Wydawało mi się, że ze dwa dni temu pisałam podsumowanie listopada, a tutaj z niemałym zdumieniem uświadomiłam sobie, że najwyższa pora na to, żeby opowiedzieć Ci o tym, co przeczytałam w grudniu.

Tak to właśnie jest, że z utęsknieniem czekamy na święta, bo wreszcie zjemy barszcz z uszkami, bo wolne i można odpocząć, bo prezenty pod choinką, koniec roku za pasem i tak dalej, i tak dalej. Tym razem (przynajmniej u mnie) wyszło tak, że świąt właściwie nie poczułam, nie było magii, nie było nastroju, jedynie potrawy pozostały niezmiennie pyszne i kaloryczne. Za oknem dziesięć stopni na plusie (nie, żebym narzekała) i aura najwyżej wielkanocna. Zmieni się pewnie jak przyjdzie mi wrócić do pracy i będę zasuwała przez zawieje, śnieżyce i zamiecie.

Zakończę w tym miejscu, ponieważ w swojej wyobraźni urastam już do rozmiarów sporego bałwana. Przejdę już do podsumowania grudnia. A działo się sporo! 😉

Ile z dziesięciu?

Listopad zakończyłam z mocnym postanowieniem, że przeczytam minimum dziewięć książek. Udało się, nawet z niewielkim zapasem. W grudniu licznik pokazał dziesięć.

Leszek Korzeniowski, „Jak wytłumaczyć Marsjaninowi, co to znaczy pies, czyli o języku (polskim i nie tylko) inaczej i ciekawiej”. Jakiś czas temu zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób dziecko nabywa wiedzę, że jest mu zimno, w jaki sposób potrafi połączyć zespół reakcji organizmu z pojęciem „zimno”. Bazując na wiedzy, którą zdobyłam na studiach, jakoś to sobie wytłumaczyłam, ale nadal szukałam naukowego poparcia swoich gdybań. Któregoś razu poszłam do biblioteki i moim oczom ukazała się ta pozycja. Wypożyczyłam, przeczytałam i czuję się nieco bogatsza o pewną wiedzę, a inne kwestie sobie powtórzyłam. Jeżeli ktoś miewa podobne rozterki do moich, to zdecydowanie polecam!

Demet Altınyeleklioğlu, „Hürrem: Słowiańska Odaliska”. Tyle się słyszy o serialu „Wspaniałe stulecie” (którego nie oglądam i zupełnie nie wiem, o co w nim chodzi), że kiedy zobaczyłam w bibliotece książkę, która na okładce „chwali się” tym, że serial jest adaptacją tej historii, to postanowiłam ją przeczytać. I żałuję, bo takiego tasiemca nie czytałam już dawno. Trzymaj się z dala, szczerze Ci mówię.

Gregory David Roberts, „Shantaram”. Tytuł, na który polowałam od ładnych kilku miesięcy. Zamówiłam w bibliotece publicznej i czekałam aż ktoś odda. Pewnie do tej pory bym czekała, gdybym któregoś razu nie zobaczyła jej w bibliotece szkolnej u mnie w pracy. Widzicie – wcale nie są tak źle zaopatrzone jak powszechnie się mówi. W każdym razie, wzięłam, leżała od października aż w końcu się zmobilizuję, przebrnęłam przez jakieś siedemset stron i… jakże zachwyca, skoro nie zachwyca? Historia mężczyzny, który uciekł z pilnie strzeżonego więzienia i ukrył się w slumsach w Indiach, gdzie przybrał imię Shantaram i trudnił się leczeniem ludzi, handlem narkotykami, fałszowaniem paszportów i wieloma innymi (mniej lub bardziej legalnymi) czynnościami. Poza świetnym przedstawieniem kultury i obyczajów indyjskich, nic mnie tutaj nie zachwyciło. Ktoś mnie kiedyś zapytał: „Małe życie” czy „Shantaram”? I chociaż żadna z tych powieści mnie nie porwała, to wybrałabym chyba „Małe życie”.

