Natura jest zaskakująca. Zapewne nie jeden i nie dwa razy zdarzyło Ci się usłyszeć takie stwierdzenie. I chociaż ja do wielbicieli roślin i zwierząt nigdy się nie zaliczałam i prawdopodobnie nie będę się zaliczała, to jednak muszę przyznać rację.

Za każdym razem kiedy przyjdzie mi się zmierzyć z ogromem różnorodności fauny i flory, to zaczynam się zastanawiać, jak to właściwie jest możliwe, że tyle gatunków potrafi żyć ze sobą w zgodzie. Przyznam, że takie sytuacje zdarzają się stosunkowo rzadko, bo jeżeli mam do wyboru dobry kryminał i książkę o biologii, to najpewniej wybiorę to pierwsze, ale w ramach urozmaicania sięgam również po takie pozycje.

Jakiś czas temu opowiadałam Ci o książce „Dziki seks” (tutaj). Dziś przychodzę do Ciebie z recenzją książki, która stworzona została po to, żeby wywoływać w czytelnikach skrajne emocje. Dlaczego? Bo temat jest kontrowersyjny. Jedni ludzie kochają „robaki”, inni ich nienawidzą. Ze świecą szukać takich, dla których są one zupełnie obojętne. Anne Sverdrup – Thygeson „Terra insecta. Planeta owadów” dziś na tapecie!

Autorka tej pozycji specjalizuje się w badaniu życia owadów. Prowadzi zajęcia ze studentami na jednym z uniwersytetów, a także aktualizuje dosyć poczytnego bloga o tożsamej tematyce. Przyznasz, że to dosyć ciekawe zainteresowania jak na kobietę J  Ale do rzeczy!

„Terra insecta…” to książka, dzięki której odrobinę łagodniej spojrzymy na wszystkie maleńkie żyjątka, które pojawiają się w naszych domach czy mieszkaniach. Nagle okaże się, że nie wszystkie są tak bezużyteczne jak nam się wydawało i może żądza mordu, która pojawia się w naszych oczach na widok muchy odrobinę zelżeje.

Oczywiście po lekturze nie okaże się nagle, że owady nie przenoszą zarazków, że mucha nie siada najpierw na odchodach, a potem na naszych talerzach. To są fakty, z którymi już dawno przestaliśmy dyskutować. Dzięki Anne Sverdup – Thygeson przynajmniej będziemy bardziej świadomi w zakresie przyczyn takiego stanu rzeczy.

Książka ta nie ogranicza się, rzecz jasna, wyłącznie do insektów z „naszego podwórka”, dowiadujemy się z niej również więcej na temat tych, których w Polsce próżno szukać, a uwierz mi, bywają naprawdę egzotyczne! Na przykład? Osy, które są w stanie przejąć kontrolę nad chrząszczami, łowikowate, które mają na tyle dużo siły, że są w stanie upolować kolibra i wiele, wiele innych. Kiedy czytamy o dokonaniach tych maleńkich mieszkańców kuli ziemskiej, to całkiem zasadne byłoby zastanawianie się, czy aby na pewno nie przenieśliśmy się do jakiegoś filmu o tematyce science fiction, ale nic z tych rzeczy… To sama natura!

Terra insecta…” to pozycja, którą powinien zainteresować się każdy wielbiciel owadów czy przyrody / biologii w ogólności. Z drugiej strony jest to niewątpliwe źródło inspiracji dla wszelkiego rodzaju twórców literatury (ale przecież nie tylko…) fantasy czy science fiction. Bo skoro owady mają moce, to dlaczego nie przypisać ich swoim bohaterom? Kto świadomemu i oczytanemu zabroni?! To również książka, która przeciętnemu człowiekowi otwiera oczy na to, co dzieje się tuż przed jego nosem, a czego nie dostrzega, choć mógłby, gdyby tylko zechciał.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Na celowniku zawziętej dziennikarki, czyli PRZEDPREMIEROWO „Czy już zasnęłaś” K. Barber
Przeczytaj...
Ognisty temperament i anielski głos. PRZEDPREMIEROWO: K. Droga „Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie”
Przeczytaj...
Życie po życiu, reinkarnacja i neurochirurgia. E. Alexander „Serce świadomości”
Przeczytaj...
Współczesna Pocahontas, czyli Jojo Moyes „Srebrna Zatoka”
Przeczytaj...
Od legend do współczesności i „Gry o tron”. „Strażnik kruków”.
Przeczytaj...