Nadszedł ten czas, kiedy po raz kolejny muszę powiedzieć, że nie wiem, kiedy to zleciało. Kolejny raz piszę podsumowanie miesiąca, a mam wrażenie jakbym wczoraj, no dobra – przedwczoraj, pisała poprzednie. Jeszcze dobrze nie domknęłam kwestii postanowień na 2017 rok, a tutaj przychodzi mi zamknąć styczeń. Przerażające.

Tym bardziej straszne, że mam poczucie, że mogłam zrobić więcej, ale… nie było na to czasu. Znów obiecałam sobie, że częściej wrzucę coś nowego na bloga i chociaż usilnie się starałam, to jednak nic z tego nie wyszło. Na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że koniec semestru jest ciężkim czasem nie tylko dla uczniów, ale także (a może przede wszystkim!) dla nauczycieli. Niekończące się tabelki, papierki, podsumowania, przeliczenia, sprawozdania i inne pierdoły, pochłonęły mnie bez reszty. Do ferii jeszcze tydzień, ale wszystko wskazuje na to, że i one będą pracowite.

Ale, ale! Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: w styczniu udało mi się utrzymać rozpęd z roku minionego i przeczytałam całkiem sporo książek. Ile? Jakich? O tym Ci dzisiaj opowiem!

Ile w miesiącu?

Poszło lepiej, niż myślałam, 31 stycznia o 23.59 mój licznik pokazał aż 11 skończonych książek (i dwie kolejne zaczęte)! Przyznam, że nie spodziewałam się tak dobrego wyniku i zaczynam sobie pluć w brodę, że mogłam się poświęcić, przeczytać ze 2 tytuły mniej i wrzucić tutaj jakąś recenzję, ewentualnie artykuł, ale… łatwo mówić – trudniej zrobić. Może w lutym będzie lepiej 😉 A jakie tytuły towarzyszyły mi w styczniu?

Richard Paul Evans, „Ścieżki nadziei” z serii „Dzienniki pisane w drodze”. Ostatnia część popularnej serii tego autora. Interesująca historia o człowieku, który raz za razem zmuszony był radzić sobie ze stratą najbliższych. Wzruszająca. Recenzja tutaj.

Olga Rudnicka, „Granat poproszę”. O tym, że książki Rudnickiej uwielbiam, wspominałam już nie raz i nie dwa. Tytuł trzyma poziom, zastanawiam się tylko, ile można lecieć na utartym schemacie, zanim zrobi się to nudne?

Katarzyna Michalak, „Zemsta”. Kolejna książka, która swego czasu dosłownie zalewała moją tablicę na Facebooku. Wszyscy ją czytali, wydawnictwo ją reklamowało, księgarnie robiły promocje, blogerzy organizowali konkursy. Kiedy zobaczyłam ją w bibliotece – wzięłam bez zastanowienia. Jak przeczytałam, to okazało się, że jest to druga część cyklu. Autorka jednak dosyć umiejętnie przypomina, o co chodziło w pierwszej, więc nie czuję, żeby coś mi umknęło. Zachwytu też nie czuję.

Gabriela Gargaś, „Wybacz mi”. Po innym (dosyć ciekawym) tytule tej autorki – „W plątaninie uczuć”, postanowiłam zapoznać się bliżej z kolejnymi. Tak oto poznałam historię kobiety, która mieszka za granicą, jest zdradzana i tłamszona przez męża i nie czuje się szczęśliwa, a mimo to trwa przy swojej rodzinie. Przełom przychodzi w momencie, kiedy jej matka trafia do szpitala. Pakuje walizki i wyjeżdża, zostawiając męża i dzieci z obowiązkami domowymi, z których do tej pory ich wyręczała. W Polsce bohaterka odżyje, zmieni swoje nawyki, zacznie uprawiać sport, jej życie towarzyskie zakwitnie, a nawet założy własną firmę. W skrócie? Piękna historia obyczajowa o szukaniu tego, co może nam przynieść radość.

Kasia Bosacka, „Wiem, co kupuję! Poradnik konsumenta”. Kiedy jeszcze oglądałam telewizję, czasami zdarzało mi się trafić na program Kasi „Wiem, co jem i wiem, co kupuję”. Zawsze bardzo mi się podobało to, jak tłumaczyła, na co trzeba zwrócić uwagę przy wyborze określonego produktu. To z nią kojarzy mi się, powtarzane jak mantra, „czytaj etykiety”. Telewizji od kilku lat już nie oglądam, więc kiedy zobaczyłam, że w bibliotece jest taka książka, to znów – bez wahania wypożyczyłam. I w taki oto sposób dowiedziałam się, która deska do krojenia jest odpowiednia dla określonych produktów, jakie noże należy wybrać i tak dalej, i tak dalej. Czuję się bogatsza o tę wiedzę, więc polecam.

Sylwia Kubryńska, „Biurwa”. Jeżeli ktoś czytał inne książki Kubryńskiej („Furia mać” – recenzja, „Kobieta dość doskonała”), to odniesie wrażenie, że czyta to samo, tylko na inny temat i z mniejszym polotem. Szkoda, ale nie polecam.

