Wakacje to czas, na który wiele osób czeka z utęsknieniem. Uczniowie (i nauczyciele :)) mają wtedy dwa miesiące wolnego, dorośli trochę krótsze urlopy. Jest to czas, który wiąże się z odpoczynkiem po wielu miesiącach, mniej lub bardziej wyczerpujących, obowiązków.

Większość ludzi decyduje się na wyjazdy: za granicę, nad polskie morze, nad jakieś jezioro albo i w góry. Są ludzie, którzy z różnych przyczyn zostają w domu, ale jeżeli tylko przyjdzie im na to ochota, mogą usiąść wygodnie w fotelu, na kanapie, na trawie czy w łóżku i wyruszyć w podróż. Brzmi jak paradoks? Pewnie tak, ale może słyszeliście, że:

książka to najtańszy bilet do innego świata.

A jeżeli spojrzeć na to przez pryzmat tej tezy, to wszystko zdaje się nabierać kolorów. Jakich? Tutaj już rzecz zależy od tego, na jaką książkę się zdecydujemy, a wiadomo, że mamy ich do wyboru całe mnóstwo.

Utarło się, że wakacje to czas na historie lekkie, łatwe i przyjemne, przez które przechodzi się łatwo, które nie wymagają większego (a może żadnego?) zaangażowania ze strony czytelnika. Oblężenie przeżywają więc półki z romansami i powieściami obyczajowymi, tłum też można spotkać w okolicach kryminałów, rzadziej – fantastyki, bo przecież ta całkiem dobra wciąga człowieka bez reszty, a na tę, która nie wciąga, zwyczajnie szkoda czasu.

Zdecydowana mniejszość ludzi decyduje się na inne podejście do wakacyjnych lektur, jakie – zapytasz? Otóż takie, że urlop to czas na książki, na które wcześniej nigdy nie było czasu, bo trzeba było się skupić na ważnym projekcie w pracy, bo dziecko było chore, bo trzeba było zostać i robić nadgodziny, bo były jakieś problemy czy też zwyczajnie nie było ochoty. Bo nie. Nie trzeba się tłumaczyć, przecież wszyscy to znamy. Nawet mnie czasem dopada książkowa niemoc, ale na szczęście szybko mija.

W takich momentach przesuwamy w nieskończoność najczęściej książki trudne, takie, nad którymi trzeba się zastanowić, które trzeba przeżyć, przemyśleć, a niektóre zdania przeczytać raz albo i razy pięćdziesiąt.

Często zdarza się, że ostatecznie nie sięgamy po te pozycje ani teraz, ani w najbliższe wakacje, ani w te za pięć lat, zdarza się pewnie, że ostatecznie nie zmobilizujemy się nigdy. A szkoda, bardzo szkoda.

Wiem, że w zasadzie jesteśmy już na wakacyjnym półmetku, ale w dzisiejszym wpisie chciałabym zaproponować Ci kilka książek, którymi możesz wypełnić nadchodzące wolne dni. Tym razem skupię się na tych w wersji „light”, a za tydzień rzucę Ci wyzwanie!

Olga Rudnicka – Natalii 5 (cykl)

O twórczości Olgi Rudnickiej wspominałam już jakiś czas temu przy okazji recenzji powieści „Diabli nadali” (tutaj), ale powtórzę jeszcze raz – nie ma książki tej autorki, której bym nie pochłonęła z wypiekami na twarzy, więc jeżeli nie „Natalii 5”, to łap za jakąkolwiek inną – na pewno nie pożałujesz.

A o czym jest ten najbardziej polecany cykl? Otóż pewnego dnia w kancelarii notariusza zjawia się pięć kobiet w różnym wieku, jak się jednak okazuje, poza datą urodzenia, łączy je niemal wszystko, co najważniejsze: począwszy od imienia (każda ma na imię Natalia), przez nazwisko (to samo – Sucharska), na ojcu skończywszy. Okazuje się, że kobiety są siostrami, ale do tej pory nie miały o sobie zielonego pojęcia. I zapewne niewiele by się w tej kwestii zmieniło, gdyby nie fakt, że ich ojciec nie żyje, a one odziedziczyły po nim pokaźny spadek. Jak się domyślacie – tam, gdzie są pieniądze i gdzie jest pięć kobiet, jest też zamieszanie. I to niemałe!

