Mam ochotę krzyczeć. Jeszcze niedawno marudziłam, że tyle czasu do wakacji, a te już dawno minęły. Potem czekałam na święta, bo… w końcu miałam się wyspać. A tutaj już po świętach, po Nowym Roku i ferie za pasem. Nieźle!

Chociaż do pracy nie chodziłam, to wolne miałam tylko pozornie, bo obowiązki domowe i przygotowania do ślubu (zostało mniej niż pięć miesięcy!) pochłaniają mi ostatnio coraz więcej czasu. Dodatkowo końcówka semestru wymaga całkiem sporego nakładu pracy, a to wszystko przekłada się na zaniedbania strony. Ubolewam, ale mam nadzieję, że to minie. Zwłaszcza, że zapisałam się na kurs prawa jazdy i jak już je zrobię, to dojazdy do pracy będą pożerały mniejszą część mojej doby, niż dotychczas. Ale do rzeczy.

Skoro od dobrego tygodnia mamy 2019 rok, wypadałoby podsumować końcówkę 2018 i opowiedzieć Ci trochę o moich planach i postanowieniach. Gotowy / gotowa? 🙂

W poprzednim miesiącu…

Adam Mickiewicz, „Dziady”. Książka, którą czytałam już kilka razy i zapewne jeszcze kilka przeczytam. Bycie nauczycielem nie oznacza, że nie trzeba się więcej uczyć ani czytać lektur – powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. I wiesz co? Przy kolejnym podejściu nawet „Dziady cz. III” bolą jakoś mniej…

Remigiusz Mróz, „Testament”. Kolejna część przygód Chyłki i Zordona. I powiem Ci szczerze, że moim zdaniem powinna być jedną z ostatnich. Powoli robi się z tej historii tasiemiec, telenowela. Zaczęło się fajnie: dobry pomysł, zadziorna bohaterka, wątek miłosny. Ale to? Choroby i kolejne (coraz mniej wiarygodne) kłody pod nogi powodują, że naprawdę nie chce się tego czytać. I uwierz, że piszę to z bólem serca, bo jestem tym typem czytelnika, który przywiązuje się do cyklu. Zapewne przeczytam kolejne części, ale już z przyzwyczajenia, a nie z niepohamowanej ciekawości, która towarzyszyła mi na początku.

Jolene Hart, „Eat Pretty: jedz i bądź piękna”. Kolejna książka o zdrowym odżywianiu, która poza pięknym wydaniem nie miała do zaoferowania nic nowego. Urocze, kobiece i zupełnie nieodkrywcze.

Max Czornyj, „Najszczęśliwsza”. Autor, który przewija się przez moją tablicę na Facebooku z książką „Grzech”. Niestety, we Wrocławiu jest dostępna w tak niewielu bibliotekach, że musiałam się zadowolić innym tytułem. Przeczytałam i muszę przyznać, że jest dobrze. Nie ma szału, ciarków i tupania nogami w oczekiwaniu na kolejne książki, ale jest ciekawość, która najpewniej doprowadzi do tego, że sięgnę po kolejne tytuły. Kobieta, która zostaje zamordowana tuż po tym jak oznajmia swojemu mężowi, że jest w ciąży. Chwilę później jej zwłoki zostają odnalezione w toalecie, z dziurą w głowie. A potem już nic nie jest takie, jak się wydawało.

Eric Emmanuel Schmidt, „Sekta egoistów”. Książka, którą dostałam w mikołajkowym prezencie od wydawnictwa Znak Literanova, a która czeka na recenzję, dlatego Ty też poczekaj cierpliwie 🙂

Zygmunt Miłoszewski, „Domofon”. Autora znam (i uwielbiam!) za cykl o Szackim. „Domofon” to jego jedna z pierwszych powieści, więc zdecydowałam się po nią sięgnąć. I chociaż tematyka nie jest mi szczególnie bliska – opętania, zwidy i makabryczne odkrycia, to jednak ma w sobie coś, co sprawiło, że trudno było się od niej oderwać.

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Ja, potępiona”. Ostatnia część trylogii. I dzięki Bogu. Pierwsza nawet mi się podobała, przez drugą jakoś przebrnęłam, za to trzecia okazała się drogą przez mękę. Książka jest tak infantylna, bohaterka tak głupia, że nic tylko się złapać za głowę. A Hitler tylko dopełnia tę katastrofę. Tak, jednym z bohaterów jest Adolf. A obok niego Kuba Rozpruwacz i… Achilles.