Michał Wolski, „Wampir: wiwisekcja”. O moim zamiłowaniu do krwiopijców wie każdy, kto zna mnie chociaż odrobinę. Tego ebooka wydał doktor z mojej uczelni, z którym swego czasu konsultowałam pozycje, które analizowałam w mojej pracy magisterskiej. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok tego tytułu. Jeżeli kogoś interesują wampiry w ujęciu naukowym, to warto, zwłaszcza, że można tę książkę pobrać całkowicie za darmo.

Stieg Larsson, „Dziewczyna, która igrała z ogniem” z serii „Millenium”. Do pierwszej części podchodziłam przynajmniej trzy razy. Za pierwszym i drugim dobrnęłam do setnej strony i miałam dosyć, więc odkładałam. Za trzecim powiedziałam „dość, tym razem skończę”. Skończyłam, spodobało mi się, ale w zeszłym roku jakoś nie było czasu, żeby sięgnąć po kolejną. 2017 przyniósł postanowienie, że uzupełnię serie, które kiedyś już przeczytałam. I tak zaczęłam od „Millenium”. Chociaż fabularnie bardziej podobała mi się pierwsza, to i ta część ma coś w sobie. A niebawem zapoznam się z trzecią. Już się cieszę! 🙂

Vera Falski, „Szczęśliwe zakończenie”. Książka, którą kupiłam kiedyś na promocji w stylu „kup 3 książki za 30 złotych”. Zapowiadali, że fajna, komediowa i w ogóle lekka. Nie powiem, uśmiechnęłam się kilka razy, ale z drugiej strony nie potrafię sobie wyobrazić, żeby w Polsce jakakolwiek pisarka była aż tak popularna, żeby każdy brukowiec i portal plotkarski o niej pisał. Już bardziej modne są osoby, którym płacą za imprezowanie i robienie z siebie błaznów w telewizji. Przez to ta powieść nabiera cech fantastyki 🙂 Ale przeczytać można.

P.C. Cast, Kristin Cast, „Wyzwolona” z serii „Dom Nocy”. Kilka lat temu zaczytywałam się w kolejnych częściach tego cyklu. Nie jest ambitny, ale historia jest dosyć interesująca i fascynuje mnie to, jak można połączyć infantylną historyjkę o wampirach z podaniami ludowymi, zaklęciami i tak dalej. Autorki zbudowały tutaj całkiem niezłą sieć powiązań, połączyły wampiry z czarownicami i wyszło całkiem nieźle. Może nie dla dorosłego czytelnika, ale dla młodzieży jak najbardziej. Tylko znowu: każda historia musi się kiedyś skończyć i czasem dobrze, żeby to nastąpiło wcześniej, a nie później.

Gail Carriger, „Bezduszna” z serii „Protektorat parasola”. Rzadko miewam takie momenty, że nie mam, co czytać. Kilka lat temu jednak taki miał miejsce i wtedy natknęłam się na tę serię. Sukcesywnie dodawałam kolejne części do półki „chcę przeczytać”, aż w końcu w bibliotece natrafiłam na 3 części dostępne „od ręki”. I znów: nie są zachwycające, wampirów i wilkołaków tutaj mało, moim zdaniem występują tylko z nazwy, ale przeczytać można.

Ile ze stu?

Styczeń jest takim miesiącem, że wyzwania zaczyna się od nowa, liczniki się zerują i tak dalej, i tak dalej. Zatem powtórzę: jedenaście. A w lutym już dwie, a to dopiero początek.

Zaadoptowałam

Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak mało w tym miesiącu „przygarnęłam” i aż zrobiło mi się smutno. W lutym na pewno będzie lepiej. Trzy – tyle nowości w styczniu.

Colin Meloy, „Uroczysko. Podziemie” i „Uroczysko. Imperium” z cyklu „Kroniki lasu”. Lubię „Alicję w krainie czarów” i „Opowieści z Narni”, więc z chęcią się zapoznam z tym cyklem, zwłaszcza, że piękne wydanie było w Biedronce na promocji za całe 9,99 🙂 Szkoda tylko, że bez pierwszej części. Uzupełnię.

Andreas Pflüger, „Raz na zawsze”. Ten tytuł dostałam od Wydawnictwa Otwarte za wypełnienie ankiety. Można? Można! 🙂

Plany na luty

Nowy miesiąc zaczęłam od przeczytania drugiej i trzeciej części cyklu „Protektorat parasola”, dzisiaj zaczynam „Dom czwarty” Kasi Puzyńskiej, a czeka na mnie jeszcze wiele ciekawych tytułów! Już nie mogę się doczekać 🙂

Może cię zainteresować

Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...
Pociągi, Harry Potter i słowiańscy bogowie, czyli podsumowanie kwietnia
Przeczytaj...
Rak, gejsze, Gra o tron i 101 procent normy, czyli podsumowanie grudnia
Przeczytaj...
Harem, Klatka i osiem żon, czyli „Prywatne życie sułtanów” J. Freely’ego
Przeczytaj...
Top 5 lektur, które przydadzą się na maturze ustnej z polskiego
Przeczytaj...