Wspaniale wykreowane postacie, wciągająca intryga, dobrze poprowadzone śledztwo, a to wszystko polane grubą warstwą humoru. Gorąco polecam, bo chociaż wizualnie książka do literatury lekkiej nie należy (pierwsza część ma dokładnie 559 stron), to czyta się ją jednym tchem. A jak się skończy, to są jeszcze dwie 😉

Katarzyna Puzyńska – Lipowo (cykl)

Tym razem coś dla fanów kryminałów, w których humor ustępuje przestępstwom i intrygom. Tych u Katarzyny Puzyńskiej nie brakuje – mogę obiecać!

Autorka w kolejnych częściach przedstawia nam życie w małej miejscowości, gdzie każdy się zna i wszyscy – wszystko – o wszystkich wiedzą. Jak na tak małą i niepozorną wieś, dzieje się tam całe mnóstwo (złych) rzeczy. W każdej części mamy morderstwa, intrygi, historie ludzi, których życie (z różnych powodów) potoczyło się tak, a nie inaczej.

W Lipowie funkcjonuje komisariat policji, w którym pracuje kilkoro funkcjonariuszy, jedna funkcjonariuszka i całkiem niepozorna starsza pani, której ulubionym zajęciem jest chyba pieczenie ciast. Stałą bywalczynią jest też Klementyna Kopp – podstarzała, niezwykle charakterna i biseksualna pani komisarz. Pojawiają się popularne motywy popkulturowe, symbole, sekty, problemy rodzinne i wiele innych. Żadna zbrodnia nie jest taka sama, nie zdarzają się przypadki, wszystko jest dobrze wyjaśnione, przemyślane, często niemal do ostatniej strony zastanawiasz się, kto tak naprawdę zabił, bo wiele osób ma motyw, ale Puzyńska to nie Christie i nie splata intrygi w tak skomplikowaną całość.

Cykl „Lipowo” to kolejno: „Motylek”, „Więcej czerwieni”, „Trzydziesta pierwsza” (recenzja), „Z jednym wyjątkiem”, „Utopce”, „Łaskun”.

Nie czytałam jeszcze najnowszej części, ale do tej pory moje ulubione to „Więcej czerwieni” i „Utopce”. A Ty, jeżeli jeszcze masz zaległości, to pędź do biblioteki albo księgarni i bierz się za czytanie, bo dla każdego wielbiciela kryminału, Puzyńska to autorka obowiązkowa! 🙂

Emily Giffin – „Coś pożyczonego”

O Emily Giffin ostatnio jest dosyć głośno, ponieważ niedawno ukazała się jej najnowsza książka „Pierwsza przychodzi miłość”. Ja z twórczością tej autorki zetknęłam się jeszcze zanim poszłam na studia i tak się wciągnęłam, że w mgnieniu oka przeczytałam wszystkie tytuły i teraz jestem na bieżąco.

Powieści Giffin mają to do siebie, że poruszają problemy, z którymi boryka się zapewne spora część kobiet na świecie, ale większość boi się o tym otwarcie rozmawiać. Wydawnictwo reklamuje jej książki zdaniem, że „nikt nie rozumie kobiet lepiej, niż Emily Giffin” i czasem tak sobie myślę, że może coś w tym jest. Ale przejdźmy do konkretów.