Jakub Żulczyk, „Ślepnąc od świateł”. Tytuł, który stał na mojej półce od dłuższego czasu, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować, żeby go przeczytać. Jakiś czas temu wszyscy zaczęli mówić o serialu: że świetny, że warto, bo nie można się oderwać. Powiedziałam: najpierw książka. I jakież było moje zdziwienie, kiedy przypomniałam sobie, że mam własny egzemplarz! 🙂 Przeczytałam i muszę przyznać: robi wrażenie. Chociaż chyba nie tak duże jak serial. W tym przypadku bardziej podoba mi się adaptacja.

Clara Henry, „Tak, mam okres. A co?”. Pozycja, po którą sięgnęłam z czystej ciekawości. Rzucił mi się w oczy (dosyć kontrowersyjny, nieprawdaż?) tytuł i tak zabrałam ją do domu. Książka, którą bez wahania poleciłabym młodszym dziewczętom, które pierwszą miesiączkę mają jeszcze przed sobą, ewentualnie takim, które miesiączkują od niedawna. Z drugiej strony, obawiam się jednak, że nie są to jeszcze osoby, które popełniają świadome wybory czytelnicze. Niemniej, jest tam sporo wiedzy teoretycznej na temat menstruacji, praktycznych porad odnośnie tego, jak radzić sobie z tym, że ma się okres, a także zabawnych anegdot z życia autorki. Niektóre wydawały mi się przerysowane, inne żenujące, ale całość jest godna uwagi.

Praca zbiorowa, „Sekretne życie jelit. 21 sposobów na zdrowe odżywianie”. Kolejny tytuł o zdrowym odżywianiu, który znów nie wniósł w moje życie nic nowego. A to niespodzianka!

Ulubieńcy miesiąca

Przyznam, że grudzień był miesiącem, w którym rewelacyjne tytuły jakoś się nie pojawiły. Niektóre były dobre, inne wciągające, ale nie było takich, po których nie mogłabym zasnąć od nadmiaru emocji. Niemniej wybrałam dwie książki, na które polecam zwrócić uwagę:

  1. Max Czornyj, „Najszczęśliwsza”
  2. Jakub Żulczyk, „Ślepnąc od świateł”

Najgorsi w miesiącu

Wśród tych zupełnie niezłych książek pojawiła się ta, która wyróżniła się zdecydowanie negatywnie:

  1. Katarzyna Berenika Miszczuk, „Ja, potępiona”

Ile w 2018?

165. A więc udało mi się zrealizować postanowienie noworoczne. Zaplanowałam, że przeczytam przynajmniej 150 książek. Piętnaście mam w zapasie J Pobiłam zatem swój rekord, bo przypomnę, że w 2017 udało mi się przeczytać 164, a w 2016 – 121.

Zaadoptowałam

W prezencie mikołajkowym od wydawnictwa Znak Literanova otrzymałam E. E. Schmidt „Sekta egoistów”.

W ramach mikołajek organizowanych w pracy dostałam „The Call: Wezwanie” P. O. Guilin.

Pod choinką znalazłam B. A. Parris „Na skraju załamania”.

A na zimowym kiermaszu książek w Biedronce zaopatrzyłam się w: A.Feeney „Czasami kłamię”, A. M. Walters „Twoim śladem”, K. Paruzel „Nie… zwykła kuchnia”.

Plany na 2019

Nowy rok zaczęłam, zwyczajowo ostatnio, z Remigiuszem Mrozem – Chyłką i Zordonem. „Kontratyp” zaczęłam jeszcze w 2018, ale nie udało mi się dokończyć, dlatego jeszcze przez moment towarzyszyli mi pierwszego stycznia. Kolejny tytuł, po który sięgnęłam to „Nocny stalker”.

2019 rok zapowiada w moim życiu wiele zmian, jednak książki zawsze będą u mnie stałymi gośćmi, dlatego podobnie jak rok temu, chciałabym przeczytać 150 pozycji. Jeżeli się nie uda – trudno, ale na pewno będę próbować. Nie wiem, na jakie tytuły się zdecyduję, bo zazwyczaj decyzje są u mnie spontaniczne, jednak pobożnym życzeniem będzie powrót do fantastyki, bo ostatnio było jej mało.

A Ty jakie masz plany? 🙂

Może cię zainteresować

Szkoła ogarniania według Pani Bukowej, czyli „Weź się ogarnij”
Przeczytaj...
Współczesna Pocahontas, czyli Jojo Moyes „Srebrna Zatoka”
Przeczytaj...
Lepiej późno, niż wcale. Czytelnicze podsumowanie listopada
Przeczytaj...
Diabły, szaleńcy i słowiańscy bogowie, czyli spóźnione podsumowanie lipca
Przeczytaj...
Życie po życiu, reinkarnacja i neurochirurgia. E. Alexander „Serce świadomości”
Przeczytaj...