Chciałoby się powiedzieć, że pół roku minęło jak jeden dzień. No dobra, tydzień. Całkiem niedawno świętowaliśmy początek 2017 roku i prosiliśmy o to, żeby był lepszy, niż poprzedni. Było Trzech Króli, były walentynki, dzień kobiet, Wielkanoc, majówka, nawet Boże Ciało. Był też koniec roku szkolnego, więc dzisiejszy wpis jest już typowo wakacyjny.

Czerwiec jednak nie był luźny, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Gorący okres w pracy, ciąg dalszy zamieszania w życiu prywatnym i permanentny brak czasu towarzyszą mi nieodłącznie. Starałam się jednak przezwyciężyć trudności i zaglądać tutaj w miarę regularnie, jednak znowu szału nie było: oprócz podsumowania maja, pojawiły się tylko dwie recenzje, więc wciąż o jeden wpis za mało, niż zakładałam. Jest progres, myślę, że lipiec będzie lepszy.

A jak z tym czerwcem było?

Ile w miesiącu?

Czternaście to ilość, która przewinęła się już w tegorocznych podsumowaniach. Właśnie tyle książek przeczytałam w czerwcu, a muszę przyznać, że miałam małe czytelnicze kryzysy. Co dokładnie wybrałam?

Iwona Majewska – Opiełka, „Powiedz to dobrym słowem”. Ze względu na wykształcenie, wykonywany zawód i zamiłowanie do języka polskiego, czasem sięgam po książki o tematyce związanej właśnie z językiem. Tutaj zainteresował mnie tytuł, ale przyznam, że po przeczytaniu całości, nie czuję się mądrzejsza ani oświecona. Autorka przekonuje, że używamy języka przepełnionego zwrotami o negatywnym zabarwieniu i namawia, żeby zacząć używać tych, które niosą za sobą optymistyczny przekaz. Brzmi trochę jak walka z wiatrakami. Z drugiej strony pomyśl, jak fajnie by było, gdybyśmy wszyscy byli świadomymi użytkownikami polszczyzny.

John Freely, „Prywatne życie sułtanów. Sekrety władców Imperium Osmańskiego”. Książka, którą recenzowałam (tutaj), dlatego tradycyjnie już, nie będę się powtarzać. Jeżeli lubisz „Wspaniałe stulecie” albo interesujesz się szeroko pojętym kulturoznawstwem, to jest to pozycja godna uwagi.

Katarzyna Bonda, „Pochłaniacz”, pierwsza część serii „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”. Postanowiłam dać szansę kolejnemu cyklowi tej autorki, jednak chociaż pomysł wydawał się ciekawy, to ta książka mnie zmęczyła i w trakcie czytania złapał mnie wspomniany kryzys, dlatego też w najbliższym czasie daruję sobie Bondę.

Ursula Le Guin, „Czarnoksiężnik z Archipelagu”. Jedna z kilku pozycji na moim czytniku. Zapewne czekałaby jeszcze długo w kolejce, gdyby nie pewien przeraźliwie nudny egzamin, na którym musiałam pilnować przez trzy godziny zegarowe. Skończyłam wtedy jedną książkę, przeczytałam w całości drugą i zaczęłam trzecią. Drugi był właśnie „Czarnoksiężnik…”. Pozycja przyjemna, w sam raz dla młodzieży.

Michał Gołkowski, „Komornik +”. Tytuł, wobec którego nie można przejść obojętnie. Autor, wobec którego nie można przejść obojętnie. Gołkowskiego albo się kocha, albo nienawidzi. Chociaż przeczytałam „Komornika” już jakiś czas temu, to opinia wciąż we mnie dojrzewa, ale już teraz zapowiadam: możesz spodziewać się recenzji. Za czas jakiś.

Alexandra Burt, „Gdzie jest Mia?”. Książka, która zalewa grupy czytelnicze od czasów promocji w Biedronce. Każdy ją kupił i wszyscy ją czytają. Ja też przeczytałam i przyznam, że jest ciekawa. Kobieta, której psychika po urodzeniu dziecka poważnie szwankuje. Mąż, który wyjeżdża do pracy, żeby zapewnić rodzinie byt i dziewczynka, która była, i… zniknęła. Podobnie jak butelki, pieluszki i całe wyposażenie. Co się stało z dzieckiem? Polecam sprawdzić, historia w sam raz na urlop 🙂

Ilona Gołębiewska, „Powrót do starego domu”. Opowieść oparta na utartym schemacie. Kobieta, której życie się zawaliło: małżeństwo się rozleciało, jest bezpłodna, mąż znalazł sobie kochankę, a ta zaszła z nim w ciążę. Co robi główna bohaterka? Wyjeżdża do malowniczej miejscowości z dala od miejskiego zgiełku i zaczyna realizować swoje marzenia, odzyskuje wiarę w miłość i żyje długo, i szczęśliwie. Jeżeli lubisz takie historie, to warto.

