Chociaż daleka jestem od feminizmu i uważam, że w stwierdzeniu, jakoby feminizm kończył się w momencie, kiedy trzeba wnieść lodówkę po schodach, jest całe mnóstwo prawdy, to jednak musiałabym być ślepa, żeby nie zauważyć, jak bardzo kobiety bywają niedoceniane. Właściwie od zawsze robią to, co mężczyźni, ba, niezwykle często robią to lepiej! Ale dopiero od niedawna mówi się o nich trochę więcej i trochę głośniej. Dowodem na to jest choćby książka „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”. Na szczęście, oprócz takich wydań, pojawia się również całe mnóstwo poważniejszej literatury. I z takim tytułem dzisiaj do Ciebie przychodzę.

„Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg – najgroźniejszej polskiej agentki. Śledztwo dziennikarskie” Michała Wójcika.

To książka o kobiecie, której większość historycznych laików zwyczajnie nie zna. Ba, nawet ja nie znałam, chociaż oględne pojęcie o historii mam. Po przeczytaniu tego tytułu, a co za tym idzie – zapoznaniu się z rzetelnym życiorysem Kronenberg stwierdzam, że wiedzieć jednak warto. Dlaczego? A dlatego, że jest to postać niezwykle barwna. Taka, która pokazuje, że nie tylko mężczyźni doskonale odnajdują się w sytuacjach ekstremalnych, że nie tylko oni mogą być szpiegami czy tajnymi agentami, przysłowiowymi wrzodami na tyłku dla przeciwników, nieuchwytnymi, choć wiecznie poszukiwanymi.

Kiedy wybucha wojna, bohaterka ma siedemnaście lat. Niewiele, ale z lekcji, literatury i innych TEKSTÓW KULTURY 🙂 wiemy, że to wystarczy, żeby zrobić coś znaczącego, a tym samym zasłużyć się dla kraju. Sytuacja Wandy nie była prosta, ponieważ miała żydowskie korzenie, a za samo to groziła jej straszliwa śmierć. Dodatkowo spalono jej rodzinny pałac, pozbawiając w ten sposób znacznej części majątku. Postanawia jednak działać, a motorem napędowym jest dla niej pewien film, który kiedyś obejrzała, a który opowiadał o kobiecie – tajnej agentce. (I kto powiedział, że kultura nie ma wpływu na kształtowanie postaw?!)

Zaczyna więc własną grę: uwodzi, szpieguje, sprawdza, podpytuje, rozkochuje w sobie mężczyzn. Wydaje się, że niczego się nie boi, po trupach dąży do celu. Jak możemy przeczytać na okładce książki:

Przepiękna baronówna donosi NKWD, pisze meldunki dla AK, jest prawą ręką asa Gestapo. (…)

Po wojnie Wanda nie przestaje uwodzić. Teczka z jej nazwiskiem trafia na biurko oficera UB. Kilkadziesiąt lat później śladem tajemniczej agentki rusza dziennikarz i historyk. Skojarzy fakty, których nikt wcześniej nie połączył.

Wójcik w bardzo przystępny sposób, prostym językiem opowiada nam historię Kronenberg. Może nie jest ona tak fascynująca jak hollywoodzkie produkcje, które opowiadają wyłącznie historie bohaterów i zawsze mają epickie zakończenie. Tym, co przemawia na korzyść tego tytułu jest fakt, że to sama prawda. Wszystko poparte dokumentami, rozmowami z historykami czy potomkami ludzi, którzy naprawdę Kronenberg znali. Dodatkowo czyta się bardzo przyjemnie, a tym, co urzekło mnie najbardziej są tytuły rozdziałów. Ukłon dla autora za poczucie humoru, do mnie trafia!

Podsumowując? Jeżeli chociaż trochę interesuje Cię historia, to jest to książka, którą MUSISZ przeczytać. Jeżeli nie, to daj sobie spokój.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

 

Może cię zainteresować

Bakterie, wirusy i śmierć. PRZEDPREMIEROWO L. Fitzharris „Rzeźnicy i lekarze…”
Przeczytaj...
Babi i Step po latach, F. Moccia „Trzy razy ty”
Przeczytaj...
Diabły, szaleńcy i słowiańscy bogowie, czyli spóźnione podsumowanie lipca
Przeczytaj...
Koniec wieku z trupem w tle, czyli „Seans w Domu Egipskim” M. Szymiczkowa
Przeczytaj...
O miłości i historii. K. Droga, „Kobieta, którą pokochał Marszałek. Opowieść o Oli Piłsudskiej”
Przeczytaj...