Przyznam szczerze, że pojęcia nie mam, jak to się stało, ale mamy już grudzień! A skoro nowy miesiąc (na dodatek ostatni w roku, o zgrozo!), to wypadałoby podsumować poprzedni. I tak oto jestem. Z małym poślizgiem, jak zwykle, ale jednak!

Listopad nie był zbyt produktywnym miesiącem, jeżeli wziąć pod uwagę posty, które pojawiały się na blogu. Jeżeli nie liczyć podsumowania października, zamieściłam tylko dwie recenzje. Na swoją obronę mam jednak tyle, że całkiem sporo przeczytałam i tym samym pobiłam swój miesięczny rekord. Żeby nie być gołosłowną, przechodzę do konkretów! 🙂

Ile w miesiącu?

Jon Roberts, „Prawdziwy gangster”. Przyznam, że po tę pozycję najprawdopodobniej nigdy nie sięgnęłabym z własnej woli. Dlaczego więc znalazła się na liście pozycji przeczytanych? Otóż pewnego razu zagadał do mnie uczeń i tak entuzjastycznie o niej opowiadał, że postanowiłam dać jej szansę. I przyznam, że spodziewałam się czegoś znacznie gorszego. Nie powiem, żeby opisy kopulacji kobiety z osłem były tym, co chcę czytać, ale jeżeli wziąć pod uwagę całokształt, to jest to zdecydowanie pozycja interesująca.

Mary Kay Andrews, „Babski wieczór”. Wyobraź sobie, że jesteś jedną z popularniejszych blogerek wnętrzarskich. Wypracowałaś swoją markę, jesteś swego rodzaju ikoną. Reklamodawcy walą do Ciebie drzwiami i oknami. Godzinami piszesz tekst, poprawiasz, dopisujesz, usuwasz. Ma być perfekcyjnie. Masz męża, który wszystko, co ma, zawdzięcza Tobie, ale w życiu się do tego nie przyzna. Pewnej nocy słyszysz dziwne dźwięki dochodzące z garażu. Kiedy udajesz się tam, żeby sprawdzić, co się dzieje, zastajesz swojego męża w dwuznacznej pozie z Twoją asystentką. W napadzie szału parkujesz jego niewyobrażalnie drogi samochód… w basenie. I chociaż to Ty jesteś stroną poszkodowaną, to jednak sędzia wysyła Cię na specjalną terapię. Jak to wszystko się skończy? Można przeczytać.

Alexandra Burt, „Dobra córka”. Jesteś dorosłą kobietą. Twoje wspomnienia z dzieciństwa są niejasne, ale dosyć wyraźne. Nie pamiętasz tego, co się działo, ale wiesz jedno: kilkanaście lat temu Twoja matka zwracała się do Ciebie inaczej. Nazywała Cię innym imieniem. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Dlaczego? Dowiesz się z książki. Chociaż moim zdaniem poprzednia powieść tej autorki, czyli „Gdzie jest Mia?” podobała mi się bardziej, to na tę też warto zwrócić uwagę.

Cynthia Hand, „Moja Lady Jane”. Pozycja ciekawa, to na pewno. Zupełnie inne podejście do historii. Okazuje się, że jedna z ciekawszych kobiecych postaci historycznych jest zmiennokształtną, podobnie jak jej mąż, który za dnia jest koniem, a nocą… człowiekiem. Podobała mi się.

Paulina Świst, „Prokurator”. Tytuł, który jest przeniesieniem „Pięćdziesięciu twarzy Greya” na polskie realia. Nie ma tragedii, ale powodów do zachwytu też nie. Niewątpliwym pozytywem jest to, że czyta się ją błyskawicznie!

Lizzie Enfield, „Dawka życia”. Koszmar. Przyznam, że wypożyczyłam tę książkę, bo kojarzyłam tytuł z jakiejś grupy na Facebooku, szkoda tylko, że nie zapamiętałam, że była tam odradzana. Książka krytykująca antyszczepionkowców. Tyle powinno wystarczyć.

Patrick Ness, „Siedem minut po północy”. Absolutnie cudowna. Opowieść o chłopcu, którego mama choruje na raka. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że codziennie, siedem minut po północy odwiedza go potwór – Cis. Po co? MUSISZ PRZECZYTAĆ, wtedy z pewnością się dowiesz. Jedna z lepszych książek w tym roku.

