Tydzień temu zaserwowałam Ci listę książek na wakacje dla leniwych, zmęczonych i tych, którzy czytają okazyjnie, a od książki nie wymagają niczego więcej niż drobna rozrywka i ewentualne zagospodarowanie nadmiaru wolnego czasu. Dziś chciałabym opowiedzieć Ci trochę o tytułach, których nie można nazwać prostymi, nad którymi trzeba przysiąść, zastanowić się, rozgrzebać je trochę, przetrawić, przemyśleć, przeżyć, może nawet kilka razy rzucić w kąt i zacząć czytać od nowa, żeby dobrze dotarł do nas przekaz.

Myślę, że wobec żadnej z tych książek nie można przejść obojętnie. Większość z nich albo się pokocha od pierwszego rozdziału, albo znienawidzi. Żeby móc wywołać w sobie tak płomienne uczucia, należy najpierw po dany tytuł sięgnąć, także jeżeli już tu jesteś, to chodź – przejdziemy do konkretów 🙂

Dmitry Glukhovsky – „Futu.re”

Dmitry Glukhovsky to autor, który potrafi przemieszczać się między skrajnymi gatunkami, chciałoby się powiedzieć, po mistrzowsku. Najpierw zapoczątkował rewelacyjne uniwersum powieści postapokaliptycznych swoją powieścią „Metro 2033”, która doczekała się kontynuacji w postaci „Metro 2034” i „Metro 2035”, a także wielu książek innych autorów, które nawiązują tematyką do tych stworzonych przez Glukhovsky’ego. Jeżeli w temacie nie jesteś, to podpowiem, że cykl ten opisuje świat po wojnie atomowej – zniszczony, ludzkość zamieszkuje w tunelach metra i sukcesywnie wyzbywa się resztek tego, co nazywamy człowieczeństwem. Na dalszy plan schodzą uczucia, teraz liczy się przetrwanie. A przetrwa silniejszy.

Książka, którą chcę Ci polecić zalicza się do gatunku dokładnie odwrotnego. Otóż „Futu.re” jest antyutopią. Akcja powieści toczy się w odległej przyszłości, znakomita większość ludzi cieszy się darem nieśmiertelności. Człowiek pokonał ostatnią, największą przeszkodę i zapłacił za to dosyć wysoką cenę. Na świecie nic już nie jest takie jak kiedyś. Ludzie gnieżdżą się w ogromnych wieżowcach, bo jest ich tak dużo, że mniejsze budynki nie są w stanie ich pomieścić. Brakuje prądu, wody, brakuje pożywienia. Wprowadzona zostaje kontrola urodzeń, dzieci nie mogą się rodzić, a jeżeli już do tego dojdzie – jedno z rodziców musi się poświęcić i ustąpić mu miejsca. Główny bohater powieści jest Nieśmiertelnym, trudni się kontrolą liczby nielegalnych narodzin. W jaki sposób? Tego już musisz dowiedzieć się samodzielnie. Ja mogę powiedzieć jedynie tyle, że chociaż książka jest dosyć pokaźnych rozmiarów, to jej fabuła wciąga, przygniata i nie pozwala o sobie zapomnieć, więc warto podjąć to wyzwanie.

Veit Etzold – „Cięcie”

Na tę książkę trafiłam swego czasu na festiwalu książki w biedronce. Przyznam się, że przyciągnęła mnie okładka – znajdują się na niej spore nacięcia jak od pazurów albo noża. Wzięłam ją do ręki i po przeczytaniu tekstu z tyłu, stwierdziłam, że już nie wypuszczę. A co tam było? Zobacz 😉

Veit-Etzold-ciecie-1

W dobie powszechnego dostępu do internetu, portali społecznościowych i telefonów ludzie, mam wrażenie, trochę się pogubili. Zapomnieli o tym, co jest ważne, o tym, że z drugim człowiekiem trzeba się spotkać, porozmawiać, choćby na chwilę, ale twarzą w twarz. „Cięcie” opowiada historię pewnego człowieka, który zabija kobiety, scenę egzekucji nagrywa, a potem przesyła pewnej pani detektyw. Nie byłoby w tym wszystkim nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mumifikuje on swoje ofiary w ściśle określony sposób, ich ciała spoczywają w mieszkaniach, a żaden sąsiad nawet nie podejrzewa, co dzieje się za ścianą. Mężczyzna posuwa się nawet o krok dalej w swoim szaleństwie – zawłaszcza sobie konta na portalach społecznościowych swoich ofiar, opłaca za nie czynsz, odpisuje na wiadomości i e-maile, regularnie zamieszcza posty, ale bez zdjęć. Wszyscy myślą, że córka, siostra czy przyjaciółka żyje i ma się dobrze, najczęściej – podróżuje. Jakiż następuje szok, kiedy wychodzi na jaw, że ona nie żyje. Od miesięcy. A my nie rozmawialiśmy z nią przez telefon. Od miesięcy. Nie widzieliśmy jej. Od miesięcy. Wierzyliśmy, że wszystko jest w porządku, bo tak nam wmawiał on. Zapytasz, kto? Sprawdź.

