Nazwisko Trynkiewicz jest znane właściwie każdemu człowiekowi, który jest świadomym obywatelem. Prawdopodobnie nie mają pojęcia o jego istnieniu dzieci, choć (paradoksalnie), gdyby ów mężczyzna przebywał na wolności, to one byłyby najbardziej zagrożone. Pedofil i morderca. Wcześniej nauczyciel, a więc osoba, do której uczniowie powinni mieć zaufanie, do której powinni przyjść poprosić o radę, kiedy mają jakiś problem. Nauczyciel to ktoś, to powinien pomagać i wspierać, oczywiście w miarę swoich możliwości.

I prawdopodobnie właśnie dlatego ta sprawa budzi tyle emocji. Co musiało się wydarzyć w życiu tego człowieka, co siedziało w jego głowie, że najpierw porwał i przetrzymywał chłopca, a później, przebywając na przepustce z więzienia, zamordował i spalił zwłoki trzech chłopców?

Od wielu lat zastanawia się nad tym cały sztab ludzi, począwszy od zwykłych obywateli, którzy o dokonanej przez niego zbrodni dowiedzieli się z mediów, przez psychologów, którzy mieli okazję z nim pracować, aż po jego najbliższą rodzinę. I chociaż minęło już kilka dziesięcioleci, to nikt nie może powiedzieć na pewno, co takiego się stało, że Mariusz Trynkiewicz zrobił to, co zrobił.

Ewa Żarska w swojej książce przybliża czytelnikom życiorys tego człowieka. I co jeszcze? O tym dzisiaj powiem Ci trochę więcej. „Łowca. Sprawa Trynkiewicza” – zapraszam.

Mariusz Trynkiewicz jako młody chłopak był całkiem normalny. Nic w jego zachowaniu nie wskazywało na to, że kiedy dorośnie, dopuści się tak straszliwych zbrodni. Ale jeżeli prześledzimy życiorysy innych morderców, spotkamy się z taką samą prawidłowością. Wszak mordercą człowiek się nie rodzi, mordercą człowiek się staje.

Jedynak, dobrze się uczył, nie miał bliższych relacji z kobietami, jeżeli nie liczyć korespondencyjnego romansu, który nigdy nie przerodził się w nic więcej, bo (jak twierdzi zainteresowana): Trynkiewicz był zbyt nieśmiały, żeby zrobić kolejny krok, a ona nie chciała czekać wiecznie. Ukończył studia pedagogiczne, pracował jako nauczyciel przedmiotów technicznych, z uczniami miał dobry kontakt, chociaż współpracownicy opisują go jako cichego, spokojnego i powściągliwego w relacjach.

Nikt z najbliższego otoczenia nie wiedział, że ma do czynienia z przyszłym mordercą. Z drugiej strony, on sam nie dopuszczał do siebie myśli, że zabił. Tuż po tym jak pozbawił życia trzech chłopców, których spotkał w lesie, a następnie zaprosił do siebie do domu, żeby pokazać wiatrówkę, udał się do rodziców, gdzie spędzał miło czas. Rodzinną sielankę przerwała krew, którą zauważył u siebie pod paznokciem. Wtedy przypomniał sobie, co się stało. I postanowił zatrzeć ślady. Zwłoki zawinął w materiały, które miał pod ręką, a następnie wywiózł do lasu i spalił.

Kilka dni później znalazł je pewien mężczyzna o dosyć niechlubnej reputacji, który początkowo był uznany za podejrzanego. Co działo się potem? Jak służby mundurowe wpadły na trop Trynkiewicza? Jaka była jego reakcja na to, że został złapany? Czy przyznał się do winy? Tego dowiesz się z książki.

Ewa Żarska bardzo rzetelnie wprowadziła czytelnika w klimat tamtych czasów. W miarę dostępnych materiałów, dokładnie opisała okoliczności popełnienia zbrodni, a także samą biografię Trynkiewicza, poszukując motywów, które mogły nim kierować. Przytoczyła całe mnóstwo tez, które stawiali sobie ludzie pracujący przy tej sprawie. Zamieściła mnóstwo fragmentów rozmów, wywiadów z osobami, które były blisko tamtych wydarzeń. Rozmawiała z komendantem, który prowadził śledztwo, z matką Trynkiewicza, krewnymi zamordowanych i wieloma innymi. Dotarła do zdjęć mieszkania, piwnicy, w której przetrzymywane były zwłoki chłopców, a także dokumentacji z wizji lokalnej, w której uczestniczył morderca i matki chłopców (ojców nie dopuszczono z obawy przed tym, że mogliby chcieć wymierzyć sprawiedliwość samodzielnie).

„Łowca. Sprawa Trynkiewicza” to książka, która pokazuje, do czego zdolny jest człowiek. Jak bardzo potrafi być okrutny w stosunku do drugiej osoby, która niczym nie zawiniła. Chociaż, jak wspomniałam wyżej, znałam historię tego morderstwa, to jednak po przeczytaniu tego tytułu uświadomiłam sobie, że moja wiedza była szczątkowa. I właściwie nic w tym złego, bo przecież nie jest to wiedza podstawowa, nie mówimy tu o historii, która sprawi, że będę lepszym człowiekiem ani takiej, która zmieni moje życie raz na zawsze. Ale mówimy o tym, co jeszcze niedawno było medialną sensacją i nakręcaniem spirali nienawiści. Większość z nas pamięta przecież ten rok, kiedy Trynkiewicz opuścił więzienie. Już kilka miesięcy wcześniej media huczały, a ludzie wzajemnie się nakręcali. Zewsząd pojawiały się informacje, że były więzień był widziany we Wrocławiu, Warszawie, Katowicach, Krakowie, Rzeszowie. Wszędzie jednocześnie. A ostatecznie nigdzie. O tym również pisze Żarska. I może właśnie dlatego warto tę książkę przeczytać. Żeby nie oceniać sprawy po jednym reportażu w wiadomościach na tej czy innej stacji. Skoro wyrażamy opinie na dany temat, często bardzo dobitnie, to poznajmy sprawę dogłębnie.

Za możliwość przeczytania dziękuję

Może cię zainteresować

O marzeniach i koszmarach nastolatek. A. Docher „Cała ja”
Przeczytaj...
Pizza, moda i mafia, PRZEDPREMIEROWO: A. Perry, „Dobre matki…”
Przeczytaj...
Mordercy Marines, pedofile i inni. PRZEDPREMIEROWO: „Mindhunter. Podróż w ciemność”
Przeczytaj...
Poślizg (nie)kontrolowany. Podsumowanie sierpnia… w połowie września.
Przeczytaj...
Koniec wieku z trupem w tle, czyli „Seans w Domu Egipskim” M. Szymiczkowa
Przeczytaj...