Uwielbiam kryminały. Fascynuje mnie psychika zbrodniarzy. Z zapartym tchem śledzę całe historie i próbuję zrozumieć motyw zbrodni, emocje, które targały mordercą, porywaczem czy gwałcicielem. Wydaje nam się często, że to jest proste, że motyw jest jeden i powtarza się w nieskończoność. Rzeczywistość jest jednak inna. Okazuje się, że co osoba, ba! co zbrodnia, to inny motyw. Czasem jest zupełnie nieprawdopodobny, niezrozumiały. A jednak.

Po wszystkich tytułach, które przez lata udało mi się przeczytać, nauczyłam się jednego: mieć otwarty umysł i być gotową na nieprzewidywalne. Bo kryminaliści są właśnie tacy. A mogą być jeszcze gorsi, bo to, co przekazują nam autorzy poczytnych powieści, to kropla w morzu tego, czego doświadczają policjanci pracujący przy prawdziwych sprawach.

Ostatnio w moje ręce wpadła książka inna, niż wszystkie, które do tej pory czytałam. Jaka?
John Douglas i Mark Olshaker „Mindhunter. Tajemnice elitarnej jednostki FBI”.

I chociaż na polskim rynku wydawniczym pozycja ma premierę dopiero jutro (11 października 2017), to pierwsze wydanie miało miejsce w 1995 roku, czyli 22 lata temu! Skąd taka nagła zmiana? Otóż niebawem Netflix wypuści serial nakręcony na podstawie tej książki! Ale przejdźmy do konkretów…

Wydawca reklamuje ją jako:

Mroczna książka Johna Douglasa – jednego z najwybitniejszych profilerów w dziejach FBI.
Douglas badał miejsca zbrodni dokonywanych przez najgroźniejszych psychopatów, próbował przewidzieć kolejne ruchy seryjnych morderców i stawał z nimi oko w oko. Stał się pierwowzorem postaci agenta Jacka Crawforda z filmów o Hannibalu Lecterze. Teraz dzieli się opowieściami o swoich najsłynniejszych śledztwach i ryzykownych próbach wniknięcia w najmroczniejsze zakamarki umysłów psychopatów.
Żeby złapać seryjnego mordercę, musisz spojrzeć na świat jego oczami. Musisz zacząć myśleć jak bestia.

John Douglas dziś jest znany jako jeden z najwybitniejszych profilerów w dziejach FBI. W tej książce (z pomocą Marka Olshakera – autora znanego z kryminalnej literatury faktu) opowiada swoją historię. Wspomina o swoim dzieciństwie, o latach wczesnej młodości, o tym, jak stawiał pierwsze kroki w zawodzie, przechodząc w końcu do tego, co najbardziej fascynujące, a więc, jak stał się międzynarodowym autorytetem w dziedzinie profilowania przestępców.
Oprócz elementów autobiograficznych autor zapoznaje czytelników z wieloma przykładami spraw, przy których miał okazję pracować.

Przyznam, że dopóki nie sięgnęłam po tę książkę, nie miałam pojęcia, że na podstawie śladów na miejscu zbrodni można wyczytać tak wiele. Jasne, wiedziałam, że badając próbki DNA z włosów, tkanek czy płynów ustrojowych pozostawionych na ciele ofiary, da się określić płeć, kolor skóry i niektóre cechy fizyczne. Miałam świadomość, że badając rany można wywnioskować, jakiej postury był napastnik. Nie wiedziałam jednak, że posiadając odpowiednie przygotowanie, można na podstawie oględzin miejsca zbrodni i dodatkowego wywiadu przeprowadzonego w bliskim otoczeniu ofiary, wywnioskować, jakim samochodem (marka i kolor!) jeździ przestępca, czy się jąka, kim jest z zawodu, gdzie i z kim mieszka…

Nie zdawałam sobie również sprawy z tego, że morderstwa, o których czytam w kryminałach, które czasami obrzydzają mnie tak bardzo, że jeszcze długo po odłożeniu książki mam przed oczami obraz, który sobie wyobrażę, to tak naprawdę nic w porównaniu z rzeczywistością. Prawdziwy morderca potrafi zadać ofierze kilkadziesiąt ciosów nożem, a potem uprawiać z nią seks. Potrafi włożyć członek do dziury, którą chwilę wcześniej wyciął w brzuchu zamordowanej osoby. Nie przejmuje się tym, że za ludźmi, których pozbawił życia ktoś będzie tęsknił, ktoś będzie płakał, że ktoś ich znajdzie i ten obraz – obraz zwłok (w różnym stanie) odbije się piętnem na życiu wielu osób.

Przestępcy są różni, motywy, które popychają ich do popełnienia zbrodni są różne, ale tak naprawdę jest kilka elementów, które się powtarzają. Douglas wspomina o tym, że zdecydowana większość tych, którzy popełniają przestępstwa to ludzie o wysokim ilorazie inteligencji, najczęściej wyalienowani, tacy, którym nie poukładało się w życiu osobistym. Niektórzy dźwigają brzemię jeszcze z dzieciństwa. Zdecydowana większość morderców to mężczyźni, jednak zdarzają się również kobiety: na przykład pewna kobieta chciała zabić swojego męża – funkcjonariusza FBI, ponieważ ich małżeństwo ulegało rozpadowi, ona popadła w alkoholizm i dostała ultimatum: albo zmieni swoje nawyki i zacznie normalnie funkcjonować, albo mąż się z nią rozwiedzie, pozbawiając ją jednocześnie opieki nad dziećmi. Z dnia na dzień stała się kochającą żoną, przestała pić, przygotowywała mężowi posiłki, a w międzyczasie wynajęła mężczyzn, którzy mieli pozbyć się kłopotliwego małżonka. Szczęśliwie (dla niego) próba zakończyła się (bolesnym) fiaskiem.

Oprócz wspomnianych wyżej podobieństw jest jeszcze jedno, które szczególnie mnie zainteresowało. Okazało się bowiem, że swego czasu był jeden bardzo konkretny model samochodu, który był preferowany przez morderców. Jaki? Polecam przeczytać!

Autorzy w umiejętny sposób stworzyli książkę, która jest mieszanką autobiografii, powieści sensacyjnej i powieści kryminalnej. Snują przed czytelnikiem historię, która nie ma dobrego początku ani szczęśliwego zakończenia. Pełna jest krwi, flaków i ludzkiego szaleństwa, które przekłada się na krzywdę innych ludzi, najczęściej niewinnych. Przed popadnięciem w paranoję chroni nas jednak świadomość, że są tacy ludzie jak John Douglas, którzy mają ogromną wiedzę i doświadczenie w łapaniu przestępców, i przekazują ją kolejnym pokoleniom.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Brak sumienia, socjopatia i głodny pies, czyli „Socjopaci są wśród nas” dr M. Stout
Przeczytaj...
Katarzyna Puzyńska – Łaskun
Przeczytaj...
Alek Rogoziński – Jak Cię zabić, kochanie?
Przeczytaj...
Kraina Jezior i mała stabilizacja, PRZEDPREMIEROWO: J. Rebanks, Życie pasterza
Przeczytaj...
Błękitne koszmary? Katarzyna Michalak, „Błękitne sny”
Przeczytaj...