Lubię książki, których głównymi bohaterkami są kobiety dojrzałe. Pisząc to nie mam, bynajmniej, na myśli tych, które ledwo dobiegły trzydziestki. Zauważ, że zdecydowana większość powieści opowiada historie osób młodszych. Często, owszem, są one tak bardzo doświadczone przez los, że niejedna starsza kobieta nie może się „pochwalić” takim bagażem, ale moim zdaniem to odbiera trochę realizmu tym opowieściom. A szkoda.

Być może właśnie dlatego, a być może z innego powodu, którego na ten moment nie jestem świadoma, lubię sięgać po wspomniane wyżej książki. Jakiś czas temu w moje ręce wpadł właśnie taki tytuł. Wiąże się z nim całkiem spore zamieszanie, bo informację o tym, że książka do mnie idzie dostałam już w kwietniu, a poczta dostarczyła mi ją (czy raczej… awizo) dopiero pod koniec maja. I choć przeczytałam ją stosunkowo szybko, to jednak długo musiała czekać na recenzję. Zawsze coś było pierwsze. Ale koniec wymówek, mam wakacje, nadrabiam zaległości! Także bez zbędnego już gadania: Anna Płowiec „W cieniu magnolii”.

Główną bohaterką jest Alicja – kobieta dojrzała, której historię poznajemy poprzez liczne retrospekcje.

Dzień jak każdy inny – kobieta wraca z pracy, zastaje puste mieszkanie. Jej córka wyjechała na studia, matka i mąż nie żyją. Ktoś dzwoni do drzwi. Alicja nie ma pomysłu, kto to może być, nikogo się nie spodziewa. A już na pewno, nawet w najśmielszych wyobrażeniach, nie spodziewa się zobaczyć Janka. Kim jest Janek?

Główna bohaterka w młodości była raczej cicha i spokojna, jednak nie można jej było odmówić urody. Pewnego dnia poznała Leszka – mężczyznę, który potrafił wiele załatwić, miał wspaniałą rodzinę, a poza tym brakowało mu skrupułów. Dosyć szybko ją do siebie przekonał i chociaż się opierała, to zostali parą. Czy szczęśliwą? Trudno powiedzieć na pewno, bo z jednej strony było im ze sobą dobrze, a z drugiej Alicja była świadoma tego, że jest wykorzystywana. W ich związku to ona była stroną, która za wszystko płaciła, a Leszek nie widział w tym żadnego problemu. Ona początkowo też nie. Do czasu.

Któregoś wieczoru wpadli do niej znajomi, przyprowadzili pewnego chłopaka – Janka. Odróżniał się od nich – spokojniejszy, gorzej ubrany, zdystansowany. Był kuzynem jednego z nich, chcieli mu pokazać miejskie życie. Przynieśli ze sobą alkohol i bawili się w najlepsze ku niezadowoleniu bohaterki. W pewnym momencie impreza wymknęła się spod kontroli i rozbito wazon – ulubioną pamiątkę matki Alicji. Dziewczyna wściekła się i pogoniła towarzystwo. Tylko Janek przeprosił za zachowanie swoich towarzyszy, został żeby pomóc w sprzątaniu. I tak – od słowa do słowa – nawiązała się ich znajomość.

Akurat złożyło się tak, że Leszka nie było w mieście, więc główna bohaterka coraz więcej czasu zaczęła spędzać z niedawno poznanym chłopakiem. Chodzili na spacery, do kawiarni, na pizzę. Ujmowało ją to, że była traktowana jak prawdziwa kobieta. Tym razem to mężczyzna płacił za wszystko, traktował ją jak damę, a nie jak zabawkę. A jej bardzo się to spodobało. Sielanka nie trwała jednak długo. Wkrótce do Krakowa (bo tam dzieje się akcja powieści) wraca jej chłopak, który nie jest zadowolony z tego, co słyszy na temat sposobu, w jaki Alicja spędzała czas wolny pod jego nieobecność.

Na domiar złego Janek dowiaduje się, że jego wyjazd do Stanów przyspiesza się i mężczyzna na dniach ma opuścić kraj. Kiełkujące uczucie do Alicji jest w stanie go zatrzymać, jednak wydarzenia, które mają miejsce sprawiają, że nie zmienia planów.

Co właściwie się wydarzyło? Jak potoczyły się losy Alicji i Leszka? Do czego Janek doszedł w Stanach? I w końcu: co przyniesie ich spotkanie po latach? Tego dowiesz się jak przeczytasz. A co ja mogę powiedzieć o tej powieści?

„W cieniu magnolii” to książka, która mnie wciągnęła. Podobała mi się historia, trochę skojarzyła mi się z „Love, Rosie”, ale jednak kwestia ujęcia tematu, inne realia i sposób opisania sprawiają, że różnią się diametralnie, a pierwsze skojarzenie okazało się… może nie błędne, ale naciągane. 🙂

Przyjemnie napisana, lekki język, który sprawia, że czyta się niemal jednym tchem i piękna okładka! Naprawdę rzadko zwracam na to uwagę, ale jednak ta mnie ujęła i sprawiła, że chętnie spoglądam w kierunku tego tytułu. Jest jednak pewna kwestia, która ostatecznie sprawiła, że nie zachwyciłam się tą książką od początku do końca. Anna Płowiec młodość Alicji opisuje dosyć szczegółowo. Historię relacji z Jankiem (Leszkiem w sumie też) zarysowuje z niezwykłą dokładnością, niemalże jesteśmy w stanie odtworzyć kolejne dni z ich życia. Pod koniec fabuła zaczyna powoli, ale sukcesywnie przyspieszać, a w ostatnich rozdziałach mamy już galop ku ostatniej kropce. I po długich przemyśleniach stwierdzam, że mi się to nie podoba. Konsekwencja to jest to, czego mi zabrakło. Chciałabym delektować się opisem najświeższych wydarzeń z życia głównej bohaterki, a nie gonić za nimi.

Podsumowując? Historia naprawdę ciekawa, którą mimo wszystko warto poznać, bo dostarczy wielu wzruszeń, zaciekawi, a i zdarzy się, że wzbudzi uśmiech na twarzy czytelnika. Na wakacje w sam raz.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Kiedy dziecko jest tym, czego Ci brakuje. „Surogatka” Louise Jensen
Przeczytaj...
Zabójstwa, zdrady, seks i gra o tron, czyli podsumowanie czerwca
Przeczytaj...
Błękitne koszmary? Katarzyna Michalak, „Błękitne sny”
Przeczytaj...
Kapelusze, stary młyn i tragedia sprzed lat. D. Gąsiorowska „Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami”
Przeczytaj...