„Coś pożyczonego” to historia Rachel, szarej myszki, która jest niezwykle inteligentną i dobrą osobą, ale niestety – boi się sięgnąć po szczęście. Wykonuje pracę, która nie daje jej satysfakcji, żyje w cieniu najlepszej przyjaciółki – Darcy, która jest piękna, przebojowa i ma wszystko: dobrą pracę, pieniądze, zabójczo przystojnego narzeczonego i ślub na horyzoncie. Niby wszystko jest w porządku, jednak problem pojawia się w momencie, kiedy pewnego dnia Rachel pod wpływem alkoholu ląduje w łóżku z narzeczonym wspomnianej przyjaciółki. Od tego dnia nic już nie jest takie jak wcześniej i tak naprawdę nie wiadomo, co z tym fantem zrobić. Jak potoczyła się ta historia, nie będę Ci opowiadać, myślę, że warto przekonać się samodzielnie.

Istnieje też szansa, że znasz adaptację filmową tej książki, mam tutaj na myśli film „Pożyczony narzeczony” z Kate Hudson. Niby komedia romantyczna, ale trzeba obejrzeć! 🙂

„Coś niebieskiego” to poniekąd również historia Rachel, jednak pisana z perspektywy Darcy. Nagle zaczynasz się zastanawiać, jak kobieta, która ma wszystko zachowa się ze świadomością tego, że została zdradzona, na dodatek podwójnie, bo nie tylko przez mężczyznę, z którym zamierzała spędzić resztę życia, ale też przez najlepszą przyjaciółkę, której własne życie byłaby w stanie powierzyć. I znowu, wszystko się zmienia, bo nagle nie wiesz, po czyjej stronie się opowiedzieć, bo jak się okazuje – nie zawsze wszystko jest tylko czarne albo białe.

W dorobku Emily Giffin mamy także takie tytuły jak:

„Dziecioodporna” – historia kobiety, która nie posiada instynktu macierzyńskiego i otwarcie mówi o tym, że nie chce mieć potomstwa. Ma męża, który przed ślubem znał jej przekonania i się z nimi zgadzał, jednak przyszedł taki moment w życiu, kiedy uznał, że chciałby zostać ojcem i zaczął żonę namawiać na powiększenie rodziny. Czy postanowiła nagiąć swoje zasady i poświęcić własne szczęście, żeby uratować miłość, tego dowiesz się jak przeczytasz 🙂

„Sto dni po ślubie” – bohaterka tej powieści, równo sto dni po ślubie, spotyka na ulicy mężczyznę, którego kiedyś kochała, a z którym się rozstała jakiś czas temu, żeby móc ułożyć sobie życie. Jak to mówią „stara miłość nie rdzewieje”, więc uczucia budzą się w niej i zaczynają dawać o sobie znać. Czy zostanie przy niedawno poślubionym mężu, czy też postawi na niepewność dawnej miłości, znów – przekonasz się jak przeczytasz.

„Siedem lat później” – historia małżeństwa z siedmioletnim stażem i dwójką dzieci, które zostaje postawione przed trudną próbą w momencie, kiedy on – dziecięcy chirurg, ma przeprowadzić operację u małego chłopca, którego twarz została poparzona w czasie imprezy urodzinowej. Zapytasz, o co chodzi? Otóż o to, że matka chłopca spędza w szpitalu bardzo dużo czasu, jest samotna, a w lekarzu pokłada ogromne nadzieje. A czy jest coś, co bardziej działa na męskie ego niż to, że ktoś w niego wierzy i traktuje go niemal jak boga i cudotwórcę? Myślę, że nie. Czy mężczyzna zbliży się do matki swojego pacjenta, czy zostanie wierny swojej żonie? Jak potoczą się losy bohaterów? Polecam sprawdzić!

„Pewnego dnia” – wiele nastolatek stosunkowo wcześnie zachodzi w ciążę. Większość z nich postanawia zmierzyć się z tym, co los postawił na ich drodze i wychować dziecko. Niektóre mają inne plany na życie, więc oddają maleństwo do adopcji i wierzą w to, że w ten sposób zapewnią zarówno sobie, jak i potomkowi, lepsze życie. Problem pojawia się w momencie, kiedy przeszłość zapuka do naszych drzwi. Czy to dosłownie – kiedy dziecko postanowi odnaleźć swoich biologicznych rodziców, czy w przenośni – kiedy wyrzuty sumienia dadzą o sobie znać. Jak w takiej sytuacji postąpiła bohaterka książki Emily Giffin?

