Wiek jest dla kobiet tematem, delikatnie mówiąc, wrażliwym. Do pewnego momentu chcemy być dorosłe – wiadomo – pełnoletniość i idące za nią przywileje. Potem, odpowiednio do prawidłowości, wedle której czas wydaje się przyspieszać – my desperacko pragniemy go zatrzymać. O ile pasuje nam posiadanie dowodu osobistego i możliwości z nim związane, tak siwe włosy i pierwsze zmarszczki są naszym najgorszym koszmarem. Do trzydziestki, góra czterdziestki, jakoś funkcjonujemy, potem znajdujemy się na szczycie równi pochyłej. I gorzej dla nas, jeżeli dodatkowo, w całym zamieszaniu związanym ze zmianą wyglądu i menopauzą, towarzyszy nam samotność. To zdecydowanie nie jest dobre połączenie. Jak sobie z tym radzić? Rozwiązań jest wiele. Standardowo – zależnie od osoby. Można się zamknąć w sobie i wegetować. Można się otworzyć na ludzi, zacząć uczęszczać do jakiegoś klubu, na siłownię / fitness itp. Można również uciec w internet i wszelkie jego dobrodziejstwa.

Dziś przychodzę do Ciebie z książką, którą przeczytałam jeszcze na wakacjach, a która na swoją kolej do recenzji musiała trochę poczekać. Główną bohaterką jest kobieta w dojrzałym wieku, która najlepsze lata wydaje się mieć za sobą i nie bardzo wie, co ze swoim życiem zrobić. Jak rozwiąże ten problem? Tom Perrota „Pani Fletcher”.

Eve Fletcher jest rozwódką. Zawodowo jest szefową Centrum Seniora. Ma syna – Brendana, który właśnie zaczyna studia i kontakty z matką nie są na czele jego życiowych priorytetów. Mocne zderzenie z rzeczywistością spotyka główną bohaterkę w momencie, kiedy przypadkowo staje się świadkiem erotycznych pieszczot syna z jego (byłą) dziewczyną, która przyszła się pożegnać. I nie sam fakt seksualnego obcowania jest dla Eve zaskoczeniem, a sposób, w jaki jej syn odnosi się do dziewczyny. Delikatnie mówiąc: wulgarny. Ten incydent staje się dla niej punktem wyjścia do rozważań na temat wychowania syna, macierzyństwa w ogólności, ale również jej własnej seksualności. Odkrywa świat pornografii w internecie, oglądanie filmów o wiadomej treści i masturbacja stają się jej codziennym nawykiem. Z czasem zwykłe filmy przestają jej wystarczać i wchodzi głębiej, trafia na dział z pornografią, gdzie aktorkami są „gorące mamuśki”, a więc kobiety w jej wieku i starsze. Jaki to będzie miało na nią wpływ? Polecam sprawdzić.

Książka jest pisana z perspektywy trzech osób. Oprócz Eve poznajemy też przemyślenia Brendana, który nieco inaczej wyobrażał sobie studenckie życie i również czeka go zderzenie z rzeczywistością. Łatwo nie będzie. Imprezy, narkotyki i przygodny seks. Czy przedmiotowe traktowanie kobiet, które przywiózł ze sobą okaże się dobrą metodą na zbudowanie relacji? Czy wszystkie te „rozrywki” sprawią, że zacznie myśleć o życiu poważnie?

Trzecią osobą jest Amanda – pracownica Eve, która zajmuje się organizacją eventów w Centrum Seniora. Ma nowatorskie, trochę kontrowersyjne pomysły, ale to podoba się jej przełożonej. Jednym z większych przedsięwzięć jest organizacja spotkania z osobą transseksualną. A jak wiesz, seniorzy są bardzo, ale to bardzo kontrowersyjni. Czy z takiego spotkania może wyjść coś dobrego? Znów – polecam sprawdzić.

„Pani Fletcher” to książka, która wywołała we mnie wiele sprzecznych emocji. Przyznam, że po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów, które skupiały się głównie na rozpamiętywaniu, analizowaniu i rozkładaniu na czynniki pierwsze zachowania Brendana, byłam dosyć mocno zniesmaczona. Z czasem jednak historia zaczęła mnie wciągać, zaczęłam być bardziej ciekawa tego, jak potoczą się losy głównych bohaterów. Może potrzebowałam czasu, żeby móc w pełni wczuć się w emocje głównej bohaterki? Mimo wszystko jestem od niej nieco młodsza 🙂

Tym, co podobało mi się najbardziej byli barwni bohaterowie. Poza wspomnianą wyżej trójką mamy również Juliana – kolegę Brendana ze szkoły, który z synem głównej bohaterki ma dosyć trudne wspomnienia, a z drugiej strony zaczyna coś czuć do niej samej. Jest również wzmiankowany transseksualista – doktor Farchild, który / która prowadzi zajęcia na temat filozofii gender, na które uczęszcza Eve, Julian i kilka innych osób. Jak pewnie się domyślasz, losy ich wszystkich czasem znów się skrzyżują, ale więcej powiedzieć nie mogę.

Podsumowując?

„Pani Fletcher” to książka, która nie spodoba się każdemu. Jeżeli masz w zwyczaju ocenianie historii po jej początku, to jest szansa, że rzucisz ten tytuł w kąt i nigdy więcej do niego nie wrócisz. Jeżeli jednak mimo wszystko dajesz szansę autorowi na to, żeby pokazał, co potrafi, to może się zdarzyć, że stwierdzisz, że jest to jedna z lepszych pozycji w ostatnim czasie, bo pokazuje, jak bardzo współcześni ludzie różnią się od siebie, chociaż środowisko, w którym żyją bywa bardzo… ścisłe. I to jest prawdziwe – tak właśnie dzieje się w życiu większości z nas. Jest również szansa, że przeczytasz do końca – owszem, ale stwierdzisz, że ta pozycja nie wniosła do Twojego życia nic nowego.

A jak jest ze mną? Nie mogę powiedzieć, żeby ta książka mnie zachwyciła. Nie powiem też, żeby mnie odepchnęła. Sprawiła, że trochę nad nią pomyślałam – to prawda. Ale myślę, że nie znalazłaby się w pierwszej setce książek, które uważam za godne polecenia.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

O tym jak ojciec podpalił córkę, „Najlepszy powód, by żyć” Augusta Docher
Przeczytaj...
Trynkiewicz dawniej i dziś, czyli E. Żarska „Łowca. Sprawa Trynkiewicza”
Przeczytaj...
Niewybredne zaloty do starych babć, czyli „Wymazane” M. Witkowskiego
Przeczytaj...
Poślizg (nie)kontrolowany. Podsumowanie sierpnia… w połowie września.
Przeczytaj...
Emancypacja w czasie II wojny? J. Egan „Manhattan Beach”
Przeczytaj...