Środowisko policjantów rządzi się własnymi prawami. Wiemy o tym z mediów, z seriali, z książek też, chociaż te, które czytam najczęściej traktują policję z przysłowiowym przymrużeniem oka i często mam wrażenie, że z twardego gliniarza robi się tam fajtłapowatego Kubusia Puchatka, który ma naprawdę mały rozumek. (Mam tutaj na myśli zwłaszcza rewelacyjne komedie kryminalne Olgi Rudnickiej – to, jak policja daje się wodzić za nos Nataliom budzi uśmiech…politowania ;))

Podobnie jest ze środowiskiem polityków, które zdecydowana większość „konsumentów popkultury” kojarzy z (genialnym, swoją drogą) serialem „House of cards”, w którym intryga goni intrygę, zbrodnia popycha zbrodnię, a wszystko ułożone w bardzo zgrabny sposób i wykończone rewelacyjną obsadą.

Co łączy te dwa światy?

Joseph Knox w swojej powieści „Syreny” serwuje nam historię młodego policjanta, który przez swoje przewinienia został skompromitowany, ale dostał niepowtarzalną szansę odkupienia. Jeżeli wykona zadanie, nie zabiorą mu odznaki, a więc stawka jest wysoka. Jak się domyślasz, zadanie nie jest proste – wręcz przeciwnie.

Co Aidan Waits (bo tak nazywa się główny bohater) musi zrobić? Korzystając ze starych doświadczeń ma wejść w świat narkotykowych dealerów i pomóc w odnalezieniu córki posła.

Zaczyna się podróż po nocnych klubach, po pubach, po ciemnych uliczkach i miejscach, o których zwykli ludzie nie mają pojęcia, a które tętnią życiem, ale w tym najbardziej mrocznym znaczeniu.

Narkotyki, seks i przemoc to chleb powszedni ludzi, z którymi przyjdzie policjantowi rozmawiać. Czy uda mu się spełnić rolę „wtyczki”, wykonać zadanie i odkupić winy? Tego dowiesz się jak przeczytasz. A czy warto?

„Syreny” zaliczyłabym do literatury typowo męskiej. Historia Aidana Waitsa jest mroczna, jest skomplikowana, ale w tym wszystkim bardzo konkretna. Uczucia i emocje są pokazane, ale autor nie eksponuje ich tak bardzo jak w szeroko pojętej literaturze kobiecej (i nie, nie mam tutaj na myśli romansideł), nadrabia za to rozbudowaną fabułą i głęboko sięga w przeszłość głównego bohatera. Pozostałe postacie również poznajemy dosyć dobrze i jesteśmy w stanie wyrobić sobie o nich opinię, często niejednoznaczną. Język powieści jest zwięzły, nieskomplikowany. Rozdziały są krótkie, co nadaje akcji dosyć żwawego tempa i powoduje, że błyskawicznie zagłębiamy się w „Syreny” i nie możemy się oderwać. Popularne „jeszcze jeden rozdział” przesuwa się tutaj do granic, bo nie wiem, jak Ty, ale ja widząc 3-stronnicowy rozdział, czytam dalej, dopóki nie znajdę dłuższego.

Przyznam, że rzadko czytam książki sensacyjne i thrillery, moja uwaga mknie raczej ku kryminałom, bo lubię zagłębiać się w zagadki, które niesie ze sobą popełniona zbrodnia. Często jednak denerwuje mnie, kiedy przez 500 stron ciągnie się śledztwo i następuje odbijanie piłeczki, przeciąganie struny i inne takie, byle tylko odsunąć moment ujawnienia tajemnicy. W „Syrenach” tego nie ma. Tutaj akcja rozgrywa się błyskawicznie, nic nie dzieje się bez przyczyny i każdy element układanki ma znaczenie. Mamy wątki sensacyjne, mamy mrożące krew w żyłach wydarzenia, są i zbrodnie, za które ktoś musi odpowiedzieć. Słowem? Idealna książka na wolny wieczór. A dla kogo? Dla miłośników mocnych wrażeń i dla tych, którzy chcą wprowadzić do swojego życia trochę emocji, nie wstając z fotela.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Homoseksualiści, kanibale i gwałciciele… „Dziki seks” Carin Bondar
Przeczytaj...
Czy Jezus był drwaloseksualny? „Historia brody” Ch. Oldstone – Moore
Przeczytaj...
Dwieście procent normy, czyli podsumowanie sierpnia
Przeczytaj...
Alek Rogoziński – Jak Cię zabić, kochanie?
Przeczytaj...
Katarzyna Puzyńska – Trzydziesta pierwsza
Przeczytaj...