Każdy z nas od czasu do czasu ma kontakt z lekarzami. Nawet, jeżeli nie chorujemy, to wysyłają nas na badania kontrolne i inne formalności, bez których nie można skończyć szkoły czy pójść do pracy, a można (tu bardziej nasi rodzice, jeżeli nie mamy osiemnastu lat) trafić do więzienia, czy zapłacić karę.

Jeżeli mamy mniej szczęścia i zarazki czepiają się nas jak rzepy psiego ogona, tym gorzej dla nas. Spędzamy całe dnie w rejestracji, a potem w poczekalni. Wysłuchujemy historii życia dziesięciu osiedlowych emerytek, a potem trafiamy do gabinetu znudzonej życiem pani doktor, która nawet oczu nie otworzy, żeby zaszczycić nas swoim spojrzeniem w trakcie rozmowy (true story, jak tu siedzę!).

Zakładając, że przytrafi nam się coś gorszego (ten pesymizm!), to już w ogóle mamy przechlapane. Kiedy jeszcze na studiach (czyli dosyć dawno, niestety!) poparzyłam sobie palce o żeliwną obudowę kominka, miałam wielkie bąble i nie mogłam ruszać ręką, to w szpitalu powiedzieli mi, że nie jest to sytuacja zagrażająca życiu, więc albo mam jechać na drugi koniec miasta na ostry dyżur, gdzie przesiedzę całą noc i może coś na to poradzą, albo mam iść do domu spać i rano spróbować szczęścia w przychodni – lekarz rodzinny da mi skierowanie (marzenia!) do chirurga, który może (tak, jasne!) mnie przyjmie. Do lekarza rodzinnego dostałam się po tygodniu. Skierowanie dostałam jak się popłakałam z bólu, a na chirurga musiałam czekać kolejne kilka dni, chociaż stałam pod przychodnią od 5 rano (nie wyolbrzymiam!), a mój przypadek został uznany za na tyle poważny, że wpisano mnie gdzieś na górę listy. Do dziś się dziwię, że skończyło się tylko na prawie niewidocznych bliznach, a moje palce działają całkiem sprawnie.

Naprawdę nie chcę się zastanawiać, jak źle byłoby, gdyby przytrafiło mi się coś gorszego. Czasami natomiast zastanawiałam się, czy tylko w Polsce służba zdrowia jest na tak parszywym poziomie. Z odpowiedzią przyszła mi książka dr Rany Awdish „W szoku”. Zapraszam!

Dr Rana Awdish jest lekarzem z powołania. Zawód wybrała, ponieważ chciała pomagać ludziom, a była świadkiem choroby osoby z bliskiej rodziny. W dorosłym życiu wychodzi za mąż za prawnika i pracuje w szpitalu, w którym pacjent przede wszystkim musi czuć się dobrze, ponieważ pracownicy wierzą, że od podejścia lekarza do pacjenta zależy jego samopoczucie, a co za tym idzie – nadzieja na wyzdrowienie. Niezwykle ciekawa jest tutaj kwestia podrzucania chorym karteczek z miłymi słowami, które mają dodawać otuchy w trudnych chwilach i sprawiać, że pacjent wie, że ma jeszcze, na co czekać. Dzięki temu lekarze zyskują jakby… ludzką twarz 🙂

Żeby nie było tak pięknie i kolorowo: kłopoty zaczynają się pod koniec ciąży autorki. Pewnego dnia Awdish bardzo źle się czuje. Jest cała opuchnięta, szumi jej w uszach, kiepsko widzi, cierpi na zaburzenia pamięci i wiele, wiele innych. Dzwoni do swojego męża, informuje go o objawach, jednak ten „musi odpisać na jeszcze jednego maila”. Po interwencji przyjaciółki kobieta trafia do szpitala, a tam ma miejsce małe piekło. Do nikogo nie dociera, że cierpi, musi czekać na swoją kolej, właściwie błagać o uwagę lekarzy. Ale to nadal nic, kropla w morzu. Prawdziwy koszmar ma miejsce, kiedy po wielu godzinach trafia na salę operacyjną.

Chociaż właściwie jest nieprzytomna, to z jakiegoś powodu, słyszy wszystko, co dzieje się wokół niej. Docierają do niej rozmowy lekarzy i pielęgniarek, kilka razy chce im się sprzeciwić, ale nie może, jest biernym słuchaczem. Największe chwile grozy przychodzą w momencie, kiedy słyszy słowa:

Pacjentka nam schodzi.

I faktycznie, dr Rana Awdish doświadcza śmierci klinicznej.

Na szczęście udaje jej się przeżyć, chociaż na drodze do wyzdrowienia spotka ją jeszcze wiele traumatycznych przeżyć. Zetknie się z lekarską znieczulicą, z brakiem wiedzy niezbędnej do decydowania o ludzkim życiu. Zostaną jej przepisane leki, które doprowadzą do tego, że nerki przestaną działać, a na koniec okaże się, że ostatecznie została błędnie zdiagnozowana.

Jaką cenę Awdish musiała zapłacić za to, że przeżyła? Co stało się z dzieckiem, które nosiła w sobie, kiedy zaczęły się wszystkie problemy? Polecam sprawdzić, bo historia naprawdę jest wstrząsająca.

Kiedy czytałam tę książkę, wielokrotnie karciłam się w myślach za to, że wcześniej narzekałam na swoje doświadczenia ze służbą zdrowia. W porównaniu z tym, co spotkało autorkę, moje problemy wydają się pestką.

„W szoku” to nie tylko historia kobiety, którą spotkało coś złego. To historia kobiety, która przeżyła horror zafundowany przez ludzi, którzy przysięgali pomagać. Kiedy się ją czyta, to chwilami naprawdę trudno uwierzyć, że coś takiego faktycznie miało miejsce.

Kto powinien ją przeczytać? Myślę, że przede wszystkim lekarze. Być może spojrzeliby świeżym okiem na swoją pracę, zrobili rachunek sumienia i raz na zawsze zmienili swoje podejście do pacjentów. Bo, naprawdę, odrobina empatii jeszcze nikogo nie zabiła.

Poza tym jest w niej coś, co każdy z nas powinien przeczytać i zapamiętać raz na zawsze: „Jak rozumieć siebie nawzajem?” – krótki poradnik dla pacjenta i lekarza. Awdish pisze o tym, jak obie strony powinny przygotować się do wizyty, o co pytać, na co zwracać uwagę, o czym i jak mówić, żeby zostać odpowiednio odebranym i tak dalej. Warto, choćby dlatego.

Za możliwość przeczytania dziękuję

Może cię zainteresować

Kapelusze, stary młyn i tragedia sprzed lat. D. Gąsiorowska „Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami”
Przeczytaj...
Dla każdego coś dobrego, czyli podsumowanie lutego
Przeczytaj...
Pacjent H. M, czyli kto właściwie? PRZEDPREMIEROWO L. Dittrich „Eksperyment”
Przeczytaj...
PRZEDPREMIEROWO! Wielki powrót detektywa kości, czyli „Trupia farma. Nowe śledztwa” B. Bass, J. Jefferson
Przeczytaj...
O miłości i historii. K. Droga, „Kobieta, którą pokochał Marszałek. Opowieść o Oli Piłsudskiej”
Przeczytaj...