I chociaż ta książka nie jest wybitna, chociaż sceny są mocne, czasem zbyt mocne, to uważam, że warto się nad nią zatrzymać, zastanowić i zrobić co w naszej mocy, zanim będzie za późno.

Lauren Groff – „Fatum i furia”

Znów książka, która okupowała moją tablicę na facebooku przez długie miesiące, zanim zdecydowałam się po nią sięgnąć. A kiedy już to zrobiłam, nie pożałowałam, bo chociaż nie jest prosta, to ma w sobie pewien urok, potrafi wciągnąć czytelnika i zawładnąć umysłem chociaż na chwilę. Może trochę na wyrost, a może nie, ale nawet Barack Obama okrzyknął ją bodaj najlepszą książką 2015 roku. To chyba o czymś świadczy.

„Fatum i furia” w warstwie najprostszej, najbardziej dosłownej, opowiada historię pewnego małżeństwa. Pozornie udanego. On jest artystą, wielkim rzekomo, ale niespełnionym. Ona jest pięknością, poza którą on świata nie widzi. Wszyscy im zazdroszczą, robią zakłady o to, kiedy ich związek się rozpadnie, ale mimo wielu problemów – zwłaszcza finansowych, nic takiego się nie dzieje. Każda ze stron ma swoje tajemnice, drobne kłamstewka i przemilczenia z przeszłości, które pozornie nic nie znaczą, ale stopniowo budują między małżonkami mur nie do przeskoczenia.

Mamy tutaj do czynienia z prozą niezwykle dojrzałą, przepełnioną aluzjami literackimi i emocjami, od których momentami może się czytelnikowi zakręcić w głowie. Książka, przez którą się sunie, czując pewien niedosyt, w której się zapętla, a później ciężko wyjść, a kiedy już się wybrnie, to chce się wracać. Ja chcę wrócić.

Gillian Flynn – „Mroczny zakątek”

Książka, którą wygrałam jakiś czas temu w konkursie, a która siedzi mi gdzieś z tyłu głowy do dzisiaj. Kiedy czytałam, miałam delikatne skojarzenia z „Trafnym wyborem” J. K. Rowling, ale dla mnie ta jest lepsza. Mocniejsza. Bardziej mroczna. Świetna. Chciałoby się powiedzieć: thriller idealny?

Kiedy Libby Day miała 7 lat w jej rodzinnym domu doszło do masakry. Ktoś brutalnie zamordował jej mamę i dwie starsze siostry, przeżyła tylko Libby i jej brat – Ben. Mimo braku jednoznacznych dowodów, to właśnie on został skazany za popełnienie przestępstwa i od 15 lat odsiaduje wyrok w więzieniu. A Libby mniej lub bardziej skutecznie próbuje się otrząsnąć, bo chociaż minęło już tyle czasu, to pewne zdarzenia nie tak łatwo wyprzeć z pamięci.

Pewnego razu kobieta dostaje wiadomość od Lyle’a – członka Klubu Kryminalnych Ciekawostek, który zajmuje się rozwiązywaniem starych (nazwijmy to) zagadek. Mężczyzna proponuje jej pieniądze za to, żeby cofnęła się do minionych wydarzeń i pomogła im w prowizorycznym śledztwie. Jako że Libby brakuje pieniędzy na utrzymanie, a pracy podjąć nie zamierza, to się zgadza. W ten sposób krok po kroku odkrywamy, co tak naprawdę stało się 15 lat temu, jak wyglądało życie codzienne rodziny Dayów, z jakimi problemami się borykali, jak wyglądało środowisko, w którym obracały się dzieci i jaki to miało wpływ na ich psychikę i rozwój, przede wszystkim społeczny. Czy to na pewno Ben zabił swoją rodzinę? Jeżeli tak, to co nim kierowało? Jeżeli nie, to kto stoi za potrójnym morderstwem? Sprawdź, jeżeli masz mocne nerwy, to sprawdź, bo naprawdę warto.

Zygmunt Miłoszewski – „Ziarno prawdy”

Kolejny tytuł, po który sięgnęłam dopiero po obejrzeniu filmu. Swoją drogą, genialnego. Robert Więckiewicz po mistrzowsku wykreował postać prokuratora Teodora Szackiego i chociaż wyobraźnię mam dosyć bujną, to naprawdę nie sądzę, żeby dało się zagrać go lepiej. Także polecam film, ale jeszcze bardziej książkę. A właściwie książki, bo są 3.

