Żyjemy w świecie typowo materialnym. Większość z nas wierzy w to, co widzi, czego może dotknąć, spróbować, ogólnie – poznać za pomocą zmysłów. Niewiele osób wierzy w aury, pozytywne / negatywne emocje i siłę mentalną. Czy to źle?

Trudno wyrokować. Znam osoby, które w momencie, kiedy słyszą słowo duch czy duchowość – odwracają się na pięcie i odchodzą, uprzednio sugestywnie pukając się w czoło. Znam również takie, które głęboko wierzą w to, że doświadczyły albo regularnie doświadczają, kontaktów ze zmarłymi. Jednym duch ojca miał uratować dziecko przed wypadnięciem z wózka, z innymi przyszła się pożegnać ciotka, która zmarła raptem kilkadziesiąt minut temu – miała zadzwonić do drzwi domu, który stał na pustkowiu. Kiedy domownicy poszli otworzyć – nikogo nie zastali ani nie widzieli, żeby ktoś oddalał się od posesji, a droga była jedna.

Mówi się również, że do pewnego wieku dzieci widzą duchy. Podobne historie i wierzenia można mnożyć, ale czy przekazywane przez jedną sąsiadkę – drugiej sąsiadce, faktycznie są wiarygodne?

Dziś przychodzę do Ciebie z książką, która opowiada o tym, jak śmierć kliniczna odmieniła życie jednego naukowca. No właśnie… NAUKOWCA. Eben Alexander „Serce świadomości. Podróż neurochirurga w świat zjawisk niewyjaśnionych”.

Wydawca zachęca do przeczytania opisem z okładki:

Szanowany neurochirurg, sceptyk i racjonalista, w czasie kilkudniowej śpiączki przeżył śmierć kliniczną i doświadczył życia po drugiej stronie. To wydarzenie wstrząsnęło jego światopoglądem. Był tak głęboko przekonany o autentyczności tego doznania, że postawił na szali swoją karierę naukową, aby zbadać zjawiska niewytłumaczalne i oddać sprawiedliwość tym, którzy ich doświadczyli.

Eben Alexander naukowymi metodami bada zjawiska niewyjaśnione: od przeczuć, proroczych snów czy déjà vu, które dobrze znamy, po kontakty ze zmarłymi, telepatię, doświadczenia nieba, uzdrawianie za pomocą energii, wspomnienia z minionych wcieleń czy przebłyski geniuszu. Łączy wywód naukowy ze świadectwami osób, które doświadczyły niewytłumaczalnego.

Książka składa się z szesnastu rozdziałów, w których autor porusza mnóstwo kontrowersyjnych tematów takich jak na przykład telepatia, przeczucia i intuicja, reinkarnacja, wspomniane już wcześniej kontakty z duchami, prorocze sny, a także pozytywne nastawienie i ogólny optymizm, który u osoby nieuleczalnie chorej może doprowadzić do całkowitego wyzdrowienia. Do każdej z wymienionych kwestii autor dodaje obudowę naukową oraz przytacza historie, które zasłyszał od innych ludzi, poznanych na różnego rodzaju seminariach. Wydaje się więc, że spotykamy się na gruncie, gdzie nauka łączy się z duchowością, ale czy na pewno?

Powiedzmy sobie jedno: te dwie kwestie w powszechnym rozumowaniu raczej nie idą ze sobą w parze. Naukowcy najczęściej deklarują, że są ateistami, że jedyne, w co wierzą, to nauka i osiągnięcia ludzkiego rozumu. I nagle przychodzi naukowiec, lekarz zresztą, a więc osoba mająca świadomość, że do życia potrzebne jest przede wszystkim poprawne funkcjonowanie wszystkich organów, który nie tylko przeżył śmierć kliniczną, ale po fakcie zupełnie zmienił swój światopogląd. Zaczął zajmować się tym, co do niedawna było dla niego zupełną abstrakcją. Oczywiście nie postanowił negować faktów, że do życia niezbędny jest tlen, sprawne serce i dobrze funkcjonujący mózg. On zaczął twierdzić, że na równi z fizycznością stoi coś jeszcze. Coś, co może sprawić, że śmierć przestanie być dla nas taka przerażająca…

Dzięki „Sercu świadomości” dowiadujemy się, co spotkało Ebena Alexandra, kiedy był w śpiączce i „po drugiej stronie”, a co za tym idzie – co wpłynęło na jego decyzję o tym, żeby postawić dotychczasową karierę pod znakiem zapytania i zająć się zupełnie czymś innym. Poznajemy również wyniki badań, które prowadził przez ostatnie lata, zgłębiając tajniki świadomości z zachowaniem typowo naukowego podejścia. Zaczynamy także zdawać sobie sprawę z tego, jak wiele aspektów składa się na naszą świadomość i jak wiele od niej zależy, choć najczęściej nie przypisujemy jej zbyt wielkiego znaczenia.

Przyznam, że była to książka, której nie byłam w stanie przeczytać w typowym dla mnie tempie. Chociaż nie przytłaczała ilością stron, nie była napisana szczególnie trudnym językiem, to w jakiś sposób była dla mnie męcząca, wymuszała dłuższe przerwy na przetrawienie tego, co przeczytałam. Ostatecznie nie mogę powiedzieć, żeby mi się nie podobała, jednak nie wiem, czy swojej przygody z tematyką związaną ze świadomością, nie powinnam zacząć od czegoś prostszego.

Podsumowując?

Jest to tytuł, który przypadnie do gustu osobom, które są świadome swojej duchowości, dla których sfera związana z doświadczeniami pozazmysłowymi nie jest niezbadanym terenem ani tematem tabu. Również takim, które mają otwarty umysł i są otwarte na nowości, choćby po to, żeby z nimi podyskutować. Eben Alexander nie narzuca bowiem swojego zdania, nie próbuje w nas na siłę zaszczepić swojego nowego światopoglądu. On opowiada o tym, czego doświadczył, a do nas należy decyzja czy uwierzymy jemu (i wielu innym osobom), czy też pozostaniemy obojętni na argumenty.

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Może cię zainteresować

Ognisty temperament i anielski głos. PRZEDPREMIEROWO: K. Droga „Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie”
Przeczytaj...
Wino zamiast zupy i autoutylizacja alkoholu, czyli E. Winnicka „Zbuntowany Nowy Jork”
Przeczytaj...
Szkoła ogarniania według Pani Bukowej, czyli „Weź się ogarnij”
Przeczytaj...
Spełnione postanowienia i kilka innych, czyli czytelnicze podsumowanie grudnia i roku 2018
Przeczytaj...
Owady rządzą światem. A. Sverdrup – Thygeson „Terra insecta. Planeta owadów”
Przeczytaj...