Lisa Chaney, „Coco Chanel. Życie intymne”. Uczę fryzjerki (i fryzjerów). Między innymi. Jeżeli ktoś trochę się tym interesuje, to z pewnością kojarzy Antoniego Cierplikowskiego zwanego królem fryzjerów, który swój salon miał niedaleko pracowni Coco Chanel. W szkole, w której pracuję, odbywają się konkursy i przedstawienia związane z jego życiem i pracą, którą wykonywał, i tak ostatnio miałam okazję jedno obejrzeć. Tak zafascynowała mnie postać Coco Chanel, że kiedy na półce w bibliotece zobaczyłam tę książkę, nie mogłam się powstrzymać i wypożyczyłam. Czy jestem zadowolona? Właściwie to nie, bo nie lubię biografii, nie mniej jednak pozycja ciekawa.

Mirosława Kareta, „Pokochałam wroga”. Kolejna historia z wojną w tle. Polka zostaje uratowana przez Niemca. Nie wie jeszcze, że ten mężczyzna już niedługo stanie się częstym gościem w jej życiu. Książka taka jak wskazuje tytuł – przewidywalna, nieciekawa, miałka.

David Ludvig, „Wiecznie głodny?”. Tytuł, który recenzowałam (tutaj), dlatego tylko przypomnę: jeżeli się nie odchudzasz, to przeczytaj choćby dla przepisów!

Jay Asher, „Trzynaście powodów”. Od jakiegoś czasu bardzo dużo słyszy się o serialu pod tytułem „Trzynaście powodów”. Mówią o nim koleżanki, mówili o nim na maturze, ekscytowali się nawet w tramwaju. Książka leżała na półce w bibliotece, więc wypożyczyłam, przeczytałam, spodobało mi się i obejrzę serial. Proste.

Ann Patchett, „Dziedzictwo”. O tej książce nie powiem Ci zbyt wiele, a przynajmniej nie dzisiaj. Niebawem pojawi się recenzja, więc zaglądaj, zapraszam!

Jakub Koisz, „#YOLO”. Tytuł, musisz przyznać, kontrowersyjny. Swego czasu wśród młodych ludzi popularne były dwa zwroty (?): YOLO i SWAG. Pierwszy z nich tak bardzo zakorzenił się w świadomości młodych ludzi, że stał się niejako mottem życiowym większości z nich. Koisz w swojej powieści kreuje bardzo współczesnych bohaterów, którzy chcieli kierować się wspomnianym hasłem i… trochę się w życiu pogubili. Myślę, że warto przeczytać, zwłaszcza, jeżeli nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak funkcjonuje dzisiejsza młodzież.

Janusz Leon Wiśniewski, „Miłość oraz inne dysonanse”. Wiśniewskim zachwyciłam się po „S@motności w sieci” i „Eksplozjach”, w tej książce mnie zmęczył. Początkowo czytało się dobrze, potem było już tylko gorzej. No nic, dam mu kolejną szansę.

Ile w 2017?

Siedemdziesiąt sześć. Moje tegoroczne „wyzwanie” zrealizowałam już w ponad 76%, a jeszcze 5 miesięcy przede mną. Myślę, że na pewno uda mi się je wypełnić. A może… uda mi się pobić zeszłoroczny rekord? Będę próbować!

Zaadoptowałam

W czerwcu do mojej biblioteczki dodałam osiem nowych pozycji. Co konkretnie stoi na mojej półce?

Dzięki współpracy z wydawnictwem Znak Literanova miałam okazję zrecenzować:

  • David Ludwig, „Wiecznie głodny?”
  • Ann Patchett, „Dziedzictwo”

W księgarni internetowej dadada.pl za zawrotną kwotę 28 złotych (z przesyłką) zaopatrzyłam się w takie tytuły jak:

  • Katarzyna Berenika Miszczuk, „Szeptucha”
  • Camilla Läckberg, „Latarnik”
  • T. Gerritsen, „Czarna loteria”
  • Joanna M. Chmielewska, „Sukienka z mgieł”
  • Eva Maria Staal, „Pytaj w kostnicy”
  • Louise Penny, „Martwy punkt”

Plany na lipiec

Lipiec zaczęłam od książki, która od jakiegoś czasu stoi na mojej półce, a którą próbowałam już… przesłuchać w formie audiobooka. Niestety, ale niespełna 13 godzin słuchania książki do mnie nie przemawia, sama przeczytam ją zdecydowanie szybciej 🙂

A Ty, co czytasz?

Może cię zainteresować

Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...
Harem, Klatka i osiem żon, czyli „Prywatne życie sułtanów” J. Freely’ego
Przeczytaj...
Upoluj gnoja i warszawski wyścig szczurów, czyli „Fak maj lajf” Marcina Kąckiego
Przeczytaj...
Pociągi, Harry Potter i słowiańscy bogowie, czyli podsumowanie kwietnia
Przeczytaj...
Zamień cukier na tłuszcz i chudnij, „Wiecznie głodny?” Davida Ludwiga
Przeczytaj...