Wydawać by się mogło, że posiadanie dzieci jest kwestią naturalną. Problem pojawia się jedynie w przypadku planowania rodziny, bo trudno stwierdzić, kiedy nadejdzie ta najbardziej optymalna chwila. Część kobiet odkłada ten moment niemalże w nieskończoność, bo trzeba skończyć studia (jeden kierunek, opcjonalnie siedem), znaleźć odpowiedniego kandydata na męża i ojca (z tym bywa różnie), zwiedzić świat (a na pewno wszystkie ciepłe kraje), wziąć kredyt na mieszkanie, znaleźć stabilną pracę (może w korpo?) i wspiąć się po kilku szczeblach kariery zawodowej, żeby po ciąży nie spaść na sam dół. Druga część kobiet jeszcze w wieku nastoletnim decyduje się (albo nie decyduje, tylko jakoś tak się dzieje ;)) na posiadanie potomstwa. Ostatecznie niewiele osób bierze pod uwagę fakt, że przecież mogą się pojawić komplikacje, że chociaż rozmnażanie się leży w naturze człowieka (i wszystkiego, co żyje), to tak naprawdę nie każdemu jest dana taka możliwość.

Może to znak czasów, trudno wyrokować, jednak coraz częściej mówi się o problemie bezpłodności. Ludzie poddają się zabiegom zapładniania in vitro, z mniejszymi oporami decydują się na badania płodności i tak dalej. Ostatecznie niektórzy doczekują się upragnionego potomstwa, inni wybierają na adopcję (dziecka albo psa) i uczą się żyć z myślą, że nie zawsze wszystko jest tak, jak być powinno. Z podobnym problemem boryka się bohaterka książki, z którą dzisiaj do Ciebie przychodzę. I powiem od razu: to nie jest powieść obyczajowa, więc nie uciekaj z krzykiem, nie zamykaj strony, tylko rozsiądź się wygodnie w fotelu i chodź, opowiem Ci trochę więcej.

„Idealna” Magdy Stachuli (bo o tej książce będę pisać) opowiada historię małżeństwa, które wszystkie wspomniane wcześniej elementy, które należy odhaczyć przed zdecydowaniem się na dziecko, ma już za sobą. Oboje są wykształceni, od ślubu minął dłuższy czas, mają dobrą pracę, mieszkanie, żyją na odpowiednim poziomie. Dodatkowo ona jest piękna, on przystojny i niezmiennie szaleją na swoim punkcie. Żeby nie było zbyt cukierkowo, okazuje się, że nie wszystko jest w porządku. Mają jeden poważny problem, otóż ona – Anita, nie może zajść w ciążę, chociaż od dwóch lat oboje dokładają wszelkich starań. Z czasem, przez kolejne nieudane próby, ich życie zmienia się na gorsze. Małżeńskie zbliżenia determinuje kalendarzyk dni płodnych, nic nie dzieje się przypadkowo, wyparowała gdzieś spontaniczność, uleciał romantyzm, został upór i ślepe dążenie do posiadania dziecka. Adam (mąż Anity) wychodzi z domu z samego rana, żeby wypić w spokoju kawę w McDonaldsie, jego żona nie wie nawet, że awansował, bo stwierdził, że i tak jej to nie zainteresuje. Żyją razem, ale chciałoby się powiedzieć, że bardziej obok siebie, niż ze sobą. Oboje wmawiają sobie, że sytuacja się poprawi w momencie, kiedy w ich życiu pojawi się maluch. Ale czy tak się stanie? Tego nie wiadomo.

Wiadomo jednak, że będą próbować. Anita wertuje internet w poszukiwaniu nowych informacji, zabiegów, badań, które miałyby pozytywnie wpłynąć na jej płodność. Regularnie chodzi do ginekologa, a swoją lekarkę traktuje niemalże jak najlepszą przyjaciółkę i powierniczkę. Adam co miesiąc w czasie dni płodnych, oddaje się obowiązkom małżeńskim, które z przyjemnością dawno przestały mieć cokolwiek wspólnego. I czekają. A problemy rosną.

