale ze względu na to, że wynaleziono syntetyczną krew, postanowiły się ujawnić i żyją między ludźmi, mają prawa obywatelskie i wszelkie możliwe swobody, z których korzystają bez najmniejszych ograniczeń. Pomysł ciekawy, wykonanie mogłoby być lepsza, ale historia warta poznania.

Przede mną jeszcze całe mnóstwo książek, w których krew leje się strumieniami (do wampirzych gardeł), nie przeczytałam nawet wszystkich tych, które mam już w domu, ale już teraz wiem, przed jakimi tytułami powinnam Cię ostrzec, żeby Twoje oczy nie cierpiały, a mózg nie powtarzał: „Za co?! Dlaczego mi to robisz?!”. Do tej pory są trzy i wymienię je dlatego, że jeżeli przypadkiem od nich zaczniesz, to możesz zrazić się do książek o wampirach i przez to umknie Ci coś naprawdę wartościowego, a byłoby szkoda. No nic, nie przedłużam. Oto i one:

Wampiry Hollywoodu” i „Miłość kąsa” – okropne gnioty, w których główna bohaterka jest jedną z najstarszych wampirzyc, aktorką, celebrytką, wielkim vipem, zamienia się w smoka i rozkochuje w sobie policjanta. Obrzydliwość.

Nocny wędrowiec” – mierna fabuła, koszmarny język, a o bohaterce wiadomo tyle, że każdy chciałby być nią, bo jest seksowna, ma władzę, powodzenie u mężczyzn, siłę i nadzwyczajne umiejętności. Koszmar.

Strasznego wieczoru!

Może cię zainteresować

Harem, Klatka i osiem żon, czyli „Prywatne życie sułtanów” J. Freely’ego
Przeczytaj...
Niewybredne zaloty do starych babć, czyli „Wymazane” M. Witkowskiego
Przeczytaj...
Książki w wersji hard, czyli co czytać w wakacje?
Przeczytaj...
PRZEDPREMIEROWO o łowcy przestępców, J. Douglas, M. Olshaker, „Mindhunter”
Przeczytaj...
Brak sumienia, socjopatia i głodny pies, czyli „Socjopaci są wśród nas” dr M. Stout
Przeczytaj...