Życie w dzisiejszych czasach jest wygodne. Temu nie można zaprzeczyć. Jasne, jedni żyją lepiej, inni gorzej – zależnie od zasobności portfela i (jak to się dzisiaj mówi) „ogarnięcia”, ale generalnie mamy otwarty dostęp do (no dobra, prawie) wszystkiego.

Kiedy w lecie jest nam gorąco, to montujemy klimatyzację albo kupujemy wiatraki, raczymy się też lodami i zimnymi napojami. W zimie podkręcamy ogrzewanie na „piątkę”, łapiemy za kubek z gorącą kawą / herbatą / czekoladą i już jesteśmy zadowoleni. Nudzi nam się, a pogoda brzydka? Włączamy komputer, telewizor, konsolę, wychodzimy do kina, teatru, pubu, klubu – od wyboru do koloru. Znudziło nam się miasto? Wskakujemy w samochód, pociąg albo inny pojazd i jedziemy na wieś czy gdziekolwiek indziej. Brakuje nam czegoś w domu albo po prostu chcemy wydać ciężko zarobione pieniądze? Lecimy do sklepu, nic prostszego.

Wyobraź sobie, że jest środek zimy, temperatura od dłuższego czasu minusowa, w umysłach ludzi kołacze się myśl „byle do wiosny” (opcja długoterminowa) i „byle do domu” (opcja krótkoterminowa). Marzą o gorącym prysznicu, o kubku kakao, proste sprawy. Nie wiedzą o tym, że za chwilę już nic nie będzie proste. Zapytasz, dlaczego? Otóż dlatego, że ktoś wyłączy prąd. W całej Europie. Brzmi znajomo? Na pewno, jeżeli czytałeś „Blackout” Marka Elsberga.

Książka przybliża nam, jakie następstwa niesie za sobą brak prądu. Opisuje kolejne dni, uwzględnia wiele wątków i ukazuje sytuację różnych państw. Głównym bohaterem jest informatyk i dawny haker – Piero Manzano, który w kluczowym momencie kieruje się do domu i ulega wypadkowi drogowemu. Kiedy już zostaje opatrzony i udaje mu się dotrzeć do punktu docelowego, okazuje się, że nadal nie ma prądu i nie wiadomo, kiedy znowu go włączą. Jako zawodowy komputerowiec jest świadomy tego, w jaki sposób działają inteligentne liczniki, więc dostaje się do ich oprogramowania i znajduje tam podejrzany kod. Uruchamia więc laptopa i zaczyna szukać informacji na forach internetowych. Kiedy niczego nie znajduje, postanawia wziąć sprawę we własne ręce – wprowadza do programu licznika autorską linijkę kodu, która niweluje działanie poprzedniej modyfikacji i w ten sposób w jego mieszkaniu na powrót pojawia się elektryczność. Z grzeczności zabieg powtarza u najbliższego sąsiada i zaczyna się zastanawiać, kto mógł wpaść na pomysł pozbawienia ludzi prądu w samym środku zimy. Po jakimś czasie zmęczony kładzie się spać. Kiedy wstaje, okazuje się, że prądu znowu nie ma i, tym razem, nie może z tym fantem nic zrobić. Zabiera swój komputer i udaje się do siedziby firmy, która zajmuje się dostarczaniem ludziom energii elektrycznej. Na miejscu rozmawia z prezesem, przedstawia mu swoją teorię, jednak nie spotyka się z większym zrozumieniem.

Postanawia szukać szczęścia dalej, wraca do mieszkania i dyskutuje z sąsiadem, którego córka pracuje w Brukseli i może ich doprowadzić do szefa organizacji, który zajmuje się kryzysami i katastrofami. Ponieważ wspomniana kobieta wraz z koleżankami udała się na urlop w góry i nie można się z nią skontaktować telefonicznie, mężczyźni wsiadają w samochód i jadą porozmawiać z nią osobiście. Po drodze zostają napadnięci przez grupkę mężczyzn, którzy pozazdrościli im większej ilości paliwa. Bohaterowie mogli w ten sposób na własne oczy zobaczyć, jak bardzo zmienił się świat przez brak elektryczności. A to dopiero początek.

Po dotarciu na miejsce i wielu rozmowach (na różnych szczeblach) Manzano zgadza się na podjęcie współpracy ze wspomnianą organizacją i jedzie do Brukseli. Na miejscu, po kilku zbiegach okoliczności, w dochodzeniu do prawdy zaczyna mu pomagać pewna dziennikarka. Czy uda im się przywrócić światło? Polecam sprawdzić samodzielnie.

Mark Elsberg w bardzo obrazowy sposób pokazuje czytelnikowi skutki braku prądu. Nie poprzestaje na tym, że ludzie marzną, bo nie działa ogrzewanie, że nie mogą wypić porannej kawy ani skorzystać z komputera czy pralki. Uświadamia nas, że aby spuścić wodę po porannym pójściu za potrzebą, także potrzebny jest prąd. Podobnie jak do tego, żeby zatankować samochód. Bez prądu nic nie funkcjonuje tak jak powinno, począwszy od sklepów, przez szpitale, skończywszy na… elektrowniach atomowych. Brzmi groźnie? No pewnie. A teraz pomyśl, że historia Elsberga nie jest taka znowu nierealna. To wszystko może mieć miejsce w rzeczywistości. I co wtedy zrobisz? Jak się zachowasz?

„Blackout” to pozycja, którą każdy powinien przeczytać. To książka, która jest w przystępny sposób napisana, opowiada niesamowicie wciągającą historię, którą chce się czytać, żeby wiedzieć czy w końcu pojawi się prąd, czy już na zawsze zapanuje ciemność. Powieść, która rodzi pytanie czy ludzie przeżyją, ile osób poniesie śmierć i z jakich przyczyn: czy zabije ich głód, promieniowanie, choroba, z którą nie można walczyć bez elektryczności, a może katem okaże się drugi człowiek? W końcu „Blackout” to punkt wyjścia do rozważań nad tym, do czego zdolny jest człowiek w sytuacji bez wyjścia.

Ja już przeczytałam i myślę, trawię tę historię, dyskutuję i rozważam. A Ty, spróbujesz?

Może cię zainteresować

Siedem minut po północy i siedemnaście w miesiącu, podsumowanie listopada
Przeczytaj...
George Szlachetko, Danuta Szlachetko – Wira z Powstania. Wspomnienia
Przeczytaj...
Nadrabianie kryminalnych zaległości, czyli podsumowanie maja
Przeczytaj...
Z kulturą w więzieniu, czyli „Dżentelmen w Moskwie” A. Towles
Przeczytaj...
J. K. Rowling, J. Thorne, J. Tiffany – Harry Potter i przeklęte dziecko
Przeczytaj...