„Ten jedyny” – wybór partnera to jedna z ważniejszych decyzji w życiu człowieka. Przychodzi taki moment, kiedy świadomie już decydujemy się na to, z kim będziemy się spotykać i liczymy na to, że tak zostanie już na zawsze. Zazwyczaj to mężczyzna musi być starszy, kobieta młodsza, tak się już utarło. Różnica wieku, która wydaje się być akceptowalna to jakieś 5-10 lat, potem ludzie zaczynają na nas krzywo patrzeć i zdarza się, że w pod naszym adresem padają uwagi, że idziemy z ojcem, a nie z chłopakiem. Bohaterka tej powieści swoje uczucia ulokowała w mężczyźnie starszym o dużo więcej niż wspomniana bezpieczna granica. Zakochała się w ojcu swojej przyjaciółki. Co wtedy zrobić? Sprawdź 🙂

Z ośmiu książek, które Emily Giffin ma w swoim dorobku, najbardziej przypadły mi do gustu: „Coś pożyczonego”, „Siedem lat później” i „Pewnego dnia”. A Ty, znasz już jakąś?

Andy Weir – „Marsjanin”

Przyszła pora na coś naprawdę luźnego. W przypadku tej książki zaczęłam trochę od przysłowiowej „dupy strony”, bo najpierw obejrzałam ekranizację powieści, a dopiero później dostałam w prezencie książkę i nadrobiłam zaległości.

Okazało się, że (o dziwo) film był naprawdę rewelacyjny i poza drobnymi szczegółami (i trochę większym szczegółem pod koniec :)), nie różnił się od pierwowzoru.

Książka wbrew nasuwającym się skojarzeniom, nie ma nic wspólnego z kosmitami. Opowiada historię mężczyzny, który brał udział w wyprawie naukowej, która miała na celu dokładniejsze zbadanie Marsa. Kiedy cały zespół pobierał próbki do badań, na planecie rozpętała się burza piaskowa i podjęto decyzję o ewakuacji. Niestety, jeden z członków załogi został ranny i koledzy stracili go z pola widzenia. Mimo usilnych starań, nie udało im się go odnaleźć, więc odlecieli przekonani, że mężczyzna już nie żyje, ponieważ miał przebity skafander, który miał mu dostarczać tlen.

Okazuje się jednak, że w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności, mężczyźnie udaje się przeżyć, ale kiedy odzyskuje przytomność, okazuje się, że został sam na Marsie. Szybko robi przegląd zapasów i podejmuje kroki do tego, żeby skontaktować się ze stacją NASA na ziemi, żeby uzyskać pomoc, ponieważ grozi mu śmierć głodowa. Jako że jest botanikiem, zakłada też własną plantację ziemniaków i robi wszystko, co w jego mocy, żeby nie stracić nadziei.

„Marsjanin” to taka współczesna wersja Robinsona Crusoe, okraszona szczyptą muzyki disco i całym mnóstwem humoru. To jak, lecisz na Marsa? 🙂

Na dzisiaj to już wszystko, za tydzień (jak już wspomniałam), rzucę Ci wyzwanie i podpowiem kilka tytułów książek, które warto przeczytać, a które nie są tak lekkie i przyjemne jak te dzisiaj.

To co, do przeczytania? 🙂

Może cię zainteresować

Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
Jojo Moyes – Zanim się pojawiłeś
Przeczytaj...
Emily Giffin – Pierwsza przychodzi miłość
Przeczytaj...
O tym jak ojciec podpalił córkę, „Najlepszy powód, by żyć” Augusta Docher
Przeczytaj...