Z twórczością Olgi Rudnickiej po raz pierwszy spotkałam się co najmniej 5 lat temu. Obiecałam sobie wtedy (tak, wiem, to dziwne, że to pamiętam), że przeczytam książkę polskiego autora (autorki), która nie jest lekturą szkolną. Z pewnym zacięciem poszłam do biblioteki i przechadzałam się między półkami, żeby wybrać coś, co mogłoby mnie zainteresować, a nie byłoby książką Małgorzaty Kalicińskiej o wiadomym tytule. Byłam już dosyć mocno zrezygnowana, kiedy dotarłam do literki R. Mój wzrok przesuwał się ze znudzeniem po grzbietach książek, kiedy zobaczyłam coś, co sprawiło, że musiałam wziąć tę jedną do ręki. Pozycja była raczej niepozorna, okładka nieciekawa, ale za to jaki tytuł! Chodzi mi oczywiście o „Lilith”. Dla niewtajemniczonych, Lilith jest uważana za matkę wszystkich potworów i demonów, za jedną z pierwszych wampirzyc, która zakradała się do domów i wypijała krew niemowląt. Jak się później okazało, książka z wampirami miała niewiele wspólnego, bardziej z czarownicami, ale i tak wciągnęła mnie niesamowicie.
Potem poszło już taśmowo, przeczytałam pozostałe książki: Martwe jezioro, Czy ten rudy kot to pies? Zacisze 13, Zacisze 13 Powrót, Cichego wielbiciela, Fartowny pech. Na mojej półce specjalne miejsce zawsze będzie zajmował cykl Natalii 5 (Natalii 5, Drugi przekręt Natalii, Do trzech razy Natalie), który polecam dosłownie każdemu.

Tak bardzo spodobała mi się twórczość Rudnickiej, że kiedy była we Wrocławiu na spotkaniu autorskim, popędziłam na nie razem z koleżanką. Zazwyczaj tego nie robię, bo wiele razy słyszałam, że ktoś zaprzestał czytania książek, bo jego ukochany autor okazał się zapijaczonym troglodytą. Przełamałam się i nie żałuję, bo po spotkaniu zakochałam się w twórczości Rudnickiej jeszcze bardziej! Od tamtego momentu z niecierpliwością czekam na wszystko, co wyjdzie spod jej pióra (albo laptopa :)). A wychodzi sporo. Z tego, co słyszałam, szykują się w tym roku dwie pozycje, ale na razie przychodzę do Ciebie z „Diabli nadali”, co to takiego?

Pierwsze, co pojawia się w mojej głowie, kiedy pomyślę o tej powieści, to stwierdzenie, że jest to typowa książka Olgi Rudnickiej. Jeżeli ktoś lubi silne osobowości, dużą dawkę humoru i niecodzienne sytuacje w pozornie codziennych okolicznościach, to na pewno się nie zawiedzie. Autorka kolejny raz zaskoczyła mnie pomysłem na historię. Jaką?

Główną bohaterką jest tym razem Monika – katoliczka, która uparcie wierzy w ideę zachowania czystości do ślubu. Pracuje jako sekretarka (przypomnijcie sobie teraz wszystkie kawały i historie o sekretarkach – robi się ciekawie?), jej przełożonym jest Diabeł. Mężczyzna nieziemsko przystojny, ale z równie parszywym charakterem. Przebiera w kobietach jak w ulęgałkach (co ma swoją przyczynę, jak się z czasem dowiemy) i sekretarce zleca kupowanie kwiatów i bielizny dla swoich kolejnych kochanek. Z Moniką łączy go specyficzna, napięta relacja, która zdaje się nieuchronnie prowadzić do romansu czy wkroczenia na scenę Amora, ale nic z tych rzeczy się nie dzieje. Ma za to miejsce coś zupełnie innego. Pewnego dnia sekretarka przychodzi do pracy i znajduje zwłoki swojego szefa, leżące w gabinecie, dokładniej na biurku. Do akcji wkracza uwielbiana przez Rudnicką policja. Podejrzanych jest całe mnóstwo, jednak na czele listy znajduje się główna bohaterka. Jak sprawa się zakończy? Nie zdradzę, powiem tylko, że (jak zwykle) nieoczekiwanie.

Na koniec dodam, że stwierdziłyśmy z moją siostrą, że to chyba pierwsza książka Rudnickiej, która ma naprawdę DOBRĄ okładkę. Wszystkie pozostałe są kiepskie. No, może poza cyklem Natalii 5, te są niezłe. I może to płytkie, ale jednak wszyscy patrzymy na okładki. Ciekawe, ile osób nigdy nie zetknęło się z twórczością Rudnickiej właśnie ze względu na ten detal (a może nie detal?)?

Może cię zainteresować

Lipowo, Czarna Madonna i czytanie w myślach, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
I była miłość w czasie wojny… „Czas burzy” Adriana Grzegorzewskiego
Przeczytaj...
Pizza, wino i święty spokój, czyli „Wielki Ogarniacz Życia…” Pani Bukowej
Przeczytaj...
Janusz Leon Wiśniewski – S@motność w sieci
Przeczytaj...
Siedem minut po północy i siedemnaście w miesiącu, podsumowanie listopada
Przeczytaj...