Świat się zmienia. Wiem, nic odkrywczego. Czas upływa, w miarę jak mijają kolejne godziny, dni, miesiące czy lata, wszystko staje się inne. Modyfikujemy swoje przyzwyczajenia, poznajemy nowych ludzi, dojrzewamy, podejmujemy pracę albo odchodzimy na emeryturę. Razem z nami zmienia się kultura, a co za tym idzie – teksty, które tworzymy i które czytamy / oglądamy.

Ja pod tym względem jestem chyba tradycjonalistką. Lubię jak książka ma fabułę, jak historia płynie, rozwija się, odkrywając po drodze coraz więcej szczegółów. Nie jestem fanką zmiennej narracji i innych tego typu „udziwnień”, chociaż mówi się dzisiaj, że to właśnie one świadczą o kunszcie literackim autora i poziomie intelektualnym odbiorcy. Może jestem amebą? A może nie.

Jakiś czas temu trafiła do mnie książka, która od samego początku wzbudzała we mnie niemałe emocje. Dlaczego? Otóż najpierw zostałam poinformowana przez rodzicielkę, że jest do mnie awizo. Nie spodziewałam się żadnej paczki, więc napędzana ciekawością, pofatygowałam się na drugi koniec miasta, ażeby przesyłkę odebrać. Odstałam swoje na poczcie, w końcu podeszłam do okienka, kobieta z miną męczennicy wzięła ode mnie świstek i zniknęła. Na dobre piętnaście minut. Kiedy wróciła, poinformowała mnie, że żadnej przesyłki nie ma, nie znalazła. Dałam upust swojej frustracji, powiedziałam, co o tym wszystkim myślę i chyba zmusiłam ją w ten sposób do złożenia deklaracji, że nazajutrz podejmie kolejne poszukiwania i raczy mnie poinformować telefonicznie jak już zgubę odnajdzie. Pojechałam do domu z pustymi rękami, ponarzekałam na zmarnowany czas i na tym się skończyło.

Następnego dnia kobieta zadzwoniła, oznajmiła, że paczka się odnalazła, więc znów, tym razem samochodem (dzięki dobroci serca mojego chłopaka, ewentualnie przez jego brak odporności na moje ględzenie) udałam się na pocztę, poczekałam w kolejce (przyznaję – trochę krócej!) i odebrałam. Jeszcze zanim rozdarłam kopertę, poczułam w dłoniach znajomy kształt i przyjemny ciężar. Książka! Moje zszargane nerwy zostały częściowo ukojone, chociaż tytuł, który ukazał się moim oczom, do kojących zdecydowanie nie należy. Powiedziałabym nawet, że sugeruje całkiem wysoki poziom adrenaliny w żyłach autora. A o jakim tytule mowa?

„Fak maj lajf” Marcina Kąckiego.

Już z okładki dowiadujemy się, że książka od początku do końca jest fikcją literacką:

„Żadna z postaci w tej książce nie jest prawdziwa. I żadne zdarzenie nie miało miejsca. A jednak powieść Kąckiego pokazuje współczesność lepiej niż niejeden reportaż. Powstała ze strzępów informacji, niedopowiedzeń, plotek i miejskich mitów”.

I teraz powiedz mi, że Cię to nie zaintrygowało. Tak, rzucam Ci wyzwanie. Przyjmujesz?

Bohaterów powieści jest pięciu: Młody (nigdy nie napisał prawdy), Papa (paparazzi), Gambit („sprzedałby własną żonę dla słupków oglądalności”), Nora (świadoma swoich wdzięków i zdeterminowana) i Trzeźwy, który rozumie reguły, które rządzą współczesnym światem, ponieważ przez wiele lat zajmował się polityką.

Pozornie różni, niewiele mają ze sobą wspólnego poza tym, że żyją w tym samym czasie, a jednak Kącki sprawi, że ich ścieżki się ze sobą przetną i… będzie ciekawie.

Najbardziej zainteresowała mnie tutaj historia redaktora jednego z brukowców (zgadnij, który to bohater?), który nie cofnie się przed niczym, byle tylko wzbudzić kontrowersje i sprawić, że jego gazeta będzie kupowana. Umieszcza zdjęcia zwłok, im więcej golizny, tym lepiej, słowem: przegięcie. Zabawnie (dla mnie, dla Ciebie, dla innych bohaterów) robi się wtedy, kiedy ktoś postanawia zabić go jego własną bronią: zakłada stronę internetową o sugestywnym adresie

upolujgnoja.pl

Właściciel strony zachęca ludzi, żeby robili Lebiodzie (bo tak się nazywa) i jego rodzinie zdjęcia, a następnie przesyłali je do administratora. Za każdą fotografię obiecuje nagrodę. Pieniężną. Chyba nie muszę Ci mówić, jak wielkie poruszenie to wzbudza. Niebawem jego syn nie może spokojnie chodzić do szkoły, bo wszystkie dzieci fotografują go, żeby dorobić do kieszonkowego. Jego żona czuje się niemalże jak gwiazda hollywood, bo gdzie się nie ruszy, tam gonią ją tłumy z aparatami. Zwykły, szary człowiek pewnie powie, że chciałby się znaleźć na jego miejscu i posmakować swoich pięciu minut sławy, jednak on ma wszystko – pracę, pieniądze, rodzinę i błysk fleszy nie jest mu do niczego potrzebny, więc reaguje na to zamieszanie złością. Delikatnie mówiąc.

