Zauważam u siebie zmiany zainteresowań czytelniczych, które następują falami. W liceum i na studiach zaczytywałam się w fantastyce. Potem ustąpiła ona na krótko książkom obyczajowym i komedio-kryminałom. Kiedy skończyłam studia, zdecydowanie chętniej zaczęłam sięgać po kryminały i thrillery. I tak zostało właściwie do dzisiaj. W bibliotece jest to dział, do którego drepczę tuż po tym jak przejrzę nowości. Już jakiś czas temu powzięłam postanowienie, że to się zmieni, że wprowadzę pewne urozmaicenia do swojej listy, która (muszę przyznać) tworzona jest dosyć spontanicznie. (Tutaj przerwałam pisanie, bo przypomniało mi się, że widziałam dzisiaj wpis z nowościami u mnie w bibliotece, więc zamawiam kilka tytułów.) Jestem otwarta na nowości i podatna na to, co jest mi polecane, przez każdego. Nie mam w tej dziedzinie autorytetów, chociaż może powinnam 😉

Ostatnio taką propozycję otrzymałam (ku ogromnej uciesze!) od pewnego autora, o którego powieści trochę Ci dzisiaj opowiem. Tomasz Wojewódzki i jego „Rada Ognia”, rozpoczynająca sagę „Boskiego dziedzictwa” – zapraszam!

Książka rozpoczyna się od prologu, w którym autor próbuje odpowiedzieć na pytanie, czym jest świat i wychodząc od tego tematu, nakreśla nam pokrótce koncepcję stworzonego w powieści uniwersum. Akcja pierwszego tomu dzieje się w Świecie Dwunastym, o którym Wojewódzki pisze, że jest:

uniwersum tak podobnym, a jednocześnie tak różniącym się od tego, które znasz.

Główny bohater powieści, Maks Lree, ma dwadzieścia lat i jest Wetromem (gatunek inteligentnych ssaków, nazywanych także ludźmi). Jest ścigany, chociaż nie wie, dlaczego. Szybko jednak dociera do niego, że podejrzewają go o zbrodnie, których nie popełnił, a jeszcze szybciej uzmysławia sobie fakt, że choćby nie wiadomo, jak bardzo się starał, to i tak nie wytłumaczy im, że jest niewinny. Kim są oni? S.W.O.R.P to najważniejsza paramilitarna jednostka antyterrorystyczna w Federacji. Najlepszym wyjściem wydaje się być ucieczka i sukcesywne gromadzenie informacji, które później mogą okazać się przydatne.

Z pomocą swojego wujka – Władka ucieka z więzienia, a następnie zostaje wtajemniczony w najgłębiej skrywane elementy życiorysu swojego, nieżyjącego już, ojca. Okazuje się, że mężczyzna władał Żywiołem Ognia, a syn odziedziczył po nim te zdolności. Dodatkowo, wuj jest w posiadaniu maszyny, która ma pomóc zapanować nad darem, który Maks posiada, a nawet sprawić, że moc się rozwinie. Zanim jednak będą mogli w pełni poświęcić się zgłębianiu tajników żywiołu, a nie oglądaniu się za siebie, muszą oczyścić Maksa z zarzutów. Jak to zrobią? Czy maszyna zadziała? Na czym w ogóle polega niezwykły dar głównego bohatera? Tego i wielu innych rzeczy dowiesz się z książki.

A jakie są moje wrażenia po przeczytaniu tej powieści?

Przyznam, że na początku podeszłam do niej ze sprzecznymi emocjami. Z jednej strony był entuzjazm, bo powrót do gatunku, który darzę sentymentem i moja pierwsza książka z autografem. Z drugiej strony obawa, że jeżeli okaże się słaba, to zniechęcę się do fantastyki na dobre i znów minie wiele czasu, zanim zdecyduję się spróbować.

Ostatecznie pluję sobie w brodę. I to tak konkretnie. „Rada Ognia” przypomniała mi, jak wiele straciłam, odsuwając się od fantasy. Znów poczułam się jak wtedy, gdy czytałam „Igrzyska śmierci”, „Grę o tron”, „Długą ziemię” i im podobne. Wyobrażałam sobie świat, który autor wykreował od początku do końca, bohaterów, którym nadał określone cechy. Z zapartym tchem śledziłam historię, którą wymyślił. A uwierz mi – jest, co śledzić, bo tytuł liczy sobie ponad 450 stron.

Pierwsza część „Boskiego dziedzictwa” to naprawdę obiecujący debiut, który sprawia, że niecierpliwie czeka się na kontynuację. Napisana jest przyjemnym, nieskomplikowanym językiem, chociaż przyznam, że chwilami zastanawiałam się, jak poprawnie wymówić niektóre wyrazy (w tym nazwisko głównego bohatera), mam pewną koncepcję, ale nie zdziwię się jak prędzej czy później zostanę wyprowadzona z błędu. 😉

Na końcu książki zamieszczony został leksykon, w którym znajdziemy najważniejsze pojęcia, występujące w powieści. Jest to naprawdę fajny ukłon w stronę czytelnika, bo przyznam, że sama nie raz i nie dwa zajrzałam do niego w trakcie czytania, żeby usystematyzować informacje.

Podsumowując? „Rada Ognia” to kawałek dobrej i dość ambitnej literatury fantasy. Tytuł szczególnie poleciłabym osobom, którym klimaty fantastyczne nie są obce i które lubią czytelnicze wyzwania. Nie jest to bowiem historia, którą przeczytasz w jeden wieczór, a za dwa dni zapomnisz. Tutaj trzeba przysiąść, skupić się i przetrawić.
Jak już to zrobisz, to nie pożałujesz. Ja nie żałuję. I czekam niecierpliwie na drugą część 😉

Za możliwość przeczytania dziękuję Tomaszowi Wojewódzkiemu.

Może cię zainteresować

Kapelusze, stary młyn i tragedia sprzed lat. D. Gąsiorowska „Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami”
Przeczytaj...
Marność nad marnościami, czyli podsumowanie kwietnia
Przeczytaj...
Z pejczem do powstania, czyli „Baronówna…” Michała Wójcika
Przeczytaj...
O tych, którzy przysięgali nie szkodzić. PRZEDPREMIEROWO dr R. Awdisz „W szoku”
Przeczytaj...
O miłości i historii. K. Droga, „Kobieta, którą pokochał Marszałek. Opowieść o Oli Piłsudskiej”
Przeczytaj...