Kobiety są skomplikowane. Wiem, Ameryki nie odkryłam. Jednak to, o czym myśli zdecydowana większość osób, kiedy mówi, że nie rozumie kobiet, nie dotyczy tego, co mam w tej chwili na myśli.

O stereotypach związanych z kobietą i kobiecością pisałam już tutaj kilka razy, więc teraz tylko przypomnę pokrótce. Płeć piękna. Opiekunka domowego ogniska. Żona. Matka. Kochanka. Córka. Siostra. Takie role są jej przypisane od wieków. Powinna więc być opiekuńcza, czuła, troskliwa, kochająca, podporządkowana, sumienna, pracowita, uśmiechnięta, wspierająca, pomocna i tak dalej, i tak dalej.

Kobiety nie miały władzy. Królem (prawie) zawsze był mężczyzna. To on podejmował decyzje i posiadał autorytet. Kobieta miała być ozdobą u jego boku, gwarancją sojuszu z innym państwem i obietnicą zapewnienia ciągłości rodu. Przy wyborze partnera nie miała nic do powiedzenia, jeżeli była bezpłodna – była bezwartościowa. Miłości w dawnych małżeństwach raczej nie było.

Te i zapewne wiele, wiele innych (ważniejszych również) czynników przyczyniły się do tego, że kobiety zaadaptowały się w otaczającym je świecie. I chociaż role żon i matek już na zawsze pozostaną przy nich, to nabyły wiele innych cech charakteru. Nie zawsze korzystnych.

Stały się zawistne. Zaczęły snuć intrygi. Pozwoliły, żeby pochłonęła je zazdrość o kwestie materialne. Nauczyły się traktować swoje ciało jako narzędzie, które może im pomóc osiągnąć zaplanowane cele. Dzięki niemu i wielu innym sztuczkom manipulują mężczyznami i sprawiają, że jeżeli wydaje im się, że sprawują władzę, to… mają rację, tylko im się wydaje. Doprowadziły do tego, że może mężczyzna jest głową rodziny, ale to kobieta jest szyją.

Dziś mamy całe mnóstwo książek, które opowiadają historię kobiet wyzwolonych, które w życiu kierują się zasadami, które same wyznaczą. Jeżeli knują, spiskują i kombinują, to robią to świadomie. Są perfidne i często dążą do celu po trupach.

A co, jeżeli powiem Ci, że takie kobiety istniały już dawno? Było im trudniej, ale przez to ich historia jest dużo ciekawsza.

Tym razem przychodzę do Ciebie z książką „Jak zrujnować królową. Maria Antonina, skradzione diamenty i skandal, który zachwiał tronem Francji” Jonathana Beckmana.

Akcja powieści toczy się w osiemnastym wieku, tuż przed wybuchem Rewolucji Francuskiej (przypominam: 1789 – 1799). Na tronie zasiada Ludwik XVI i jego żona – Maria Antonina Habsburg. Nie jest to małżeństwo szczęśliwe. Jak dowiadujemy się już na początku książki, żadna ze stron nie była zainteresowana cielesnym zbliżeniem, które miałoby przypieczętować małżeństwo, podobno miało dojść do niego dopiero siedem lat po ślubie. Król bardziej był zainteresowany polityką i ratowaniem kraju z panującego kryzysu gospodarczego. O Marii Antoninie wiemy tyle, że jest niesamowicie piękną kobietą, która nie szczędzi funduszy na błyskotki i nie przeszkadzają jej nawet długi, które zostały zaciągnięte przez skarb państwa. Ona musi wyglądać oszałamiająco, niezależnie od wszystkiego.

Nic więc dziwnego, że jest pierwszą osobą, do której każdy jubiler udaje się z propozycją kupna nowych dzieł, które wytworzył. Pewnego dnia u królowej zjawiają się mistrzowie jubilerskiego rzemiosła, żeby zaproponować jej pewien wyjątkowy naszyjnik:

Naszyjnik składał się z sześciuset czterdziestu siedmiu brylantów ważących dwa tysiące osiemset karatów. Siedemnaście brylantów wielkości szalotki tworzyło wokół szyi obrożę, z której zwisały niczym girlandy. Dwa rzędy mniejszych kamieni krzyżowały się niczym przewieszone przez ramiona pasy na naboje, spotykając się na mostku. Z tego węzła odchodziły dwa frędzle z brylantów, sięgające ku talii niczym oklapnięte ramiona. Z tyłu zwisały dwie wstęgi: przeciwwaga dla naszyjnika, która chroniła noszącą go osobę przed runięciem do przodu. Groteskowa i prawie niezdatna do noszenia biżuteria przypominała element kolczugi albo coś, co mógłby włożyć mnich w ramach pokutnego samoumartwiania się, niż upragnioną ozdobę.

