Lubimy historie, które opierają się na schemacie „od zera do bohatera / milionera”. Chociaż większość z nich jest tak nieprawdopodobna, że już bardziej się chyba nie da, to jednak my – odbiorcy w pewien sposób naiwnie wierzymy w to, że skoro osoba podobna do nas (albo nawet gorsza!) odniosła sukces, to my też możemy to zrobić. Zdarza się nawet, że damy sobie wpoić, że niewiele nam do tego trzeba. Dobrze, że za marzenia nie karzą.

I tak, możesz powiedzieć, że trochę wiary, że namiastki cudów czasem się zdarzają, ale prawda jest taka, że to są przypadki tak rzadkie, że właściwie mogłyby nie mieć miejsca.

Chociaż podejście mam TROCHĘ 🙂 sceptyczne, to przyznam Ci po cichu, że sama lubię od czasu do czasu przeczytać albo obejrzeć coś w tym klimacie (lubię baśnie, może dlatego?). Dziś przychodzę do Ciebie z najnowszą powieścią niekwestionowanego króla romansów i obyczajówek – Richarda Paula Evansa „Sprzedawca marzeń”. Jest to pierwsza część nowej serii „Opowieści sprzedawcy marzeń”, która z założenia ma być trylogią. Zapraszam!

Główny bohater to mężczyzna, którego autor spotkał podczas swojej podróży po osławionej Route 66. Podjęli rozmowę i tak – od słowa do słowa – Evans usłyszał historię, którą (z pewnymi modyfikacjami) opisał.

Charles James nie miał łatwego dzieciństwa. Jego rodzina była biedna, często jedzenia i innych potrzebnych rzeczy szukali w śmietnikach, ojciec znęcał się nad nim zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Matka nie potrafiła go obronić, zdarzało się, że także podnosiła na niego rękę. Gonzalesowie (bo takie było ich nazwisko po ojcu) byli wierzący, stąd młody Charles, kiedy jego położenie było trudne, powtarzał jak mantrę słowa: „Pamiętaj, Bóg Cię kocha”. Kiedy jego sytuacja nie ulega poprawie, bohater zaczyna wątpić w istnienie Stwórcy i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.

Ucieka z domu, ma zamiar znaleźć pracę i zarobić pieniądze, a co za tym idzie – usamodzielnić się. W swojej podróży „do lepszego życia” poznaje Monikę. Kobieta najpierw częstuje go swoimi wypiekami (przez żołądek do serca? 🙂 ), a później załatwia pracę i organizuje mu nocleg u siebie w domu. Sytuacja między nimi nie jest jednak tak prosta jak może się wydawać, ponieważ dziewczyna jest w związku z innym mężczyzną. Jak potoczy się ich historia? Polecam sprawdzić, już teraz jednak mogę Ci powiedzieć, że kilka lat i wiele nowych doświadczeń później, Charles będzie szalenie bogatym człowiekiem, który jada w najlepszych restauracjach i jeździ szybkimi samochodami, i nie musi przejmować się tym, że na kolację zje to, co wyrzucił ktoś inny.

Jak do tego doszło? Ja już wiem, a Ty możesz się dowiedzieć, sięgając po „Sprzedawcę marzeń”.

Richard Paul Evans w typowy dla swojej twórczości sposób, opowiada czytelnikom historię człowieka, którego życie jest jedną wielką sinusoidą. Zaznaje bólu, poniżenia, biedy, głodu, ale również miłości, szczęścia i spełnienia. Żadne z tych uczuć nie towarzyszy mu jednak na stałe, wszystko się zmienia, a on wydaje się być zagubiony. Bo kiedy układa się w jednej dziedzinie, to psuje się w innej. I tak w kółko. Powiesz, że samo życie? No jasne, ale mimo wszystko myślę, że żadnemu z nas nie przytrafiają się aż tak skrajne sytuacje.

James ma jednak sporo szczęścia, bo otaczają go ludzie, którym na nim zależy i którzy zrobiliby dla niego wiele, o ile nie wszystko. Sporo również w swoim życiu zepsuł i może za to winić wyłącznie siebie samego. Czy życzliwi naprowadzą go na dobrą drogę i postanowi dopracować swoje życie tak, żeby w końcu zaznać pełni szczęścia tego, myślę, dowiemy się w zapowiadanych dwóch kolejnych częściach.

Tym, którzy znają twórczość Evansa „Sprzedawca marzeń” może się skojarzyć z innym jego cyklem, mam tutaj na myśli „Dzienniki pisane w drodze” (o jednej z części pisałam tutaj). W obu seriach mamy motyw wędrówki, jest mniej lub bardziej mglisty cel, który ma zostać osiągnięty po dotarciu na miejsce, są również problemy osobiste. Jak w każdej powieści tego autora, tak tutaj nie brakuje rozdziałów, które zaczynają się od cytatów / złotych myśli z pamiętnika głównego bohatera.

Podsumowując? Kolejny smakowity kąsek dla fanów twórczości Evansa. Lekka, przyjemna książka do poczytania w parku czy na pikniku. Nie pozostaje mi nic więcej jak polecić ją Twojej uwadze i zawieźć mamie, która wprost nie może się doczekać!

Za możliwość przeczytania dziękuję

Może cię zainteresować

Zwiedzanie Iranu z książką, czyli „Fashionistki zrzucają czadory” A. Chrobak
Przeczytaj...
„Love, Rosie” po polsku? Anna Płowiec, „W cieniu magnolii”
Przeczytaj...
Jojo Moyes – Zanim się pojawiłeś
Przeczytaj...
Wino, skrzypce i rodzinna tajemnica… „Melodia zapomnianych miłości” D. Gąsiorowska
Przeczytaj...
Zostań diwą PCOS, Amy Medling „Wylecz PCOS”
Przeczytaj...