Penelope Green, „Rzymskie dolce vita”, „Neapol, moja miłość”, „Na północ od Capri”. Nie mam pojęcia, dlaczego wypożyczyłam od razu całą trylogię. Ale powiem jedno: szczerze żałuję. Dlaczego? Bo poza elementami, które wprowadzały odrobinę włoskiego klimatu, to seria ta była tak nudna, że bardziej już się chyba nie dało.

Jakub Ćwiek, „Drobinki nieśmiertelności”. Ćwiek to autor, który znajduje się dosyć wysoko na liście pisarzy, których twórczość planuję poznać. Jego „Kłamca” to tytuł, który dosyć często jest mi polecany, a jakoś nigdy nie pamiętam o tym, żeby zamówić go w bibliotece. Klasyczne. Niemniej jednak ten zbiór opowiadań spodobał mi się tak bardzo, że sama w to nie wierzę. Krótkie, treściwe, chwilami zaskakujące, z pomysłem. I dodatek: pod każdym tekstem znajduje się krótka informacja o tym, co było inspiracją do napisania tego opowiadania. Polecam!

Karin Slaughter, „Ofiara”. Wściekałam się niemiłosiernie, kiedy ją czytałam. Rozumiałam niewiele, ale skończyłam. A potem okazało się, że jest to ósmy (?) tom w serii. Czy Ciebie też denerwuje to, że wydawcy często zapominają zamieścić informację o tym, że jest to część cyklu?

Amy Harmon, „Pieśń Dawida”. Jakiś czas temu czytałam pierwszą część, czyli „Prawo Mojżesza” i była całkiem przyjemna, dlatego zdecydowałam się dać szansę kolejnej. Tym razem mamy mężczyznę, który walczy w ringu oraz jest właścicielem klubu nocnego. Jego życie diametralnie się zmienia, kiedy na jego drodze staje pewna niewidoma dziewczyna. Brzmi banalnie, ale tu nie chodzi tylko o miłość, jest coś więcej 🙂

Richard Paul Evans, „Hotel pod jemiołą”. Książka, którą recenzowałam (tutaj), więc przypomnę tylko, że idealna jako wprowadzenie do zbliżających się świąt! 🙂

Lee Jung-Myung, „Poeta, strażnik i więzień”. O tym, co zrobić, żeby w czasie wojny zachować chęć do życia i nie stracić głowy. Interesująca, chociaż nie powiedziałabym, żeby (jak reklamuje wydawca) miała dorównać „Cieniowi wiatru”.

Jakub Skworz, „Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz”. Wyobraź sobie, że pewnego dnia dziadek zabiera Cię w podróż do książki. I towarzyszysz Mickiewiczowi w najważniejszych momentach jego życia. Książka ciekawa, a ilustracje wprost BAJECZNE <3

Tahereh Mafi, „Dotyk Julii”. Znów, tytuł polecany na grupach książkowych. Przez pół książki nie wiedziałam, o co chodzi głównej bohaterce, potem sytuacja się rozjaśniła, ale wciąż zachwytów nie było. Pewnie kiedyś przeczytam pozostałe dwie części serii, ale nie czekam na ten moment z zapartym tchem 🙂

Ostatecznie przeczytałam w listopadzie siedemnaście pozycji. Jest to mój rekord, który (mam wrażenie) trudno będzie powtórzyć, ale na pewno będę próbować!

Ile w 2017?

Jeżeli podliczyć wszystkie książki (i wierzyć profilowi na goodreads), to w 2017 roku przeczytałam 153 pozycje. Tym samym pobiłam mój zeszłoroczny rekord, który wynosił 121 tytułów. Jest dobrze!

Zaadoptowałam

Niestety, ten miesiąc nie obfitował w nowe książki. W mojej biblioteczce dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Literanova pojawiła się jedna nowa książka: Richard Paul Evans, „Hotel pod jemiołą”.

Plany na grudzień

Grudzień zaczęłam od pozycji o czekoladzie, innej o diabelskim projekcie i jeszcze jednej, na podstawie której nakręcono całkiem popularny serial. Jakiej? Dowiesz się za niecały miesiąc! 🙂

Może cię zainteresować

O dziecku, Hitlerze i psychicznej psycholożce – podsumowanie września
Przeczytaj...
Nadrabianie kryminalnych zaległości, czyli podsumowanie maja
Przeczytaj...
Cichy wielbiciel, zły sąsiad i morderczy władca, czyli podsumowanie lipca
Przeczytaj...
Błękitne koszmary? Katarzyna Michalak, „Błękitne sny”
Przeczytaj...
O tym jak ojciec podpalił córkę, „Najlepszy powód, by żyć” Augusta Docher
Przeczytaj...