Uwielbiam baśnie. Odkąd byłam małą dziewczynką, zaczytywałam się w opowieściach o „Księżniczce łabędzi”, „Dziewczynce z zapałkami” czy „Królowej śniegu”. Lubiłam też „Królewnę Śnieżkę”, „Śpiącą królewnę” i oczywiście „Kopciuszka”. Miałam swój własny egzemplarz pięknie ilustrowanych opowieści Charlesa Perraulta, który był tak zużyty, że kartki powoli odmawiały posłuszeństwa. Kiedy po raz kolejny brałam się za czytanie bratu klasycznego wydania „Baśni” braci Grimm, moja mama zasypiała razem z nim, a ja zastanawiałam się, czy ja tak bardzo przynudzam, czy ona jest tak bardzo zmęczona 😉

Kiedy trochę „podrosłam” oprócz czytania wersji dla dzieci, przyswoiłam również wersje dla dorosłych, a także wszystkie filmy, które powstawały w oparciu o moje ulubione historie. Odkąd na studiach miałam okazję uczestniczyć w wykładach z literatury romantycznej, dowiedziałam się, że tak naprawdę na bazie baśni budowana jest większość historii i tak w „Zmierzchu” czy „Pięćdziesięciu twarzach Greya” odnalazłam elementy „Kopciuszka”.

Dziś przychodzę do Ciebie z książką, która zarówno tytułem, jak i fabułą nawiązuje do tej właśnie baśni. Zapraszam na recenzję „Cindera i Elli” autorstwa Kelly Oran!

Ellamara jest zwykłą nastolatką. Chodzi do szkoły, ma znajomych, kochającą mamę, od czasu do czasu umawia się na randki. Prowadzi również bloga z recenzjami książek i filmów. To właśnie tam poznaje Cindera. Chłopak skontaktował się z nią po tym jak zrecenzowała jedną z jego ulubionych książek, nie zgadzali się ze sobą w kilku kwestiach, więc rozgorzała dyskusja. Od słowa do słowa – zaprzyjaźnili się. Problemem jednak była odległość. Chociaż kiedy rozpoczyna się powieść, Cinder i Ella znają się już kilka lat, to nigdy się nie widzieli ani nie rozmawiali ze sobą przez telefon. Ba! Ona nie wie nawet, jak on ma naprawdę na imię.

Sporym krokiem w przód w ich znajomości mogą być jej urodziny – chłopak ma dla niej prezent i prosi, aby podała mu adres. Zanim jednak przechodzi do konkretów, Ella i jej mama mają wypadek samochodowy. Kiedy dziewczyna się budzi, jej życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Okazuje się, że matka zginęła w wypadku, a ona doznała oparzeń 70% powierzchni ciała. Jakby tego było mało, opiekę nad nią przejmuje jej ojciec, który lata wcześniej zostawił ją i jej matkę dla innej kobiety. Mężczyzna jest prokuratorem, jego żona występuje w reklamach telewizyjnych, mają również dwie córki w wieku zbliżonym do Elli. Jak się domyślasz, nowe życie głównej bohaterki nie będzie usłane różami: czeka ją żmudne leczenie (zarówno ciała, jak i duszy), a potem powrót do rzeczywistości.

Zapytasz, co z Cinderem? Przez dziesięć miesięcy nie mają kontaktu. Chłopak odchodzi od zmysłów, podświadomie czuje, że stało się coś złego, podejrzewa nawet najgorsze. Kiedy w końcu Ella się do niego odzywa, wydaje się być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

Jak potoczy się ich znajomość? Czy spotkają się „na żywo”? Jaką tajemnicę skrywa Cinder? Sprawdź 🙂

Jeżeli znamy się dłużej, to na pewno wiesz, że rzadko sięgam po powieści dla młodzieży. Zwyczajnie mnie one nie zachwycają. Odrzuca mnie infantylność i płytkość bohaterów oraz przewidywalność fabuły. Staram się jednak nie mieć zaległości, bo w pracy stosunkowo często jestem proszona przez uczennice, żeby im coś polecić. I wiem, że nie oczekują ode mnie tytułu krwawego kryminału, a raczej czegoś bliższego ich życiu, co za tym idzie – powieści młodzieżowej, obyczajowej, ewentualnie fantastycznej.

Ostatnio całkiem dobre wrażenie zrobiła na mnie książka „Najlepszy powód, by żyć” (recenzja), ale „Cinder i Ella” zostawia ją daleko, daleko w tyle. Dlaczego?

Bo jest to książka, która uwzględnia to, jak dzisiaj funkcjonuje młodzież. Zdecydowana większość ma bliskie osoby, z którymi nigdy nie widziała się w realnym życiu, a na komunikatorach rozmawiają całymi dniami. Często nie mają pewności (nie, zdjęcia na fejsie tej pewności nie dają, a przynajmniej nie w 100%), kto siedzi po drugiej stronie. Nawiązywanie internetowych znajomości nie jest dzisiaj czymś dziwnym, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie – dziwniejsze jest, jeżeli nigdy takiej relacji nie mieliśmy, choćby chwilowo.

Książka Kelly Oran daje nastolatkom historię, która (teoretycznie) może się przydarzyć każdej (czy każdemu) z nich. Dotyka uniwersalnych problemów, bohaterka zostaje wrzucona w sytuacje niemal ekstremalne, ale wychodzi z nich w bardzo nietuzinkowy sposób.

Poza tym podwójna narracja – z perspektywy Elli i Cindera, krótkie rozdziały, prosty język i sporo „wiadomości z komunikatorów”, które są przyjemną odskocznią dla wzroku.

Mnie przekonuje. Powiem więcej: czekam na drugą część 🙂

Za możliwość przeczytania dziękuję

Może cię zainteresować

O zachwycie wojną i rozczarowaniu magią, czyli podsumowanie października
Przeczytaj...
Miłość, pieniądze i wielka sława. „Nie zapomnij mnie” Anna Bellon
Przeczytaj...
Kasza, Anglia i ogarnianie życia, czyli podsumowanie września
Przeczytaj...
W świecie ryczącej czterdziestki? T. Perrota, „Pani Fletcher”
Przeczytaj...
Zostań diwą PCOS, Amy Medling „Wylecz PCOS”
Przeczytaj...