Przyznam się szczerze, że nie czytam poradników. Wychodzę z założenia, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, że ile ludzi, tyle opinii, a poza tym każdemu należy się podejście indywidualne. Zwłaszcza w kwestiach tak delikatnych jak jedzenie czy uściślając – zdrowe odżywianie.

Dlatego właśnie nigdy nie kupiłam kalendarza Ewy Chodakowskiej ani żadnej innej książki, w której znajdowałyby się tego typu porady. Kiedy pojawiła się okazja do zrecenzowania książki Leanne Cooper „Jedz inaczej. Dlaczego jemy to, co jemy”, stwierdziłam, że spróbuję, bo i czemu nie – zawsze to będzie coś nowego i, w razie czego, będę mogła poprzeć swoją niechęć merytorycznymi argumentami. Jak wyszło?

W sumie nie mogę powiedzieć, żebym była niezadowolona. Okazało się, że nie jest to typowy poradnik, który wykłada nam, że dobra dieta jest zbilansowana, a żeby schudnąć, powinniśmy jeść dużo warzyw i mało słodyczy. Ba! Już we wstępie autorka informuje nas, że w jej książce nie dowiemy się nawet, jak uporać się z nadwagą czy otyłością. Muszę przyznać: dla mnie rewelacja! Z każdą kolejną stroną okazywało się, że Leanne Cooper zamiast typowego podejścia, chce przekazać swoim czytelnikom spojrzenie psychologiczne. Pokazuje nam, jak ludzki umysł reaguje na różne bodźce związane z jedzeniem, zachęca do podjęcia autoanalizy, obserwowania swoich zachowań i reakcji naszego organizmu na poszczególne posiłki, smaki, ale także działania towarzyszące konsumpcji. Autorka proponuje całe mnóstwo ćwiczeń, które mają nam pomóc w ustaleniu nawyków, dostrzeżeniu ich, podtrzymaniu dobrych i wyeliminowaniu złych. Cooper zwraca uwagę na wiele aspektów, które ściśle wiążą się z czynnością spożywania posiłków, a których sami byśmy z tym zapewne nie powiązali.

Przechodząc do sedna, książka „Jedz inaczej” zbiera wszystkie hasła, odnoszące się do zdrowego odżywiania, które są porozrzucane gdzieś w mediach. Autorka przypomina nam, że im mniejszy talerz/miska/łyżka/widelec, tym mniejsze porcje zjadamy; że dopiero po 20 minutach organizm przesyła do mózgu informację, że jest syty, dlatego nie można siedzieć przy stole do momentu, kiedy poczujemy się pełni… i tak dalej, i tak dalej. W dosyć logiczny sposób są nam wyjaśnione mechanizmy rozpoznawania smaków (słodki, słony, gorzki, kwaśny), nie pomija się nawet schematów budowy anatomicznej jamy ustnej. Wiele mamy danych statystycznych, tabelek i wykresów, które podnoszą wiarygodność przytaczanych informacji. To, czego mi brakuje, a co zostało nawet zaakcentowane w jednym z ćwiczeń, to kolory. Książka drukowana jest na czarno-biało, jedynie tabele są zaakcentowane na niebiesko. Szkoda.

Jeżeli ktoś lubi zaglądać w głąb siebie i być świadomym konsumentem, ta książka jest obowiązkową pozycją na jego półce!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu:

Może cię zainteresować

Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...
I była miłość w czasie wojny… „Czas burzy” Adriana Grzegorzewskiego
Przeczytaj...
Harem, Klatka i osiem żon, czyli „Prywatne życie sułtanów” J. Freely’ego
Przeczytaj...
Sułtan, Czarnoksiężnik, Komornik i zaginione dziecko. Podsumowanie czerwca
Przeczytaj...
Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...