Błyskotka miała być tak ciężka, że dorosła osoba, która miała ją na sobie, ledwo mogła się podnieść. Jeżeli zaś chodzi o jej wartość:

Za równowartość naszyjnika można by kupić 609 pierścionków zaręczynowych księżnej Kate (a wcześniej Diany), 54 wyspy takie jak ta, którą kupił sobie Johnny Depp, 200 prywatnych koncertów Madonny albo ponad pół miliona flakonów perfum Chanel N°5.

Kardynał Rohan dowiaduje się od domniemanej powiernicy królowej, że ta chce kupić naszyjnik w tajemnicy przed królem. Licząc na specjalne względy, mężczyzna postanawia pomóc monarchini w dokonaniu transakcji, jednakże ani razu nie kontaktuje się bezpośrednio z nią, a wszystkie formalności załatwia przez wspomnianą powiernicę.

Naszyjnik zostaje sprzedany, pieniądze mają wpływać do właścicieli w ratach, wydaje się, że wszystko się udało. Kardynał czeka na nagrodę, która miałaby być wyrazem wdzięczności królowej za pomoc w nabyciu tego jedynego w swoim rodzaju naszyjnika. Niestety, sprawy się komplikują, kiedy okazuje się, że pierwsza rata nie wpływa, królowa nie ma bladego pojęcia o tym, że kupiła nową biżuterię, a sam naszyjnik rozpływa się w powietrzu.

Kim była tajemnicza powiernica królowej? Co stało się z drogocenną błyskotką? Czy sprawa będzie miała szczęśliwe zakończenie? Jak pogłoski o uchylaniu się od zapłaty wpłyną na reputację królowej?

Na te i wiele innych pytań odpowiedź znajdziesz w książce, jeżeli zdecydujesz się ją przeczytać.

A co ja o niej sądzę?

Jest to zupełnie inne spojrzenie na historię słynnego naszyjnika. Ten sam temat został bowiem podjęty przez Aleksandra Dumasa w powieści „Naszyjnik królowej”, tutaj natomiast mamy literaturę faktu / literaturę historyczną.

Dosyć dobrze poznajemy większość bohaterów, w tym zarówno królową, jak i jej powiernicę, mamy całe mnóstwo tekstów źródłowych i przypisów, a także obszerną bibliografię, która osobom zainteresowanym tematem, pozwoli go zgłębić z różnych perspektyw.

Cała opowieść o naszyjniku jest jednak snuta w tak zgrabny sposób i tak nienarzucającym się językiem, że nie czujemy tego, że mamy do czynienia z szeroko pojętą literaturą popularnonaukową. W miarę jak czytamy kolejne rozdziały, jesteśmy świadkami wielu intryg, kłamstw, manipulacji i niedopowiedzeń. Widzimy, jak bardzo człowiek może być perfidny i jak błahych potrzebuje pobudek, żeby zrujnować komuś życie. Jesteśmy cichymi obserwatorami życia na królewskim dworze, podglądamy relacje króla i królowej, ich dzieci i całej świty. Widzimy, jak reagują na oszczerstwa pod ich adresem, a także, jak radzą sobie z nawarstwiającymi się problemami. I to, co najbardziej wartościowe: poznajemy realia tamtych czasów: w Polsce mamy oświecenie, panuje Stanisław August Poniatowski, który rozwija kulturę i naukę, ale zupełnie nie radzi sobie w kwestiach militarnych. W końcu dochodzi do trzech rozbiorów i Polska znika z map świata. A we Francji? Polecam sprawdzić, „Jak zrujnować królową.” jest doskonałym źródłem informacji na ten temat. Warto!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu:

Może cię zainteresować

Cichy wielbiciel, zły sąsiad i morderczy władca, czyli podsumowanie lipca
Przeczytaj...
Filozoficzne rozważania przy naprawie motocykla, „Zen i sztuka obsługi motocykla”
Przeczytaj...
Zamień cukier na tłuszcz i chudnij, „Wiecznie głodny?” Davida Ludwiga
Przeczytaj...
Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...
Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...