Jak pewnie wiesz, na co dzień pracuję z młodzieżą. I lubię swoją pracę, bardzo. Co nie zmienia faktu, że czasem łapię się za głowę i zastanawiam się, czy naprawdę dana osoba przyszła do mnie właśnie z takim „problemem”? Kiedy trochę ochłonę, pomyślę, to przypominam sobie, na co sama zwracałam uwagę, kiedy byłam w ich wieku, co było dla mnie ważne, co mnie denerwowało i co sprawiało, że miałam wrażenie, że mój świat się zawalił albo przynajmniej wywrócił do góry nogami. I to też były rzeczy, które dziś określiłabym jako „pierdoły”. Nasze myślenie się zmienia, co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Tak samo zmienia się gust książkowy i nasze wybory czytelnicze. Dzisiaj bardzo rzadko sięgam po tak zwaną literaturę młodzieżową, ponieważ wydaje mi się infantylna (to raz), a młodzieńczych historii w pracy mam całe mnóstwo (to dwa), poza tym ciągnie mnie do innych powieści (trzy!). Ostatnio jednak w moje ręce wpadła książka, której opis mnie zainteresował do tego stopnia, że nie mogłam przejść obojętnie. Spróbujmy, może Tobie też się spodoba 😉

Wszystko trwało ułamek sekundy. Błysk ognia i nagle jestem w ognistej kuli. Dociera do mnie, że się palę. Jestem żywą ludzką pochodnią.

Dominika budzi się po kilku dniach.
Wie, że to był wypadek, a ukochany ojciec wcale nie chciał jej zabić.
Teraz, kiedy on jest w więzieniu, ona leży w szpitalu i walczy o życie.
Chociaż właściwie, to inni walczą za nią, ponieważ ona się już poddała.
Ale to, co miało być końcem, okazuje się być początkiem…

Przyznasz, że pierwsze cztery zdania brzmią trochę jak zapowiedź tytułu o sytuacji islamskich kobiet, a tutaj rzecz ma miejsce w Polsce i (dzięki Bogu!) nie jest to historia oparta na faktach. Ale przejdźmy do rzeczy…

Dominika jest nastolatką. Piękną, chociaż „puszystą”. Ma chłopaka, z którym tworzą szczęśliwy związek, ma kochającego ojca i matkę, którą dręczy pewne nieoczywiste uzależnienie. Któregoś dnia postanawia spędzić wieczór w domu. Nie informuje o tym rodziców, relaksuje się. Schodzi na dół, ubrana w czarny szlafroczek swojej matki, przechodzi przez salon i nagle kątem oka dostrzega błysk światła. Okazuje się, że została podpalona przez własnego ojca. Oczywiście nieświadomie. Okrycie, które miała na sobie nie pomogło – sztuczny materiał szybko się roztopił, a płomienie dosięgnęły ciała. Zanim ugaszono ogień, znaczna większość skóry bohaterki została poparzona.

Dominika budzi się w szpitalu. Jej ojciec jest w więzieniu. Dziewczyna popada w depresję i właściwie trudno jej się dziwić. Chłopak, z którym była w związku nawet nie odwiedza jej w szpitalu, w chwili, kiedy najbardziej potrzebuje bliskości i wsparcia, zostaje sama.
Widać jednak światełko w tunelu. Niedługo po tym jak się budzi, odwiedza ją pewien lekarz, który mówi, że pisze pracę naukową na temat oparzeń i chciałby jej przypadek w tej książce zamieścić. Dziewczyna oczywiście się zgadza i zaczynają ze sobą spędzać całe mnóstwo czasu. Okazuje się, że lekarz ma pewną „tajemnicę” z przeszłości – kiedy jeszcze był nastolatkiem, zachorował na nowotwór jądra, który udało się wyleczyć, więc w ramach podziękowania postanowił pomagać innym ludziom. Pięknie? Pewnie! A czy pojawi się miłość? Tak, ale nie będzie to tak oczywiste jak myślisz. Co więcej? Polecam się przekonać.

Bo chociaż książka nie jest wybitna, chociaż bohaterowie nie są specjalnie wykreowani, to jednak temat, który autorka poruszyła jest niezmiernie ważny. Żyjemy w świecie, w którym liczy się wygląd. Za ładną buzię i nieskazitelną figurę jesteśmy w stanie dostać lepszą pracę, wyższe wynagrodzenie i wiele innych przywilejów. Nie zawsze liczą się kwalifikacje i wykształcenie. W wyścigu o szczęście w życiu osobistym jednostka, która ma pewne braki w wyglądzie startuje z odległej pozycji i musi się bardzo „napocić”, żeby dotrzeć do mety, którą jest szczęśliwe życie u boku kochającej osoby.

I teraz można dyskutować, kto ma gorzej: osoba, która od urodzenia nie może się pochwalić pięknym wyglądem, czy osoba, która była piękna, ale w wyniku nieszczęśliwego wypadku (tak jak Dominika) swoją urodę utraciła. Głosów w tej sprawie z pewnością byłoby wiele, podobnie jak argumentów, ale uważam, że książka swoją rolę spełnia. Zwraca uwagę, porusza ważny problem, chociaż, żeby miała coś zmienić – nie sądzę, jeszcze nie dziś. Z pewnością jednak podsunę tę pozycję moim uczniom, omówię, przedyskutuję, zmuszę do myślenia.

A Ty, przeczytasz? 🙂

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu:

Może cię zainteresować

Błękitne koszmary? Katarzyna Michalak, „Błękitne sny”
Przeczytaj...
Pizza, wino i święty spokój, czyli „Wielki Ogarniacz Życia…” Pani Bukowej
Przeczytaj...
I była miłość w czasie wojny… „Czas burzy” Adriana Grzegorzewskiego
Przeczytaj...
Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
Kraina Jezior i mała stabilizacja, PRZEDPREMIEROWO: J. Rebanks, Życie pasterza
Przeczytaj...