George R. R. Martin, „Nawałnica mieczy cz. 2 Krew i złoto”. Jeżeli chodzi o „Grę o tron”, to ja zaczęłam od końca. Najpierw obejrzałam serial, a dopiero później wzięłam się za czytanie. Najpierw pierwszą część, potem była długa przerwa, potem drugą, znowu przerwa i tak to się ciągnęło. Problemem jest dostępność kolejnych tomów, bo czyta się szybko i przyjemnie. Z drugiej strony, może to i dobrze, bo autor się przecież ociąga z wydaniem kolejnej części…

Jakub Ćwiek, „Ciemność płonie”. O Jakubie Ćwieku słyszałam sporo, bo kilka osób z mojego otoczenia zachwycało się „Chłopcami”, a poza tym studiowałam z jego siostrą i co jakiś czas docierały do mnie strzępki informacji na temat jego twórczości. Do tej pory nie było mi po drodze, żeby przeczytać jakąś historię jego autorstwa, aż do momentu jak trafiłam na „Ciemność płonie”. Było to wznowienie wydanej już wcześniej powieści na temat zła, przed którym ludzie próbują się ukryć na dworcu w Katowicach. Brzmi intrygująco? I w sumie tak jest. Jeżeli ktoś lubi twórczość Pilipiuka, to i z Ćwieka powinien być zadowolony.

Sherman Alexie, „Absolutnie prawdziwy pamiętnik”. Książka, która opowiada historię młodego Indianina, który urodził się z wodogłowiem, mieszka w rezerwacie i pochodzi z bardzo ubogiej rodziny. Chodzi do szkoły, jednak kiedy niechcący rzuca pewnym przedmiotem i trafia nauczyciela w głowę, zostaje zawieszony. Po rozmowie ze swoją „ofiarą” dochodzi do wniosku, że powinien się zapisać do szkoły poza rezerwatem. Zostawia swojego najlepszego przyjaciela i spełnia swoje zamierzenia. Do czego to prowadzi? Polecam sprawdzić, bo książka świetna, napisana prostym językiem, z mnóstwem obrazków, humoru i emocji. Warto!

Wioletta Sawicka, „Dzień cudu”. Recenzję tego tytułu znajdziesz tutaj, bez sensu się powtarzać, więc powiem w skrócie: można, ale jeżeli nie przeczytasz,to nic nie stracisz.

Kathryn Taylor, „Ocalić Daringham Hall”. Trylogia, po którą nigdy w życiu bym nie sięgnęła, gdyby Wydawnictwo Otwarte nie stworzyło strony Książki Kobiecym Okiem, gdzie za wypełnienie ankiety można było wybrać sobie dowolną książkę. Wśród nich była pierwsza część tej trylogii i dwa inne tytuły, które już znałam. Postawiłam na nowość, potem (zanim przeczytałam „jedynkę”) była promocja w jakiejś księgarni internetowej i za jakieś 20 złotych dokupiłam kolejne dwie części, żeby mieć komplet. Historia jest tasiemcem, ciągnie się przez trzy tomy jak w typowej telenoweli. I jak ta telenowela potrafi wciągnąć. Jeżeli lubisz tego typu seriale – polecam.

Aline Ohanesian, „Dziedzictwo Orchana”. Historia mężczyzny, który w spadku po dziadku (nie czuję, że rymuję!) odziedziczył, wydawać by się mogło, wszystko. A jego ojciec – nic. Odebrano mu nawet dom, w którym mieszkał od zawsze i przepisano go jakiejś kobiecie, której (przynajmniej pozornie) nikt nie znał. Kiedy Orchan udaje się do tej kobiety, trafia do domu spokojnej starości i tam spotyka starszą panią, która niezbyt chce z nim rozmawiać, zgadza się na podpisanie dokumentów, w których zrzeknie się spadku i robi wszystko, byle się go pozbyć. Niby wszystko pięknie, ale bohater zaczyna się nad tym zastanawiać. Postanawia poznać historię tej kobiety, sprawdzić, kim ona jest i co łączyło ją z jego dziadkiem, że postanowił zapisać jej dom. Historia piękna i tak samo smutna. Historia, która pokazuje ludzkie nieszczęście i tajemnice, które potrafimy w sobie dusić przez wiele lat. Polecam!

Arthur Golden, „Wyznania gejszy”. Klasyk. Tak można chyba powiedzieć o tej książce. A jednak do niedawna nawet nie miałam jej w planach. Zawsze jak ktoś o niej mówił albo jak trafiałam na nią w internecie, to myślałam „muszę w końcu przeczytać”, a następnie odkładałam to na potem, które rozciągało się niemalże w nieskończoność. Niedawno skończyłam i na pewno czuję się bogatsza o wiedzę z zakresu kultury i obyczajowości japońskiej, a czy sama historia była porywająca? Tego bym nie powiedziała.

