Dzieciństwo osób w moim wieku zdecydowanie różniło się od tego, jak wygląda dzieciństwo osób młodszych. Kiedy ja miałam dziesięć lat, to chciałam całe dnie spędzać na podwórku, bawiąc się z koleżankami. Wstawałam o siódmej rano i dziwiłam się, dlaczego mama jeszcze śpi i nie chce mnie wypuścić, skoro zjadłam już śniadanie i się ubrałam, a w domu będę jej tylko przeszkadzać.

Znosiłyśmy gałęzie, pojemniczki, gazety i inne pierdoły do miejsca, które nazywałyśmy „bazą”, zbierałyśmy szkła, kwiatki i inne pierdoły, kopałyśmy dziury w ziemi i układałyśmy „widoczki”, biegałyśmy po osiedlu, dzwoniłyśmy domofonami i gadałyśmy jakieś pierdoły, żeby zdenerwować ludzi, robiłyśmy pikniki, babki z piasku, wyścigi i wiele, wiele innych.

Telefony komórkowe nie były jeszcze tak powszechne jak dzisiaj, więc kiedy chciałyśmy się umówić na podwórku, to najzwyczajniej w świecie jedna z nas przychodziła po drugą (a potem trzecią, czwartą i kolejne), dzwoniła domofonem albo wrzeszczała pod oknem, dopóki ktoś (niekoniecznie sama zainteresowana J ) nie wyjrzał.

Lata dzieciństwa kojarzą mi się więc z beztroską, z poznawaniem świata i brakiem większych problemów. Z zupełnie czymś innym swoje młode lata kojarzy bohater książki, z którą dzisiaj do Ciebie przychodzę. „Kredziarz” autorstwa C. J. Tudor – zapraszam!

Główny bohater powieści – Ed jest dorosłym mężczyzną, uczy w szkole, ale jego życie osobiste nie jest usłane różami. Ma duży dom, jednak nie jest w stanie sam go utrzymać, więc wynajmuje pokój sporo młodszej od siebie Chloe. Choć początkowo nie jest przekonany do tego pomysłu, z czasem myśli o niej jak o swojej przyjaciółce i wie, że może na nią liczyć. Jego współlokatorka nie wie o nim wszystkiego (a może tylko mu się wydaje, że nie wie?). Ed dźwiga całkiem spory bagaż przeżyć z przeszłości. Jako młody chłopiec najpierw zobaczył w wesołym miasteczku jak dziewczyna, którą się zachwycał ulega strasznemu wypadkowi, a niedługo później wraz z kolegami znajduje jej rozczłonkowane zwłoki.

Powiesz, że owszem – to straszne, ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego? Może i masz rację, ale jeżeli dołożyć do tego fakt, że chłopcy mieli specyficzny sposób porozumiewania się ze sobą: każdy, kto należał do paczki miał przypisany określony kolor kredy i kiedy umawiali się na spotkanie, rysowali symbole, które miały dać wskazówki pozostałym członkom co do miejsca zbiórki. Ktoś posłużył się tymi symbolami i sprowadził dwunastoletnich chłopców do lasu, gdzie znaleźli zwłoki dziewczyny. Tym, co jeszcze powinno wydać się dziwne jest fakt, że przez lata nie znaleziono brakującej części ciała. Głowy.

Po upływie wielu lat sprawa nadal funkcjonuje w psychice Eda i jego kolegów, jednak jest zepchnięta na dalszy plan. Wszystko się zmienia, kiedy pewnego dnia w mieście pojawia się Mickey, który ma w planie napisać książkę opartą na tej właśnie historii. Prosi Eda o pomoc, a jako zachętę podaje argument, że wie, kto jest mordercą.

Być może ta wiedza, a być może coś innego doprowadza do tego, że sam Mickey zostaje zamordowany. Kto to zrobił i jak potoczyły się dalsze losy Eda? Czy sprawa zabójstwa dziewczyny zostanie rozwikłana? Gdzie jest jej głowa i w końcu: kim jest tytułowy Kredziarz? Na te (i więcej!) pytań odpowiedź znajdziesz w książce.

„Kredziarz” jest literackim debiutem C. J. Tudor. Po przeczytaniu „Idealnej” Magdy Stachuli przestałam uprzedzać się do pierwszych książek danego autora, bo przekonałam się, że potrafią być naprawdę świetne. Czy i tym razem było dobrze?

A i owszem! Jak już mogłeś / mogłaś przekonać się wyżej, historia była naprawdę ciekawa (a uwierz, że jest to tylko niewielki ułamek tego, z czym możesz się zetknąć, jeżeli postanowisz przeczytać!). Autorka snuje narrację na dwóch płaszczyznach czasowych, które następują po sobie w kolejnych rozdziałach. Nie licząc prologu, pierwszy opisuje wydarzenia, które dzieją się w 2016 roku, drugi w 1986 i te daty do końca się przeplatają. Nie ma tutaj chaosu, wszystko jest dokładnie zaznaczone, czytelnik nie gubi się w czasie opisywanych wydarzeń, tylko płynnie przechodzi między latami. Język jest przyjemny, czyta się bardzo szybko, nawet nie zauważyłam jak okazało się, że zostało mi już tylko 10 stron do końca.

Podsumowując?

„Kredziarz” to powieść dla osób, którym podobała się „Idealna” Magdy Stachuli czy „Lokatorka” J. P. Delaney. Ja jestem zdecydowanie na tak. Powiem więcej: czekam na kolejną powieść tej autorki i liczę, że będzie jeszcze lepsza!

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Diabły, szaleńcy i słowiańscy bogowie, czyli spóźnione podsumowanie lipca
Przeczytaj...
Trynkiewicz dawniej i dziś, czyli E. Żarska „Łowca. Sprawa Trynkiewicza”
Przeczytaj...
Pacjent H. M, czyli kto właściwie? PRZEDPREMIEROWO L. Dittrich „Eksperyment”
Przeczytaj...
Koniec wieku z trupem w tle, czyli „Seans w Domu Egipskim” M. Szymiczkowa
Przeczytaj...
Po Conradowsku o podróży, PRZEDPREMIEROWO: M. Janiszewski „Ortodroma”
Przeczytaj...