Od wielu lat Europejczycy (ale pewnie nie tylko) interesują się kulturą wschodu. Jak wspominałam jakiś czas temu (tutaj) wraca moda na to, co orientalne i zwyczajnie inne, niż to, z czym mamy do czynienia na co dzień. Wiele osób zaczytuje się w opowieściach o sułtanach, jeszcze inni spędzają godziny przed telewizorem i z zapartym tchem śledzą losy swoich ulubionych, nieco egzotycznych, bohaterów.

Dziś przychodzę do Ciebie z książką, która również opowiada o innej kulturze i chociaż ma podobne elementy do tych, które były opisywane we wspomnianej wyżej książce, to przytacza czytelnikom całe mnóstwo nowości i podchodzi do sprawy z zupełnie innej strony. I fajnie! Dziś na tapecie: Aleksandra Chrobak „Fashionistki zrzucają czadory. Moje odkrywanie Iranu”.

Autorkę możesz kojarzyć z inną książką – „Beduinki na Instagramie”, której ja (niestety) nie miałam okazji przeczytać. Mam nadzieję, że jeszcze wszystko przede mną!

Prywatnie Chrobak studiowała iranistykę, religioznawstwo i polonistykę, deklaruje również, że jest Miłośniczką Bliskiego Wschodu, a zna go od podszewki, ponieważ przez wiele lat tam mieszkała. Dzięki własnym doświadczeniom, zabiera czytelnika w literacką podróż po miejscach, o których nie przeczyta w przewodnikach ani nie usłyszy od innego przeciętnego turysty, który odwiedził Iran.

Książka składa się z dwunastu rozdziałów, w których autorka sukcesywnie przekonuje nas o tym, że chociaż kultura wschodu jest bardziej konserwatywna od naszej, że chociaż mają tam wiele nakazów i ograniczeń, to jednak ludzie żyją tam tak samo jak my i (być może) jeszcze lepiej potrafią się bawić.

Przyznam, że zanim sięgnęłam po tę pozycję, to nie miałam pojęcia, że chusta, którą tamtejsze kobiety są zobowiązane zakładać nazywa się czador. W ogóle moje pojęcie o tamtejszej kulturze było nikłe i w większości oparte na stereotypach, a nie wiedzy i doświadczeniu. Ale z drugiej strony: skąd miałabym taką wiedzę czerpać? W moim otoczeniu nie ma osób, które fascynowałyby się tamtejszą kulturą. Dopiero od niedawna książek na ten temat wychodzi coraz więcej, a podejrzewam, że to dopiero początek, bo temat jest nośny. W każdym razie!

Aleksandra Chrobak zabiera czytelnika w swoistą podróż. W miarę czytania mamy wrażenie, że autorka prowadzi nas za rękę, przy okazji opowiadając o rzeczach, które równie dobrze mogłyby się dziać tuż przed naszym nosem – tak plastycznie opisuje wszelkie obrazy i sytuacje, których sama kiedyś doświadczyła. I oto dowiadujemy się wielu rzeczy nie tylko na temat tamtejszej mody, stylu ubierania się i zasad panujących w kwestii dress code’u, ale również poznajemy tamtejszą kulturę od podszewki. Towarzyszymy Chrobak w uroczystościach pogrzebowych, na których czynny udział biorą płaczki i „artystki” specjalizujące się w pieśniach żałobnych, które mają wycisnąć łzy nawet z tych najbardziej zatwardziałych. Jesteśmy świadkami bajkowych wesel, które są szalenie drogie, ale tak samo widowiskowe, a cały tradycyjny obrządek zaczyna się na wiele dni przed samymi zaślubinami.

Ważnym elementem każdej podróży jest jedzenie. Każdy kraj ma jakieś charakterystyczne potrawy, których należy spróbować, bo właśnie one składają się (przynajmniej częściowo) na jego kulturę. Tak samo jak nie wyobrażamy sobie Polski bez schabowego z ziemniaczkami i pierogów, tak samo Iran nie będzie dla nas istniał bez… no właśnie: kebaba! Wzmianki o nim również nie zabrakło w „Fashionistkach…”. Autorka zaznacza jednak, że potrawa, którą możemy spotkać w każdym niemal zakątku świata, tak naprawdę nie umywa się do tej, która jest serwowana w Iranie. Opisuje, jak powinien wyglądać tradycyjny kebab, z czym najlepiej go jeść i czym właściwie różni się od tego, który czeka na nas nad morzem, w górach i za rogiem J

Tym, co w tej pozycji zaciekawiło mnie najbardziej była kwestia języka. Okazuje się bowiem, że chociaż Irańczycy kojarzą nam się z surowymi ludźmi, którzy w imię zasad są w stanie nawet popełnić najgorszą zbrodnię, to jednak ich sposób porozumiewania się jest zupełnie inny niż nasz. Dlaczego? Od dawna mówi się, że język, którym porozumiewają się współcześni Polacy jest pełen negatywnych emocji. W języku wschodu jest zupełnie inaczej. Tam aż roi się od komplementów, na które nie wystarczy odpowiedzieć dziękuję i spłonić się rumieńcem, należy odpowiedzieć kolejnym komplementem, umniejszającym ten, którym sami zostaliśmy obdarowani. Ludzie są dla siebie (przesadnie?) mili i być może w tym zakresie powinniśmy brać z nich przykład. J

Chociaż mogłabym napisać jeszcze wiele na temat treści tej książki, to jednak nie o to chodzi, a więc podsumowując: „Fashionistki zrzucają czadory” to książka, która w zabawny i nieinwazyjny sposób zapoznaje czytelnika z kulturą Iranu. Język jest lekki, sprawia wrażenie, jakby naszym przewodnikiem była dobra koleżanka, która w trakcie spaceru zabawia nas rozmową o tym, co właśnie widzimy. Słowem kluczowym dla tej pozycji jest „współczesny”, ponieważ zarówno język, którym posługuje się Chrobak, jak i treści, do których się odwołuje są… dzisiejsze. Dzięki temu każdy z młodego pokolenia będzie wiedział, o czym mowa, a z drugiej strony autorka uświadamia nam, że chociaż kultura wschodu jest konserwatywna, to szeroko pojęty postęp cywilizacyjny ich nie ominął. Ba! Sądząc po rozdziale na temat operacji plastycznych, zabiegów fryzjerskich i kosmetycznych – to my jesteśmy przysłowiowe „sto lat za Murzynami” 🙂

Komu zatem poleciłabym tę pozycję? Każdemu, kto interesuje się podróżami, kto lubi poznawać inne kultury albo po prostu chce mieć szersze perspektywy.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

 

 

Może cię zainteresować

Filozoficzne rozważania przy naprawie motocykla, „Zen i sztuka obsługi motocykla”
Przeczytaj...
Więc chodź, pomaluj mój świat, czyli R. Figura „Magda M. Ciąg dalszy nastąpił”
Przeczytaj...
Trynkiewicz dawniej i dziś, czyli E. Żarska „Łowca. Sprawa Trynkiewicza”
Przeczytaj...
Kasza, Anglia i ogarnianie życia, czyli podsumowanie września
Przeczytaj...
Tym straszniejsze, że prawdziwe… M. Wójcik „Treblinka ’43. Bunt w fabryce śmierci”
Przeczytaj...