Ile na liczniku?

1 stycznia 2016 roku powiedziałam sobie, że ten rok będzie ambitny, że będzie książkowy i czytelniczy. Założyłam, że przeczytam 10 książek miesięcznie, a więc 120 przez cały rok. Miałam lepsze i gorsze momenty, czasami udało mi się przeczytać 14, czasami 7, bywało, że nadganiałam, żeby potem zostać w tyle i martwić się, że nie dam rady. Ostatecznie dałam z siebie 101%, przeczytałam równo 121 książek w 363 dni.

Zaadoptowałam

W listopadzie moje półki świeciły pustkami, jeżeli chodzi o nowe nabytki, bo zakupiłam chyba tylko dwa czy trzy tytuły. W grudniu nadrobiłam zaległości i pojawiło się u mnie aż 9 książek plus czytnik e-booków (kto ma najlepszego chłopaka na świecie?!), więc nowy rok zapowiada się nieźle! A co konkretnie kupiłam?

Małgorzata Kalicińska, „Powroty nad rozlewiskiem” i „Miłość nad rozlewiskiem”. Jakiś czas temu w Biedronce na festiwalu książek trafiłam na pierwszą część cyklu, kiedy zobaczyłam w taniej księgarni, że kolejne części są za 9,50, postanowiłam uzupełnić zbiór i takim cudem mam już wszystkie trzy!

Praca zbiorowa, „Ciemna strona”. Kolejny nabytek z taniej księgarni – zbiór opowiadań szwedzkich twórców, między innymi Stiega Larssona. Przeczytam – zobaczę! 😉

Thomas Erikson, „Okrucieństwo” i Randy Alcorn, „Deadline” – nowe „dzieci”, które znalazłam w dziale z kryminałami. Szkoda tylko, że nie doczytałam, że jedna z nich jest drugą częścią i zanim wezmę się za czytanie, będę musiała dopaść pierwszą. Trudno.

Zygmunt Miłoszewski, „Ziarno prawdy”. Trylogię o Teodorze Szackim uwielbiam – wspominałam o tym nie raz i nie dwa. A skoro uwielbiam, to muszę mieć. I mam, na razie moją ulubioną część.

Anya Lipska, „Toń”. Książka, która zauroczyła mnie okładką, a opis z tyłu tylko dopełnił dzieła i sprawił, że zapragnęłam ją kupić, na promocji w Biedronce, za 9,99 😉

David Lagercrantz, „Co nas nie zabije”. Z trylogią „Millenium” mam lepsze i gorsze momenty. Zaczynałam ją czytać 3 razy, ostatecznie skończyłam tylko pierwszą część, na drugą zabrakło czasu – teraz czeka na półce na swoją kolej. I jest elementem mojego postanowienia na 2017 rok. Podobnie jak historie innych autorów, które wpisują się w cykl.

Richard Paul Evans, „Ścieżki nadziei”. Egzemplarz recenzencki, który otrzymałam od Wydawnictwa Znak Literanova, a którego recenzję już niebawem będzie można przeczytać na blogu.

Plany na 2017

Tym razem postanowiłam sobie, że nie zdecyduję się na wyzwanie ilościowe (chociaż 56 książek przeczytam na pewno!), a bardziej „jakościowe”. Rok zacznę od wspomnianej już drugiej części „Millenium”, chcę powrócić także do „Kronik wampirów” Anne Rice, doczytać do końca „Pieśń lodu i ognia”, uzupełnić swoje zaległości w „klasykach”, a także wziąć się za to, co już mam w domu. I będę Cię na bieżąco informować, jeżeli tylko masz ochotę – zapraszam!

Może cię zainteresować

Top 5 lektur, które przydadzą się na maturze ustnej z polskiego
Przeczytaj...
Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...
Powitanie jesieni, czyli podsumowanie września
Przeczytaj...
Pociągi, Harry Potter i słowiańscy bogowie, czyli podsumowanie kwietnia
Przeczytaj...
PiS, KOD, pisarze i onkolodzy, czyli podsumowanie lutego
Przeczytaj...