Wścieka się do tego stopnia, że atakuje pewnego chłopca na ulicy, kiedy wydaje mu się (a może nie?), że ten chce mu zrobić zdjęcie. W odpowiedzi na ten odruch dostaje pięścią od rozjuszonego tatusia, a przez spanikowaną mamusię zostaje nazwany zboczeńcem, pedofilem i potencjalnym gwałcicielem.

Przyznam, że kiedy czytałam ten fragment w tramwaju, tak głośno parsknęłam śmiechem, że chyba wyszłam na niezrównoważoną. Tym bardziej, że przez dłuższą chwilę nie mogłam się opanować i nawet, kiedy schowałam książkę do torebki, żeby trochę ochłonąć, to jeszcze przez jakiś czas prychałam pod nosem. Ciekawe przeżycie, nie powiem.

Jeżeli chodzi o fabułę książki, to więcej Ci nie zdradzę, jeżeli Masz ochotę, jeżeli przyjmujesz wyzwanie, to dowiesz się samodzielnie.

A co ja myślę o całości?

„Fak maj lajf” jest pozycją specyficzną. Nie jest to typowa powieść, która opowiada historię jednego czy kilku bohaterów, która zawiera jakiś morał, która wzrusza, wzbogaca czytelnika i sprawia, że nagle stanie się wielkim znawcą literatury.

Jest to natomiast książka, która skłania do refleksji nad tym, jak wygląda obecny świat, jak wygląda życie: moje, Twoje, naszego pokolenia. Czy jesteś w stanie się z tym zmierzyć – decyzja należy tylko do Ciebie.

Bohaterowie Kąckiego są bardzo wyraziści, jednakże posiadają wszelkie możliwe… złe cechy. Są chciwi, podli, brutalni, pozbawieni skrupułów, egoistyczni, liczy się dla nich tylko sława i pieniądze. Warto podczas lektury zastanowić się, jak Ty, oczywiście czysto teoretycznie, zachowałbyś / zachowałabyś się na ich miejscu, jednak jestem przekonana, że w wielu przypadkach dopiero życie zweryfikowałoby takie gdybanie.

To, co podobało mi się w tej powieści właściwie najbardziej, to fakt, że Kącki dobitnie pokazał, jak wielką rolę w dzisiejszym świecie i w ludzkiej świadomości odgrywają media. Jak bardzo może różnić się obraz danej sytuacji u osób, które czytają inne gazety, czy oglądają inne programy w telewizji. Teoretycznie to wszystko wiemy, ale jednak inaczej jest, kiedy przeczytamy to w książce, która fabularnie jest tak bardzo zbliżona do naszego życia, a inaczej, kiedy próbujemy obiektywnie spojrzeć na to w rzeczywistości.

Ostatnia kwestia, na którą warto zwrócić uwagę to język tej powieści. Nie jest to polszczyzna typowo literacka. Kącki posługuje się wulgaryzmami, jego język jest prosty, ale jednocześnie taki, którym posługujemy się na co dzień. Nie jest wydumany, nie jest przeznaczony tylko dla osób, które ukończyły studia wyższe, bo i życie na tym świecie nie jest przewidziane tylko dla nich. Przyznam, że początkowo czytało mi się ciężko, jednak kiedy już się przyzwyczaiłam, to dotarło do mnie, że właśnie ten styl, właśnie ten język, który został w „Fak maj lajf” zastosowany, nadaje tej książce prawdziwości, więc warto było ponarzekać.

Podsumowując: na pewno nie jest to książka dla wszystkich. Zdecydowanie powinni się jej wystrzegać wielbiciele (czy wielbicielki) romansów, osoby, które od literatury wymagają wzruszeń, emocji i mocnych wrażeń. A kto powinien po nią sięgnąć? Obowiązkowo osoby, które chociaż trochę interesują się współczesnym światem, przynajmniej od czasu do czasu oglądają wiadomości i nie boją się podjąć refleksji, a może nawet dyskusji na temat tego, dokąd my właściwie zmierzamy?

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu:

Może cię zainteresować

Harem, Klatka i osiem żon, czyli „Prywatne życie sułtanów” J. Freely’ego
Przeczytaj...
Sułtan, Czarnoksiężnik, Komornik i zaginione dziecko. Podsumowanie czerwca
Przeczytaj...
Pocałunek o smaku pomarańczy jako początek końca. Ann Patchett „Dziedzictwo”
Przeczytaj...
Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...
Pociągi, Harry Potter i słowiańscy bogowie, czyli podsumowanie kwietnia
Przeczytaj...