Oboje zaczynają mieć na siebie alergię, najlepiej czują się tam, gdzie nie ma tej drugiej osoby. Anita czeka aż mąż wyjdzie z domu, żeby podglądać mieszkańców Pragi przez kamerkę miejskiego monitoringu, ewentualnie przechadza się po placach zabaw i sklepach z artykułami dla niemowląt, gdzie odgrywa rolę ciężarnej. Adam przy pierwszej lepszej sposobności wymyka się z domu: a to do pracy, a to na kawę, na weekend z kolegami, z czasem nawet znajduje sobie kochankę i to z nią spędza każdą wolną chwilę. Małżeństwo wisi na włosku i paradoksalnie obie strony to widzą. Mężczyzna ubolewa nad tym, że jego żona – piękniejsza nawet niż w dniu, w którym się poznali, pod względem charakteru zmieniła się nie do poznania. Kobieta czuje, że została ze wszystkim sama, czuje się gorsza od innych, popada w depresję, pojawiają się nawet pierwsze podejrzenia choroby psychicznej.

Na domiar złego zaczynają się dziać dziwne rzeczy. W jej szafie pojawiają się sukienki w łączkę, a tego wzoru Anita nienawidzi. Na jej półce z kosmetykami stoją produkty, po które nigdy by nie sięgnęła. Po powrocie od rodziców, z którymi odwiedzała groby z okazji Wszystkich Świętych, zastaje w domu swoją martwą kotkę, innym razem – szczury. Podejrzewa o to sąsiada z dołu, którego szczerze nie cierpi, ale ten wypiera się wszystkiego. Ale czy można mu wierzyć?

„Idealna” to książka, która z pozoru może się wydawać powieścią jak każda inna. Poznajemy tutaj kobietę, która – jak sugeruje tytuł – jest po prostu idealna, pod każdym względem. Z czasem na tym ideale zaczynają pojawiać się rysy, co tylko potwierdza powiedzenie, że „ideały nie istnieją”, ot – powieść tendencyjna, silnie zaakcentowany morał – nic specjalnego w dzisiejszych czasach. Z drugiej strony, kiedy spojrzymy na okładkę i przeczytamy hasło, które znajduje się zaraz pod tytułem („zawsze jest ktoś, kto cię obserwuje”), myślimy sobie: a może jednak coś o stalkingu? Zjawisko wszak popularne ostatnio. Kiedy jednak zapoznajemy się z kolejnymi stronami historii Anity i Adama, cała ta misterna konstrukcja domysłów zaczyna zgrzytać, nic do siebie nie pasuje. Można się wtedy zirytować i odłożyć książkę na bok albo zaintrygować – usiąść i czytać do ostatniej strony, prawie jednym tchem.

Ja należałam do tej drugiej grupy odbiorców, coś mi mówiło, że warto, że pod przykrywką prostej historii, autorka ma nam do przekazania coś więcej. I nie myliłam się. Książka trzyma w napięciu praktycznie do ostatniej strony. Bohaterowie są wykreowani na normalnych ludzi, którzy borykają się nie tylko z problemami dnia codziennego, ale też tymi bardziej skomplikowanej natury, dlatego momentami ciężko jednoznacznie ich sklasyfikować. Oprócz Anity i Adama, poznajemy także historie dwóch innych bohaterów, pozornie epizodycznych, jednak losy tej czwórki w odpowiednim momencie się splotą i nic już nie będzie takie, jak było na początku.

Magda Stachula serwuje nam świetny thriller psychologiczny: mamy tutaj dosyć ciekawych bohaterów, misternie utkaną intrygę, która mocno zapada w pamięć i sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, czy aby na pewno możemy ufać wszystkim w naszym otoczeniu? Czy przypadkiem kiedyś nieświadomie nie zrobiliśmy czegoś, czego brzemię dźwigamy do dzisiaj? Czy warto żyć przeszłością? W końcu: czy zemsta daje jakiekolwiek ukojenie?

„Idealną” z czystym sumieniem mogę polecić jako książkę zarówno na wakacje, jak i na długie jesienne wieczory. Nie jest prosta, łatwa i przyjemna, ale mam wrażenie, że to typ powieści, która potrafi uwieść nawet najbardziej wymagającego zbieracza ludzkich historii.

Niestety, do premiery musisz jeszcze trochę poczekać (17 sierpnia), ale myślę, że warto. Tylko uważaj, bo jak zaczniesz czytać, to już się nie oderwiesz 😉

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:

logo-znak_literanova

Może cię zainteresować

Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...
Błękitne koszmary? Katarzyna Michalak, „Błękitne sny”
Przeczytaj...
Jojo Moyes – Zanim się pojawiłeś
Przeczytaj...
Z kulturą w więzieniu, czyli „Dżentelmen w Moskwie” A. Towles
Przeczytaj...