Sierpień upłynął mi pod znakiem oswajania się z mieszkaniem na wsi i przygotowań do powrotu do pracy. Trzeba było zrobić badania, ogarnąć papiery, odwiedzić szkołę, kupić zeszyt (nauczyciele też ich potrzebują!) i takie tam. Chociaż kilka razy zdarzyło mi się jeździć pksem, to jednak ilość przeczytanych książek w ósmym miesiącu roku zdecydowanie nie jest powalająca. Ubolewam nad tym, ale mam motywację do tego, żeby we wrześniu było lepiej!

Nie przedłużając…

W poprzednim miesiącu…

Ewa Żarska, „Łowca. Sprawa Trynkiewicza”. Recenzję tej książki możesz znaleźć tutaj. Podobała mi się, czytało się przyjemnie, chociaż tematyka trudna, żeby nie powiedzieć – traumatyczna. Przypominała o głośnej zbrodni sprzed lat, a także ujawniła nowe fakty. Warto, bo naprawdę czyta się błyskawicznie.

Tom Perrota, „Pani Fletcher”. Ten tytuł już niebawem pojawi się na blogu, więc zaglądaj! 🙂

Michał Wójcik, „Treblinka ’43. Bunt w fabryce śmierci”. Kolejny tytuł, o którym więcej pisałam tutaj. Wydawać się może, że o drugiej wojnie powiedziano już wszystko. Jednak nie. Mnóstwo zdjęć i dokumentów. Zatrważające.

Olga Rudnicka, „Zbyt piękne”. Tę autorkę cenię od dawna. Niestety, każda kolejna jej książka sprawia, że przestaję się zachwycać, bo mam wrażenie, że otrzymuję… odsmażonego kotleta. Niby jest fajnie, historia ciekawa, śmieszna, żarty wywołują uśmiech na twarzy, ale ma się to wrażenie, że to wszystko już było. I może nie budzi odrazy, ale również nie zachwyca.

Aleksandra Kubiak – Sokół, „Poprawnie po polsku. Poradnik językowy PWN”. Książka – podręcznik, w której zamieszczono pytania nadesłane do poradni. Jedne ciekawe, innej mniej, całe mnóstwo się powtarza. Dla osoby, która czyta książki o tej tematyce – nic ciekawego. Dla laika – pozycja obowiązkowa.

Patrycja Pustowiak, „Maszkaron”. O tej pozycji powiedział mi mój narzeczony. W jakimś radiu tak bardzo się nią zachwycali, że aż zapamiętał tytuł i zapytał mnie, czy czytałam. Wtedy nie, ale od ręki zamówiłam w bibliotece. I nie żałuję, bo chociaż pozycja wybitna nie jest, to ma w sobie pewien urok. Nie od dziś wiadomo, że osoby atrakcyjne mają w życiu lepiej. A jak mają te brzydkie? Na to pytanie odpowie Ci ta książka.

Alex Perry, „Dobre matki”. Kolejna pozycja, o której pisałam w sierpniu (tutaj). Książka, która wstrząsnęła mną tak bardzo, że wspominam o niej przy każdej możliwej okazji. Wstrząsająca, dająca do myślenia.

Curtis Sittenfeld, „Pierwsze wrażenia”. Wydawca reklamuje ją jako współczesną wersję „Dumy i uprzedzenia” (o ile dobrze pamiętam), do klasyki nie wzdychałam i tutaj również zachwytów nie było. Ale tragedii też nie. Można przeczytać, ale nie będzie to historia, którą zapamiętamy do końca życia ani nawet do końca roku.

Beata Kost, „Kobiety ze Lwowa”. Lubię książki historyczne i biograficzne. Doceniam te, nad którymi ktoś przysiadł, poświęcił im czas, dopracował. Przy tym tytule miałam wrażenie, że wszystko jest nie tak. Brak wspólnej osi, odniosłam wrażenie, że na chybił-trafił wrzucone nazwiska nauczycielek, aktywistek, pisarek i innych. Nie podobała mi się.

Daniel L. Everett, „Język – narzędzie kultury”. Pozycja ciekawa, autor niewątpliwie posiada ogromną wiedzę w zakresie lingwistyki. Pierwsza połowa książki była fantastyczna. Druga… nudna.

Jennifer Egan, „Manhattan Beach”. Kolejny tytuł, o którym więcej pisałam tutaj. Obszerna, wielowątkowa, powieść idealna?

Charlotte Link, „Obserwator”. To moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Przyznam, że zakończenie powieści było dla mnie nieco zaskakujące. Jednak sposób pisania Link nie zachwycił mnie, dlatego wrócę do niej najpewniej dopiero za jakiś czas.

Michael Tsokos, „Smak śmierci”. Wydawca sugerował coś podobnego do „Chemii śmierci” Becketta. Wyszła marna namiastka. Początkowo jeszcze dało się to czytać, ale im dalej – tym gorzej. Moim zdaniem nie warto.

Zatem trzynaście. Dokładnie tyle samo, co w poprzednim miesiącu. Przyznam, że spodziewałam się nieco mniejszej liczby, ale z drugiej strony biorąc pod uwagę to, że miałam wakacje, to jednak mogło być tego więcej 🙂

Ulubieńcy miesiąca

Książki, które zostaną ze mną na dłużej to:

  1. Alex Perry, „Dobre matki”.
  2. Patrycja Pustowiak, „Maszkaron”.

Najgorsi w miesiącu

Tytuły, których zdecydowanie nie polecam, bo zwyczajnie szkoda na nie czasu:

  1. Beata Kost, „Kobiety ze Lwowa”
  2. Michael Tsokos, „Smak śmierci”

Ile w 2018?

Na koniec lipca bilans wynosił 107, dodając sierpniowe 13, mam 120. Jeszcze tylko 30 (teraz nawet mniej) i postanowienie noworoczne zostanie wypełnione!

Zaadoptowałam

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Literanova trafiły do mnie:

  • Jennifer Egan, „Manhattan Beach”,
  • John E. Douglas, Mark Olshaker, „Mindhunter. Podróż w ciemność”.

W prezencie urodzinowym (wcześniejszym) dostałam „Parabellum” Remigiusza Mroza.

Plany na wrzesień

Kolejny miesiąc zaczęłam z „Mindhunterem”, którego recenzję możesz już znaleźć na blogu (tutaj) oraz ze „Słowikiem”.

Może cię zainteresować

Jak cuda, to tylko pod jemiołą! R. P. Evans, „Tajemnica pod jemiołą”
Przeczytaj...
O zachwycie wojną i rozczarowaniu magią, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
Kasza, Anglia i ogarnianie życia, czyli podsumowanie września
Przeczytaj...
Zabójstwa, zdrady, seks i gra o tron, czyli podsumowanie czerwca
Przeczytaj...
Zwiedzanie Iranu z książką, czyli „Fashionistki zrzucają czadory” A. Chrobak
Przeczytaj...