Kwestia mordów rytualnych przypisywanych żydowskiej kulturze nie była mi obca, ponieważ swego czasu na studiach pisałam pracę na ten właśnie temat, dlatego jak tylko zobaczyłam, że pojawił się film, nawiązujący do tej tematyki, byłam wniebowzięta i przekonana, że muszę go obejrzeć.

Pewnego dnia w Sandomierzu (tak, tak – to jest symbol!) ktoś odnajduje zwłoki. Nie takiego zwykłego trupa, ale specjalnego. Na czym polegała jego wyjątkowość? Otóż kobieta została zamordowana w taki sposób jakby była zwierzęciem, z którego spuszcza się krew, specjalnym nożem, który de facto tylko w kulturze Żydów ma zastosowanie. Prokurator Szacki rozpoczyna śledztwo, jednak sytuacja jest skomplikowana, bo on jako doświadczony śledczy chce podejść do sprawy w sposób obiektywny, jednak historia Sandomierza i tamtejsze zabobony znacznie utrudniają jakiekolwiek działania. Oprócz ścigania przestępcy, który (swoją drogą) morduje nadal, musi się zatem zmierzyć także z ludzką mentalnością. Co było dla niego większym wyzwaniem?

Książka, moim zdaniem – genialna. Nie tylko rewelacyjny kryminał z rozbudowanym wątkiem fabularnym, ale przede wszystkim pełna grozy, tajemniczości, twardego humoru i zwrotów akcji opowieść o człowieku, który staje naprzeciw ludzi, naprzeciw zbrodni, a chwilami naprzeciw samemu sobie. Czasami przychodzi moment, kiedy wszyscy są podejrzani. I komu wtedy można zaufać? Co należy zrobić?

Elisabeth Hermann – „Wioska morderców”

Powieść, której tytuł niemal razi tandetą, a okładka przypomina plakat promujący pewien horror. Nie powiem Ci jaki, poszukaj. Postanowiłam jednak dać jej szansę i nie pożałowałam, chociaż początek mnie lekko zastanowił.

W prologu wydarzenia są opisane z perspektywy psa. Przeraziłam się, że autorka postanowiła przekombinować i w taki sposób napisać całą książkę. Na szczęście się myliłam, chociaż faktycznie – psy odgrywają w tej historii znaczącą, symboliczną rolę.

Pewnego dnia w berlińskim ogrodzie zoologicznym, na wybiegu dla zwierząt, dzieci, które są na wycieczce, zauważają ludzką rękę. Zostaje wezwana policja oraz podjęte śledztwo w tej sprawie. Nikt nie zwraca uwagi na to, co mówią przerażone dzieciaki, tylko Sanela Beara – młoda policjantka, która ma ambicje na awans, zaczyna rozmawiać z pewną dziewczynką i uzyskuje dosyć cenne informacje. Kiedy przeprowadza wywiady środowiskowe na terenie zoo, zostaje uderzona w głowę i traci przytomność. Niedługo potem do popełnienia przestępstwa przyznaje się pracownica laboratorium, w którym hoduje się zwierzęta na pokarm dla drapieżników. Wydaje się, że sprawa jest zamknięta, ale Sanelę dręczy przeczucie, więc podejmuje śledztwo na własną rękę. Wtedy trafia do pewnej wioski, w której mieszka zaledwie osiem osób, z której wszyscy uciekają, w której nie ma mężczyzn i nie ma dzieci, a od czasu do czasu słychać przejmujące wycie psów. Czy uda się odkryć tajemnicę skrywaną przez wioskę? No pewnie. Musisz tylko sprawdzić, co to za tajemnica.

Kryminał, thriller, który niebezpiecznie zbliża się do horroru, który fascynuje, wciąga i wywołuje dreszczyk emocji. Ja się bałam.

Do tej listy z powodzeniem mogłabym dodać książki, których recenzje znajdują się już na blogu:

Magda Stachula – „Idealna”,

Marc Elsberg – „Blackout”,

Marc Elsberg – „Zero

Jacek Dehnel – „Krivoklat”,

Janusz Leon Wiśniewski – „S@motność w sieci”.

To jak, znasz którąś z tych pozycji? 🙂

Może cię zainteresować

Janusz Leon Wiśniewski – S@motność w sieci
Przeczytaj...
J. K. Rowling, J. Thorne, J. Tiffany – Harry Potter i przeklęte dziecko
Przeczytaj...
Paula McLain – Okrążyć słońce
Przeczytaj...